Coś mnie obudziło, tylko tym razem nie był to dźwięk budzika. Coś lekko uderzało mnie w nogę. Otwarłam powoli zaspane oczy i zobaczyłam Lokiego szturchającego mnie nosem w nogę. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam że nie jestem w moim pokoju, tylko w salonie. A co najdziwniejsze to fakt że spałam
całą noc wtulona w Louisa. Takk.. ostatnie co pamiętam w wczoraj? Film. Nic poza tym. Pies musiał też obudzić bruneta, ponieważ poczułam jak lekko zaczyna się poruszać. Po chwili otwarł oczy, spojrzał na mnie i przywitał się.
- Cześć mała - uśmiechnął się szeroko niebieskooki.
- Cześć Lou. Przepraszam za to, pewnie się nie wyspałeś przezemnie - powiedziałam smutnym głosem.
- Wręcz przeciwnie - powiedział - bardzo wygodnie mi się spało. - znów ten zniewalający uśmiech.
Zaczęłam powoli wychodzić z pod koca i przeciągnęłam się pożądnie. Lou wstał, złożył koc i poprawił poduszki na sofie.
- Gdzie jest łazienka? - spytał po chwili.
- Na górze na przeciwko mojego pokoju. Weź sobie z szafki pod umywalką jakiś ręcznik - poinstruowałam chłopaka.
- Dobra, zaraz wrócę - powiedział i udał się we wskazanym kierunku. Poszłam do kuchni, żeby zrobić nam i mamie śniadanie. Pewnie wróciła w nocy.
Postanowiłam, że zrobię naleśniki. Wyciągnęłam więc patelnie i wszytskie potrzebne składniki i zaczęłam smażyć duże, cienkie placki. Do kuchni wszedł
'odświeżony' Lou. Podszedł do mnie i uważnie obserwował co robię.
- Mmm.. moje ulubione śniadanko. - wyszczerzył się chłopak i nalał nam soku do szklanek. Wyciągnął talerze i syrop klonowy i ustawił wszytsko na stole.
- Pomóc Ci w czymś? - spytał po chwili.
- Nie trzeba, bierz naleśniki i zajadaj - odpowiedziałam brunetowi i podałam mu talerz z naleśnikami.
- Cześć dzieci - do kuchni przyszła mama.
- Dzień dobry - przywitał się ładnie Louis.
- Cześć mamuś - powiedziałam do rodzicielki.
- Widizałam w nocy że wam się przysnęło przy filmie, więc okryłam was kocem i was nie budziłam. - powiedziała i podeszła do mnie - daj tą patelnie ja resztę
usmażę - powiedziała po czym jeszcze dodała - zjedz i idź się przygotować do szkoły, jest już 7.00.
Usiadłam obok bruneta i zaczęłam zajadać się jeszcze lekko ciepłymi plackami z syropem klonowym. Gdy zjadłam udałam się na górę, wzięłam szybki prysznic i
ubrałam się w biały top i beżowe rurki. do tego brązowe koturny i okulary przeciwsłoneczne. Spakowałam podręczniki do torby i zeszłam do kuchni. Louis i moja mama o czymś rozmawiali. Gdy Lou mnie zobaczył od razu skomplementował mój strój.
- Ładnie wyglądasz.
- Dziękuję. - odpowiedziałam brunetowi.
- Obiecałem Harremu że odprowadzę Cię do szkoły, więc może powoli się zbierajmy żebyś się nie spóźniła - uśmiechnął się i podziękował mojej mamie za śniadanie.
Wyszliśmy z domu i poszliśmy drogą na skróty przez park.
- Pyszne robisz naleśniki - skomentował na co ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. Lou..
- Tak?
- O czym tak zawzięcie rozmawiałeś z moją mamą? - spytałam podejrzliwie.
- Opowiadałem jej o naszym planie na wakacje..- nie dałam mu nawet dokończyć, tylko wtrąciłam się podekscytowana.
- I jak? Co powiedziała? Zgodziła się? - rzucałam w chłopaka pytaniami jak z karabinu maszynowego.
- Spokojnie Charls - powiedział rozbawiony moim zachowaniem brunet - Opowiedziałem jej o wszytskim ze szczegółami i najpierw była trochę sceptyczna co do tego pomysłu, ale obiecałem jej że będę się Tobą opiekował, myślę że Harry i chłopcy też, więc się zgodziła - uśmiechnął sie znów.
- Dziękuję! - wykrzyczałam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. On mnie przytulił mocno i dodał: - Nie uważasz że jakaś nagroda się należy? - spytał cwaniacko i pokazał palcem wskazującym na swój policzek. Cmoknęłam go, lecz on był szybszy i odwrócił skutecznie głowę, tak, że zamiast w policzek, pocałowałam go w usta. Jak się na niego popatrzyłam on tylko cwaniacko się wyszczerzył i odsunął żeby uniknąć mojego karcącego wzroku.
- Nie patrz tak, to parzy! - zaśmiał się, a ja tylko pokiwałam głową z niedowierzaniem. Ma już tyle lat, a zachowuje się czasem jak dziecko.. zupełnie jak Harry - uśmiechnęłam się na myśl o przyjacielu. Szliśmy dalej, rozmawialiśmy i co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Tak minęła cała droga do szkoły. Pożegnałam
się z Tomlinsonem i poszłam do pracowni matematycznej gdzie czekał na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha lokowaty.
- I jak tam było z Louisem? - wyszczerzył rządek równych, białych zębów i pokiwał śmiesznie brwiami.
- Ja nie wiem o czym ty myślisz, ale jeżeli myślisz o czymś więcej poza oglądaniem filmu, to odpowiedź brzmi NIE!. - uśmiechnęłam się do przyjaciela kpiąco.
- No nie mów że Ci się nie podoba. Charls... znam cię od małego i doskonale wiem co oznacza ten błysk w oku kiedy na niego patrzysz. - powiedział a ja czułam jak moje policzki robią się gorące i spaliłam buraka.
- Aż tak widać? - spytałam niepewnie.
- Gołym okiem - potwierdził Curly i położył rękę na moim ramieniu. - Charr, widzę że oboje na siebie lecicie. Louisa też znam lepiej niż on sam siebie, i po nim również to widać. Więc się nie przejmuj, myślę że Twoje uczucia są odwzajemnione. - mrugnął do mnie oczkiem i uśmiechnął się delikatnie. Naszą rozmowę
przerwała nam nauczycielka wchodząca do klasy [...]
Po szkole pojechałam z Harrym do willi One Direction, po czym wszyscy pojechaliśmy na próbę generalną jutrzejszego koncertu. Poznałam menagera chłopaków-Paula. Wydawał się być miłym człowiekiem, od razu go polubiłam. Po drodze rozmawialiśmy głównie o trasie koncertowej chłopaków. Gdy dojechaliśmy na
miejsce, chłopcy poszli się przebrać, a ja z Paulem poszłam usiąść na miejscach dla widowni i obserwowałam ich występ. Zaśpiewali kilka piosenek. Widziałam
że Lou co jakiś czas spogląda na mnie. Cała piątka bawiła się na scenie, śpiewali, tańczyli, skakali, śmiali się, zaczowywali się jakby przed sobą mieli
kilku-tysięczną publiczność. Na sam koniec, Niall usiadł na stołku wziął gitarę i zaczął grać wstęp do piosenki "Little Things". Zayn zaczął śpiewać, nie powiem miał bardzo fajny głos, jak i Liam który śpiewał zaraz po nim. Po mulacie i Liamie śpiewał Lou. Miał piękny głos. Nadeszła kolej solówki Harrego.
Wczuł się chłopak, słychać było dokładnie jego głos, a nawet jest charakterystyczną chrypkę. Dawał z siebie wszystko. Po nich śpiewał jeszcze Niall. Cóż, byłam pozytywnie zaskoczona że tak dobrze śpiewa. Blondyn również dał z siebie wszytsko. Na samym końcu gdy śpiewali refren wszyscy razem, Louis przez cały czas na mnie patrzył. Czułam jakby to do mnie śpiewał słowa:
"I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things."
(tłumaczenie: Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię, to ty
Och, To Ty z nimi tworzysz całóść
Jestem w tobie zakochany i w tych małych rzeczach )
Gdy piosenka się skończyła, Paul wstał i podszedł pod scenę.
- Dobra robota chłopaki, idźcie się przebrać i odpocząć. Za pół godziny podstawię samochód. - powiedział do wszytskich i poszedł wykonać telefon.
- Super wam poszło, jesteście świetni - podeszłam do nich i wyściskałam każdego po kolei.
Chłopcy udali się do garderoby żeby się przebrać, a ja wyszłam na zewnątrz żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Przed budynkiem stała dość spora grupka fanek.
Gdy cała piątka wyszła z budynku te zaczęły piszczeć, krzyczeć i nie wiem sama co jeszcze. Chłopcy zaczęli rozdawać autografy, robić sobie zdjęcia, i rozmawiać z fankami. Ja stałam i cierpliwie na nich czekałam. W końcu usłyszałam jak Liam zwraca się do tłumu:
- Przepraszamy, ale musimy już jechać. Miło było was poznać! Pa - zaczęli wszyscy do nich machać, żegnać się z fankami i przyszli w końcu do samochodu
podstawionego przez Paula. Uważam że to jest fajne z ich strony, że fanki nie są im obojętne i zawsze chętnie pozują z nimi do zdjeć, odpowiadają na pytania
i rozdają autografy. Gdybym była czyjąś fanką czułabym się zapewne szczęśliwa i dowartościowana gdyby mój idol ze mną porozmawiał, zrobił sobie zdjecie i podpisał mi się. To mi się w nich podoba, że kochają swoich fanów.
- Ale jestem zmęczony - jęknął Niall.
- Nie tylko ty stary! - dopowiedział Harry.
- Trzeba jutro dać dobry koncert, bo to ostatni w Londynie przed trasą koncertową - stwierdził Zayn.
- Charls, jedziesz do nas? - spytał Niall.
- Wiecie co, sorry ale jestem zmęczona więc może pojadę do siebie. - powiedziałam przepraszająco.
- Ja też jadę dziś do rodziców i bedę spał u siebie - dodał Harold.
- Ok, Harry nie zapomnij, jutro o 9.00 mamy wywiad - przyponiał lokowatemu Liam.
- Będę o 8.30 u was.
- Ja też dojadę jutro. Muszę ogarnąć swój dom, bo mnie tam tydzień nie było. A poza tym przydałoby się spakować przed koncertem - stwierdził Lou.
I tym oto sposobem naszą trójkę kierowca poodwoził pod nasze domy, a reszta czyli: Zayn, Liam i Niall, pojechali do wspólnej willi One Direction.
Pierwszego odwieźliśmy Louisa. Widząc jego dom otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Była to ogromna willa. Nie wiem czy rozmiarami nie przypominała tej
wspólnej chłopaków. Lou się z nami pożegnał i poszedł do siebie. Następnie kierowca odwiózł mnie i loczka. Mieszkaliśmy prawie obok siebie, więc z tym nie
było żadnego problemu.
- Pa chłopaki! - krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Udałam się do domu, zjadłam kolację i poszłam do łóżka.
Nagle moja komórka zawibrowała. Wiadomość od "Lou"
"Jak tam mała? Dojechałaś do domu? Tęsknie... xx"
"Dojechałam. ;) U mnie OK. Właśnie leżę w łóżku. Też tęsknie.. szkoda że Cię tu nie ma. :c"
"Może wpadniesz jutro po koncercie do mnie? Nadrobimy ;) "
"Z wielką chęcią ^^ "
"No to do zobaczenia jutro. Kolorowych snów! ;*"
"Dobranoc Louis! xoxo "
~Pierwszy dzień wakacji~
Przez ostatnie kilka dni prawie codziennie spotykałam się z Louisem. Czasem wyciągał mnie na spacer do parku, czasem przychodził do mnie, lub ja do niego.
Byliśmy nawet raz w kinie. Wczoraj zdarzyło się coś cudownego. Lou przyotował romantyczną kolację przy świecach i spytał czy zostanę jego dziewczyną.
Oczywiście się zgodziłam i od wczoraj oficjalnie jesteśmy parą. Chłopcy jeszcze nie wiedzą. Dziś do nich jedziemy ustalić szczegóły wyjazdu, a przy okazji
powiedzieć o tym że jesteśmy razem.
_____________________________
Trochę nudny, wiemm.. ;)
Ciekawi jak chłopcy zareagują na wiadomość od Charsl i Louisa?
Myślę że jak mi się uda, to napisze rozdział jeszcze jutro lub pojutrze :))
I jak zwykle proszę o komentarze, bardzo motywują ^^
Całusy! xoxo.
piątek, 5 kwietnia 2013
czwartek, 4 kwietnia 2013
Rozdział 6
Szłam przed siebie, byleby znaleźć się jak najdalej tego domu...
Jak najdalej Louisa. Czemu to zrobiłam? Co mną kierowało? Nie miałam zielonego
pojęcia. Wiedziałam, że to co zrobiliśmy było co najmniej głupie. Podobał mi
się Louis, i czułam, że mogę mu zaufać, co najmniej w takim stopniu jak
Harry’emu, lecz po tym co się wydarzyło, zdecydowanie nie będę potrafiła
spojrzeć mu w oczy. Szłam dalej przed siebie i nie zwracałam uwagi na krzyki
bruneta. Co chwilę słyszałam za sobą głos Louisa - Charlie! Zaczekaj!
W mojej głowie roznosił się dźwięk budzika. Otwarłam oczy i znów
byłam w swoim pokoju. Zaraz... – pomyślałam. - Przecież to
niemożliwe! - popatrzyłam na wyświetlacz w telefonie.
7.00 AM Wtorek.
Wszystko, począwszy od szkoły, aż do tego cholernego pocałunku
było beznadziejnie realistycznym snem. Odetchnęłam z ulgą, bo patrząc na to z
drugiej strony, moje życie jak na razie nie jest aż tak pochrzanione jak we
śnie. Wstałam i poszłam do łazienki, opłukałam twarz lodowatą wodą która momentalnie
mnie rozbudziła. Umyłam zęby i rozczesałam włosy. Poszłam do mojej gigantycznej
dębowej szafy w poszukiwaniu ubrań na dziś. Wybrałam ten zestaw. Zwyczajny i
wygodny. Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
Od: 'Hazza'
" Szykuj się będę za 10 minut xx. "
" Ok, czekam xx " - odpisałam mu. Wzięłam torbę i zeszłam na dół do kuchni.
" Ok, czekam xx " - odpisałam mu. Wzięłam torbę i zeszłam na dół do kuchni.
Na talerzu leżały zrobione przez mamę kanapki i sok. Obok leżała
karteczka a na niej napisane: 'Skarbie, musiałam wcześniej wyjść. Wrócę późno w nocy, nie czekaj na
mnie. Jak przyjdziesz ze szkoły to wyjdź z Lokim na spacer. Całuję, mama :)' - wspominałam już że mam psa?
Zabrałam się za jedzenie przygotowanych przez mamę kanapek.
Jeszcze dobrze nie zdążyłam wgryźć się w te pyszności jak usłyszałam trąbienie.
Chwyciłam więc kanapkę do ręki i wybiegłam przed dom. Zamknęłam na klucz i
ruszyłam w stronę samochodu Harry’ego.
- Widzę że oderwałem cię od śniadania. - zaśmiał się przyjaciel.
- Tak jakoś wyszło. - Uśmiechnęłam się i kontynuowałam jedzenie.
Zanim się obejrzałam byliśmy już na parkingu szkolnym. Pierwszą lekcją była
chemia. Moris w końcu mnie za coś pochwaliła i dostałam piątkę za przygotowanie
do lekcji i doświadczenie.
- Widzisz i dałaś radę! - pogratulował mi Harry i przybił żółwika.
- Dobra robota mała.
- A dziękuję, taki jeden mi pomagał. Może go znasz, niejaki
Styles... - zaczęłam sobie żartować.
- Ahh. ten boski seksowny Styles. - powiedział z udawanym
zamyśleniem. - Słyszałem o nim kiedyś. - wyszczerzył się a ja dałam mu kuksańca
w bok i zaśmiałam się z jego miny. Ten to potrafi czasem człowieka
rozśmieszyć... - pomyślałam.
Po lekcji chemii mieliśmy jeszcze anielski, biologię i matematykę.
Zwykle mielibyśmy jeszcze historię, ale pan Foster się rozchorował, więc
skrócili nam zajęcia. Wszystkie lekcje minęły dość szybko. Wyszliśmy ze szkoły
i Harry odwiózł mnie do domu. Weszłam do środka i od razu przybiegł do mnie
merdający ogonem Loki. - Cześć psiaku! - Podrapałam go za uszami, uwielbiał to.
- Zaraz idziemy na spacerek. - powiedziałam do psa, po czym odłożyłam torbę ze
szkoły, ubrałam mu obrożę, wzięłam smycz i wyszłam z nim z domu. Poszliśmy na
spacer do pobliskiego parku. Puściłam Loki’ego żeby sobie pobiegał, a sama
usiadłam na ławce i wystawiłam twarz do słońca. Pogoda dziś bardzo dopisywała i
od rana świeciło słońce. Promienie lekko muskały moją skórę a ja cieszyłam się
chwilą wytchnienia. Pies biegał gdzieś niedaleko. Myślałam o wakacjach. Jeszcze
niecały tydzień i kończymy szkołę. Dostałam już kilka propozycji. Między innymi
od taty, żebym przyjechała do niego w drugim tygodniu wakacji na kilka dni do
Denver, dziadkowie zapraszali mnie do siebie do Polski, a Harry proponował mi
żebym na wakacje pojechała z całym zespołem w trasę. Podobno rozmawiał już o tym
z managerem zespołu, i po wielu namowach i prośbach ten się w końcu zgodził.
Nie wiem skąd Harry wpadł na taki pomysł, ale rozważałam dość dokładnie tę
opcję, ponieważ wydawała się najciekawsza. Nie dość że spędzę czas z
przyjaciółmi, to jeszcze do tego zwiedzę wiele krajów. Przypadła mi do gustu ta
propozycja, ale i tak nic nie było do końca pewne. Niby miałam te 17 lat i mama
raczej traktowała mnie jak prawie dorosłą osobę, ale najważniejsze dla mnie
było jej zdanie W końcu to pod jej dachem mieszkam i ona się mną najbardziej
opiekuje. Muszę z nią jutro pogadać. - pomyślałam.
Poczułam że ktoś się przysiada... Popatrzyłam w lewo i zobaczyłam
dobrze mi znaną, uśmiechniętą twarz bruneta.
- Hej Charls - uśmiechnął się szeroko.
- Cześć Lou. Co ty tu robisz? - spytałam nie ukrywając zdziwienia.
- Postanowiłem pójść na spacer do parku i spotkałem ciebie. A ty?
- Ja jestem na spacerze z psem - odpowiedziałam i kiwnęłam głową w
stronę biegnącego do nas Loki’ego. Psiak podbiegł do Louisa z patykiem w
pyszczku i chciał, żeby chłopak się z nim pobawił. Lou od razu załapał o co mu
chodzi, wziął patyk i rzucił jak najdalej potrafił. Szczęśliwy zwierz pobiegł
za patykiem i chwilę później nam go dostarczył. Tym razem to ja mu go wzięłam i
zaczęłam się z nim bawić. Po chwili niedaleko na ławce usiadła starsza pani,
którą znałam z parku i zawsze przychodziła tu ze swoją suczką. Loki zawsze
chętnie się w nią bawił, więc pobiegł do niej i na razie nie wracał.
- Fajnego masz psa. - stwierdził Lou - Jak się wabi?
- Loki. – odpowiedziałam krótko, po czym usiadłam obok bruneta na
ławce i znów wystawiłam twarz do słońca. Siedzieliśmy tak w niezręcznej ciszy.
Szczerze powiedziawszy, nie chciałam go zagadywać, bo przed oczami ciągle
pojawiał mi się ten cholerny sen. Zupełnie tak, jakby to się naprawdę
wydarzyło, lecz Lou zdecydowanie miał dziś dobry humor i zaczął rozmowę.
- Harry mówił Ci o swoim pomyśle na wakacje?
- Tak. - Uśmiechnęłam się do niebieskookiego.
- I jak? Zdecydowałaś już? - dopytywał dalej.
- Myślałam nad tym, i jest to bardzo prawdopodobne że z wami
pojadę, ale ostateczne słowo należy do mojej mamy. - powiedziałam tym razem
patrząc się na bruneta. Cholera. Znów te jego cudowne oczy. - jęknęłam w
myślach. Znów w nich zatonęłam. Miałam ochotę mieć je na własność i wpatrywać
się w nie codziennie. Idiotko! - skarciłam się w myślach. - Przecież
ty go znasz zaledwie kilka dni. "I co z tego? Przecież widać gołym
okiem że ten chłopak nie jest Ci obojętny."- wtrąciło się jak zawsze w
najlepszym momencie moje drugie ja. Charls, odwróć się i nie patrz mu w oczy.
To jest Twoja słabość - nakazałam sobie, ale tak na prawdę w duchu tego
nie chciałam. Jego oczy były dla mnie jak magnes. Przyciągały ze zdwojoną siłą.
Widać w nich było dobro, ciepło i troskę. Niechętnie odwróciłam głowę od
bruneta. - Nie popełnię tego samego błędu co w śnie! Nie mogę! -
powiedziałam sobie.
- Louis, ja już będę się powoli zbierać. Wiesz... muszę się
jeszcze pouczyć... - skłamałam. Był koniec szkoły i nauczyciele już raczej nie
dawali nam nic do domu. Zawołałam Loki’ego, który od razu do mnie przybiegł
merdając ogonem. Zapięłam smycz i odwróciłam się do Louisa.
- No to do zobaczenia. Miło było cię spotkać. – powiedziałam i
zaczęłam powoli iść.
- Zaczekaj! - krzyknął chłopak. - Mogę cię odprowadzić jeżeli nie masz
nic przeciwko temu. - dodał po chwili uśmiechając się do mnie przyjaźnie.
Cholera. -
pomyślałam. - Nawet nie wiesz w co się pakujesz. - powiedziałam sama do
siebie, i wtedy znów odezwał się ten wkurzający głos - moje drugie ja.
"Przyznaj że tego chcesz. Podoba ci się"- skomentowało, a ja
przełknęłam gulę w gardle. Odwróciłam się i popatrzyłam na niego. – Jasne,
chodź... - odparłam krótko i poszłam dalej. No bo co miałam mu powiedzieć? Nie,
bo nie ręczę za siebie? Nie, bo mi się podobasz? czy może: Nie, bo śniło mi się
jak namiętnie się całowaliśmy i gdyby nie Harry to mogłoby dojść do czegoś
więcej? Ygh.. czemu to jest zawsze takie skomplikowane?!
Brunet szedł teraz obok mnie, zaś po mojej lewej szedł zadowolony
Loki. Dobra Charls.. przecież możesz z nim pogadać, nic się nie stanie
jeżeli porozmawiacie jak zwykli przyjaciele - powiedziałam sama do siebie.
"Zwykli przyjaciele, ale Ty i tak chciałabyś czegoś więcej?" Zamknij
się- syknęłam do mojego drugiego ja. Ale co począć... po części miało
rację. Teraz wyłącz uczucia i zachowuj się normalnie- nakazałam sobie.
- Jak tam idzie ci w szkole? - spytał Lou przerywając niezręczną
ciszę.
- W miarę dobrze. Dzięki Harry’emu umiem chemię, i nauczycielka
wstawiła mi dobrą ocenę. - Uśmiechnęłam się. - Jeszcze trzy dni i oficjalnie
zaczynają nam się wakacje.
- O! To super. - krzyknął uradowany Louis. - W końcu będziesz
miała wolne i będziesz do nas mogła wpaść. - Mrugnął do mnie.
- W zasadzie to tak. A jak tam wam idą przygotowania do trasy?
- Jak zwykle męczące. - skomentował brunet. - Dużo prób,
przymiarek i takich tam. Jeśli chcesz to możesz do nas wpaść jutro na próbę.
- A o której jest?- spytałam.
- Po południu. Robimy tak, że Harry wraca ze szkoły i od razu
jedziemy.
- Jeżeli nie macie nic przeciwko to chętnie. - powiedziałam, na co
zadowolony brunet się uśmiechnął szczerze.
Po chwili nasza rozmowa się rozkręciła i rozmawialiśmy na luzie. W
zasadzie o wszystkim. Lou opowiadał mi nawet o swojej rodzinie, o swoich
siostrach. Mówił jak bardzo tęskni za rodzinnym miastem i że za niedługo tam
pojedzie-jeszcze przed trasą koncertową. Skończyło się na tym że jak doszliśmy
do mojego domu nadal pochłonięci byliśmy rozmową, więc zaprosiłam Louisa na
herbatę. Siedzieliśmy w salonie i śmialiśmy się w najlepsze. Opowiedziałam mu o
różnych szczegółach z mojego życia, o których niewiele osób wie. Przy nim
czułam się po prostu swobodnie, mogłam się przed nim otworzyć i wygadać.
Powiedzieć mu o wszystkim, a on siedział i słuchał. Nieraz wybuchaliśmy
śmiechem z powodu jakiś jego żartów. Robił głupie miny i opowiadał mi o
najśmieszniejszych momentach swojego życia. Czułam że to w pewnym stopniu moja
bratnia dusza. Czułam do niego coś co do tej pory czułam tylko do Harry’ego.
Tylko wraz z przebywaniem przy nim to uczucie wzbierało na sile. Coraz bardziej
go lubiłam i coraz bardziej mi się podobał. Jego uśmiech, oczy... wszystko.
Cały on - Louis któremu zaufałam. Mogłam już śmiało przed sobą przyznać, że
kochałam go jak przyjaciela. Lecz czy moje uczucia nie zmierzały za razem do
głębszych uczuć? I wszystko za sprawą kilku dni, jednego pocałunku i długiej
rozmowy. Nawet bardzo długiej. Od powrotu, czyli godziny około 17,
rozmawialiśmy aż do teraz. Zegar wiszący na ścianie wskazywał godzinę 23. Nie
czułam żeby to tyle trwało, mogłabym tak z nim rozmawiać i rozmawiać. Czas
mijał, a tematy nadal się nie wyczerpywały. Pomimo tego że poruszyliśmy już
chyba na wszystkie możliwe, to jednak dalej nasza konwersacja się toczyła i nie
miała się ku końcowi. Poznałam Louisa na tyle, że czułam się, jakbym znała go
znacznie dłużej niż te kilka dni.
*** Perspektywa Louisa ***
Rozmawialiśmy w Charlie bardzo długo... mogłem śmiało powiedzieć,
że dziewczyna jest wspaniała. Jest inteligentna i posiada swoje zdanie na każdy
temat. Czułem że moglibyśmy być naprawdę dobrymi przyjaciółmi. "Jasne,
wmawiaj sobie dalej że tylko na to liczysz..."- odezwał się we mnie
najbardziej wkurzający głos. Też tak macie że w was jakby siedziały dwie osoby?
Jedna jest normalna- to wasze myśli. A druga jest wredna, i cholernie wkurzająca,
ale zazwyczaj mówi to do czego boimy się przyznać i ma rację? Tak? To wiecie
jak ja się teraz czuję.
- Mam świetny film do oglądnięcia. - powiedziała uśmiechnięta
dziewczyna - Oglądniesz ze mną?
- Jasne, puść a ja pójdę do kuchni i znajdę coś do picia.
- W lodówce jest sok jabłkowy, chyba że wolisz inny to w dolnej
szafce obok lodówki.
- Nie, jabłkowy będzie ok. - powiedziałem i udałem się do kuchni.
W kieszeni zawibrowała mi komórka. Wiadomość od 'Harry'
" Stary gdzie jesteś? Wyszedłeś na spacer i nie ma cię od
kilku godzin. "
" U Charlie. Oglądamy film. :) " - odpisałem.
" U Charlie. Oglądamy film. :) " - odpisałem.
" Dobra, to nie przeszkadzam. Miłego oglądania i pozdrów ode
mnie Charr! ^^ " - odczytałem wiadomość i schowałem komórkę
do kieszeni. Wyjąłem z lodówki sok i nalałem nam do szklanek. Wziąłem je ze
sobą i wróciłem do Charlie. Dziewczyna siedziała na sofie i obserwowała każdy
mój ruch. Położyłem na stole szklanki i przysiadłem się do niej.
- Harry kazał cię pozdrowić. - oznajmiłem.
- Och... - Dziewczyna była zaskoczona - Dzwonił?
- Nie, pisał do mnie i pytał gdzie jestem. - Uśmiechnąłem się
do niej na co ona odpowiedziała mi również promiennym uśmiechem. Puściła
film. Po jakimś czasie dziewczyna oparła głowę o mnie, a ja objąłem ją
ramieniem i tak oglądaliśmy aż do samego końca. Wziąłem do ręki pilota i
wyłączyłem TV. Popatrzyłem na Charlie, która zasnęła. Wyglądała tak
słodko jak spała... Nie chciałem jej ruszać ani obudzić, wiec usiadłem
wygodniej na sofie i powoli sięgnąłem do kieszeni. Wyjąłem z niej komórkę i
napisałem sms’a do przyjaciela.
" Nie wrócę dziś na noc. Charls zasnęła i nie chce jej
budzić. Rano odprowadzę ją do szkoły, to pogadamy. :) " - wysłano do 'Harry' -
pojawił się komunikat na ekranie. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
" Ok, do zobaczenia. "
Popatrzyłem jeszcze raz na leżącą na moim ramieniu brunetkę i
uśmiechnąłem się. - Nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy. - szepnąłem i
pocałowałem ją delikatnie we włosy. Położyłem głowę na oparciu sofy i nawet nie
wiem kiedy udałem się do krainy snu, gdzie wszystko wydawało się być zazwyczaj
prostsze.
środa, 3 kwietnia 2013
Rozdział 5
Kolejny nudny dzień spędzony w szkole, poza tym, że dzięki
loczkowi dostałam z chemii dobrą ocenę za doświadczenie, a nauczycielka
wreszcie się nie czepiała. No ale poza lekcją chemii, nic nadzwyczajnego się
nie działo. Co gorsze Harry’ego dziś nie było w szkole, napisał mi że
zachorował. Może go przewiało jak wracaliśmy wczoraj wieczorem z nad
jeziora? - myślałam.- Nic, dowiem się jak go odwiedzę.- Stwierdziłam i poszłam
odłożyć wszystkie książki do szafki. Jedynym pocieszającym faktem było to że za
tydzień kończyliśmy szkołę i za razem był to początek wakacji.
Nie minęło pół godziny od wyjścia ze szkoły, jak byłam już pod ich
domem. Zadzwoniłam i chwilę później w drzwiach pojawił się uśmiechnięty od ucha
do ucha Louis.
- Cześć Lou.
- Cześć mała. - Odpowiedział nadal uśmiechnięty brunet.
- Ja ci dam mała! - Skarciłam go wzrokiem i zrobiłam wkurzoną
minę, która najwidoczniej zadziałała.
- Dobrze mamo, nie bij. – Chłopak się zaśmiał i zaczął teatralnie
chować się przed uderzeniem.
- Gdzie jest reszta? - spytałam wchodząc głębiej do domu.
- Liam pojechał do swojej dziewczyny Danielle, a Niall z Zayn’em
pojechali na jakieś zdjęcia i wywiad.
- Aha, a ty w takim razie co tu robisz? - spytałam.
- Ja opiekuję się Haroldem - wyszczerzył się chłopak. - A tak
serio to nie mam dziś wyrobienia na zdjęcia do gazet i wywiady, więc to taka
przykrywka. Tylko cichooo. Jakby coś, to ja nic takiego nie powiedziałem. –
Uśmiechnął się cwanie i mrugnął.
- A tak na poważnie teraz, jak tam Harry się trzyma?
- Tak sobie. Musiało go trochę wczoraj przewiać... Zresztą idź do
niego i sama go spytaj, jest u siebie.
- Ok, dzięki.- powiedziałam kierując się w stronę salonu.
- Tylko pamiętaj, drzwi na to drugie lewo. - Mrugnął do mnie
oczkiem i odszedł w stronę kuchni a ja spaliłam buraka przypominając sobie
nasze pierwsze spotkanie. Zostawiłam torbę w salonie i poszłam na górę do Harry’ego.
Zapukałam w drzwi i usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do środka.
Harry leżał na łóżku w dresach, przykryty szczelnie kołdrą. Wyglądał strasznie
mizernie. Był cały rozpalony od gorączki i co chwilę kaszlał i kichał.
- Hej Harry, jak się trzymasz? -spytałam i przysiadłam obok niego
na łóżku.
- Cześć, mała. Jakoś... Szczerze, to tak sobie. - powiedział
trochę słabym zachrypniętym głosem, tylko to już nie była ta "jego"
chrypka, tylko zdarte gardło od kaszlu.
- Co wy dziś macie wszyscy z tą "małą"? - zapytałam chłopaka
ze śmiechem.
- No bo jesteś moją małą 'siostrzyczką'. - Uśmiechnął się
promiennie i znów zakaszlał.
- Oj biedaku, widzę że nieźle ci daje popalić ta choroba. Może ci
coś przynieść?
- Jakbyś mogła, to poproszę o kubek gorącej herbaty z miodem i
cytryną. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Jasne, już się robi. - powiedziałam i wstałam z łóżka. Wzięłam
ze sobą tackę z pustymi naczyniami zapewne po śniadaniu i zeszłam do kuchni. W
kuchni siedział Louis. Nastawiłam wodę w czajniku i wyjęłam kubek.
- Gdzie macie herbatę i miód? - spytałam bruneta.
- Herbata w górnej szafce po twojej prawej, a miód już ci dam. -
Wstał i zaczął otwierać po kolei szafki w poszukiwaniu miodu. Pogrzebał w nich
i w końcu coś znalazł.
- Proszę. - Podał mi słoik.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się szeroko do chłopaka i zajęłam się
robieniem herbaty dla Harry’ego. Gotowy napój wzięłam do ręki i skierowałam się
ku schodom.
- Jakbyście czegoś potrzebowali to dajcie znać. - powiedział Lou.
- Okej. - odpowiedziałam krótko i poszłam do loczka. Gdy weszłam
do pokoju nic się nie zmieniło. Harry dalej leżał pod kołdrą, co prawda nieco
rozgrzebany... tylko zaraz... Spał. Widać musiał być bardzo zmęczony,
jeżeli nawet nie usłyszał jak wchodziłam. Zostawiłam parujący kubek na jego
szafce obok łóżka, podeszłam do niego, naciągnęłam na niego kołdrę i jak
najciszej potrafiłam wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Co ja teraz zrobię?
– pomyślałam. Stwierdziłam, że może Louis dotrzyma mi towarzystwa, skoro Harry
zasnął? Zeszłam znów na dół. Brunet siedział tym razem w salonie. Jak mnie
zobaczył uśmiechnął się. - Coś się stało? Czegoś potrzebujecie? – spytał.
- Nie, Harry zasnął... nie będę go budzić. Stwierdziłam że przyjdę
do ciebie. Jeśli ci to nie przeszkadza, oczywiście. - powiedziałam cicho.
- Dobra, to siadaj - poklepał wolne miejsce obok siebie i
uśmiechnął się przyjaźnie.
*** Perspektywa Louis'a ***
Charls usiadła obok mnie na wolnym miejscu. Hmm.. co by tu
zrobić? - myślałem.
- Może porozmawiamy. – zaproponowałem. - W sumie to nie znam cię
za dobrze... - "Chociaż ciągle o niej myślisz..." -
podpowiedziało mi w myślach moje drugie ja - rozmarzyłem się na samą myśl
o wydarzeniach z ostatnich dni... Szczególnie o pocałunku.
- Jasne, pytaj o co chcesz. – Dziewczyna uśmiechnęła się szczerze.
- To może opowiedz mi po prostu coś o sobie, a potem ja opowiem ci
o sobie. - zaproponowałem.
- Dobra, nie wiem czy twoje opowiadanie będzie potrzebne, bo Harry
już tyle mi opowiedział o tobie, że znam cię chyba na wylot.
– zachichotała. – Tak więc mam na imię Charls, ale to już chyba
o mnie wiesz... - Zaśmialiśmy się oboje.
Jak ona cudownie się śmieje - znów się rozmarzyłem.
- Chodzę z Harrym do szkoły, do ostatniej klasy, jesteśmy w tym
samym wieku. Curly to mój najlepszy przyjaciel, znamy się od małego. Bardzo lubię
pływać i uprawiać różne sporty, lubię zwierzęta, dobrą muzykę, lubię gotować i
wiele innych rzeczy. Z rzeczy, których nienawidzę to na pewno fałszywych osób.
Jestem dość ufna, co nieraz przysparza mi kłopotów. Ufam po prostu często
niewłaściwym osobom.
- To znaczy? - spytałem drążąc temat.
- Miałam kiedyś chłopaka, który tak na prawdę się mną zabawiał, a
potem zdradzał mnie z innymi. Potem przepraszał, obiecał że więcej tego nie
zrobi, ale to były puste słowa - jej twarz momentalnie posmutniała na wspomnienie
o chłopaku. Kontynuowała - Wybaczałam mu, ale on potem nadal mnie krzywdził.
Znów zapewniał że mnie kocha, że nie ma romansów, a tak na prawdę pod
pretekstem wyjazdu do ciotki w góry, albo spotkaniem z kolegami nadal spotykał
się z innymi i wiadomo że nie kończyło się na samym spotkaniu. Nie potrafiłam z
nim zerwać aż do momentu kiedy na imprezie próbował mnie zgwałcić po pijaku,
wtedy stwierdziłam że to ostateczny koniec. - Gdy to usłyszałem moje pięści
mimowolnie się zacisnęły. Dziewczyna po tych słowach wytarła kilka łez z
policzków, które mimowolnie zaczęły spływać z jej pięknych oczu. Nie znam go,
ale mam szczerą ochotę przywalić mu teraz za to wszystko co jej zrobił.
Przybliżyłem się do niej i przytuliłem ją. Ona nie oponowała, tylko wtuliła się
we mnie i płakała. Głaskałem ją delikatnie po głowie i próbowałem trochę
uspokoić.
- Przepraszam że spytałem, nie powinienem. - powiedziałem
smutnym głosem. To wszystko przeze mnie... To, że musiała sobie to przypomnieć.
Pewnie już dawno o tym zapomniała, a przez moje głupie pytanie tylko
przywołałem niepotrzebnie jej bolesne wspomnienia. Brawo dla ciebie
Tomlinson, idioto- skarciłem się w myślach.
- To nie twoja wina Lou. Wcześniej nikomu tego nie powiedziałam.
Nawet Harry’emu nie potrafiłam. To było dla mnie za ciężkie, więc sprzedałam mu
wersje o samym rozstaniu z Danny’m. - mówiła przez łzy. - W końcu musiałam się
komuś wygadać. Nie wiem czemu akurat tobie, ale czuję że mogę ci zaufać. -
Uśmiechnęła się delikatnie a ja starłem kciukiem łzy z jej policzków.
Lustrowałem dokładnie jej tęczówki. Każdy widząc je powiedziałby że są
niebieskie, ale nie. One były jak błękitne niebo, lekko pomieszane z szarym.
Taki głęboki kolor który nasycił się wraz z jej łzami. Ona również patrzyła w
moje oczy. Siedziała z lekko rozwartymi ustami i przypatrywała mi się. "Chciałbyś!"
- skomentowało krótko moje drugie ja. Miało racje. Te delikatne różowe usta
kusiły. Jak cholera. Czułem się jakby moje usta palił żywy ogień, a jedynym
ratunkiem były jej. Powstrzymywałem się przed tym jak mogłem. Przecież nie
mogę - pomyślałem - ona mi zaufała, a ja to w tak głupi sposób
schrzanię. Co to, to nie!
Nagle ku mojemu zdziwieniu dziewczyna popatrzyła na mnie w ten sam
sposób, jak przed naszym ostatnim pocałunkiem i znacznie się nachyliła. Nasze
usta dzieliło dosłownie kilka milimetrów. Czułem jej oddech na twarzy i znów,
po raz kolejny, nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
*** Perspektywa Charlie ***
Ten pocałunek był idealny- namiętny i delikatny za razem. Byłam
tylko ja i Louis. Czułam jak chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przenosząc
mnie na swoje kolana. Usiadłam na nich i wzięłam jego twarz w swoje ręce. Nie
miałam pojęcia, co skłoniło mnie do tego, ale znów złączyłam nasze usta i
naprawdę mi się to podobało. W zasadzie czułam po części rosnące we mnie
pożądanie, które krzyczało o więcej. Nie wiem do czego by doszło gdyby nie to
że do salonu akurat w tym momencie wszedł Harry. Gdy go usłyszeliśmy od razu
się od siebie oderwaliśmy, a on patrzył zszokowany na nas tymi swoimi zielonymi
ślepiami. Czułam jak na moje policzki wstępuje wielki rumieniec. Harry nadal
stał jak wmurowany i patrzył na nas. Po chwili zdołał z siebie wydukać tylko:
- Wiecie co, mi się wydaje że to przez tą gorączkę. Ja może już
pójdę - pokiwał głową, dotknął swojego czoła i poszedł na górę. My tylko
popatrzyliśmy się na siebie i się zaśmialiśmy, jednak czułam się zawstydzona. Co
by było gdyby on tu nie wszedł? - pomyślałam - Co nam strzeliło do
głowy?
Popatrzyłam na Louisa. Jego wzrok utkwiony był w ścianie a sam on
wyglądał na pogrążonego w zamyśleniu. Widocznie też zadawał sobie to samo
pytanie co ja. - pomyślałam znowu. Do tego nie powinno dojść aż tak szybko.
Czułam do Louisa coś więcej, niż do zwykłego przyjaciela ale nie
wiedziałam co on czuje, i nie mogłam nikogo skrzywdzić. Może on to zrobił tylko
pod wpływem chwili? Może jego uczucia wcale nie są takie jak moje? Wstałam
pośpiesznie z sofy rzuciłam do bruneta ciche "przepraszam". Chwyciłam
swoją torbę i wyszłam z domu, bijąc się z własnymi myślami.
wtorek, 2 kwietnia 2013
Rozdział 4
Podczas śniadania Harry opowiedział chłopakom o naszym "udawanym"
związku. Wszyscy poza Louisem byli zdziwieni, ale przyjęli to do wiadomości
dość spokojnie. Loczek był wręcz z siebie dumny. „No tak jeżeli ten orzeszek
w głowie loczka coś takiego wymyślił to też bym była dumna."-
zaśmiałam się w myślach. W sumie, to zdziwiłam się, że nikt poza Louisem
niczego nie podejrzewał, po naszym wyzwaniu, ale nie odzywałam się. Lepiej,
żeby tego nie wypominali. Po śniadaniu wymyślili że idziemy nad jezioro. Na
szczęście głowa już mnie prawie nie bolała, Zayn też wyglądał lepiej. Nasza
dwójka wczoraj chyba najwięcej wypiła i jak zawsze trzeba było za to trochę
wycierpieć.
- Wiecie co, można by pójść, ale nie mam ze sobą stroju
kąpielowego. – byłam nieco zdołowana, że przepuszczę taką okazję. Uwielbiałam
pływać! Jeśli mam być szczera, był to jeden z moich ulubionych sportów...
Szczególnie ja za oknem jest taka pogoda. Słońce od rana dawało o sobie znać, a
na niebie nie było ani jednej chmurki.
- Jak dla mnie to możesz pływać bez. – Zayn puścił mi oczko, a w
odpowiedzi dostał po głowie poduszką z sofy na której aktualnie siedziałam.
- Za co? – jęknął przeciągle, łapiąc się za miejsce, w które
oberwał.
- Za żywota. - Uśmiechnęłam się do niego słodko. - Pomyśl Zayn,
jeżeli loczek potrafi to ty też dasz radę!
- Co ja?- spytał właśnie wchodzący do salonu Harry. Wywołało
wilka z lasu...
- A nic, nic, kochany tak sobie rozmawiamy z Zayn’em - popatrzyłam
na mulata.
- Harry. co ty na to żeby pojechać nad jezioro? - odezwał się
dotąd milczący Liam.
- Świetny pomysł, jestem za! - krzyknął uradowany chłopak. - A ty
Charls, jedziesz z nami? - spytał.
- Mogę jechać, ale nie mam stroju kąpielowego.
- No to po drodze zaczepimy o twój dom i się przebierzesz. –
Postanowił bez pytania nikogo o zdanie.
- Ok. - zgodziłam się.
- No to załatwione. LOUISSSSSSSSS! - krzyknął głośno loczek. -
Gdzie on jest? - spytał gdy przyjaciel się nie pojawiał.
- Pewnie u siebie. - odpowiedział mu zapatrzony w komórkę Niall.
- Dobra, to ja idę mu powiedzieć o wyjeździe a wy idźcie się
pakować. - zwrócił się do chłopaków i poszedł na górę.
*** 15 minut później ***
Jak zarządził loczek jechaliśmy dwoma samochodami. W jego
samochodzie jechałam ja i Zayn a w samochodzie Louisa jechali Niall i Liam. Po
drodze tak jak Harry obiecał wstąpiliśmy do mojego domu, żebym mogła się
przebrać i wziąć potrzebne rzeczy. Szybko więc wyskoczyłam z samochodu i
pobiegłam do domu. Ubrałam na siebie pomarańczowe bikini a na to szorty i top.
Spakowałam do torby MP3, balsam do ciała z filtrem, wodę i kilka innych
drobiazgów. Zamknęłam dom i poszłam do samochodu.
Jezioro było niedaleko, więc nie minęło 10 minut jak byliśmy już
na miejscu. Wzięliśmy ze sobą wszystkie rzeczy i udaliśmy się na plażę.
Rozłożyłam koc na słońcu, żeby choć trochę wykorzystać pogodę i się poopalać.
Ściągnęłam ubrania i zostałam w samym bikini. Miny chłopców jak mnie zobaczyli
była bezcenna. Muszę przyznać, że dość długo pracowałam nad taką sylwetką, bo w
dzieciństwie byłam raczej przy kości. - Idę popływać, idzie ktoś ze mną? -
spytałam wszystkich.
- Ja zaraz przyjdę - odpowiedział Lou.
- Ja też - powiedział Harry.
- Ja dziś nie pływam, nie chce mi się. - Blondas zrobił leniwy
uśmieszek i położył się na kocu.
- Niall, popilnował byś mi rzeczy? - spytałam słodko.
- Jasne.
Nasmarowałam ramiona kakaowym kremem do opalania i poszłam do
wody. Woda była dość chłodna, ale przyjemna. Zaczęłam powoli i stopniowo do
niej wchodzić żeby nie dostać szoku termicznego. Nagle gdy byłam w wodzie do
wysokości ud, ktoś mnie mocno ochlapał. Nie zdążyłam jeszcze do końca się
odwrócić, gdy poczułam że ktoś mnie popchnął i wylądowałam cała w wodzie. To
był taki zastrzyk zimna. Nie wiem kto to zrobił, ale już nie żyje. Wynurzyłam
się z wody i odgarnęłam włosy z czoła. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak
loczek i Louis z napadem śmiechu. Byłam niesamowicie wkurzona, widząc ich
roześmiane miny, podczas gdy ja przeżyłam nagłe ochłodzenie rozgrzanej skóry,
co do najprzyjemniejszych nie należało.
- Macie przerąbane. - syknęłam do nich i zaczęła się prawdziwa
bitwa wodna. Laliśmy się wodą na wszystkie możliwe strony, skoczyłam na ramiona
Harry’ego i trochę go podtopiłam. Wtedy do akcji wkroczył Louis który mnie z
niego ściągnął i wrzucił do wody. I tak ciągle. Stwierdziłam że zrobię im
psikusa. Nabrałam
dużą ilość świeżego powietrza do płuc i zanurkowałam. Dzięki temu,
że pływam od małego i kiedyś chodziłam na kurs nurkowania, umiałam wstrzymać
powietrze na dość długi czas. Odpłynęłam kawałek od nich i czekałam kiedy się
zorientują że coś jest nie tak. Najpierw zrobiło się cicho, bo nikt się nie
ruszał w wodzie. Jakby zamarli. Pewnie się rozglądają gdzie jestem-
pomyślałam. Słyszałam jakieś przytłumione wołanie. Nic. Nie odezwałam się ani
nie wynurzyłam. Nieźle musieli spanikować. Stwierdziłam że zrobię jeszcze coś.
Podpłynęłam do nich i złapałam najpierw Louisa za nogi, i wciągnęłam go do
wody, potem Harry’ego i wynurzyłam się zadowolona, biorąc duży haust powietrza.
Jakież było ich zdziwienie jak wypłynęli spod wody i zobaczyli mnie z
triumfalną miną.
- Jezu, Charls, tak się baliśmy że coś się stało. - powiedział
jeszcze lekko spanikowany Lou.
- Nie rób tego nigdy więcej! - dodał loczek.
- Macie za swoje, trzeba było nie zaczynać. - wyszczerzyłam się
znowu. - Mogę w końcu popływać? – popatrzyłam na nich z triumfalnym uśmiechem.
Nawet nie zdążyli nic powiedzieć, bo zanurkowałam pod wodę i popłynęłam dalej.
Nie wiem ile trwało moje pływanie, ale postanowiłam wyjść i cała
się nasmarować kremem bo czułam jak słońce parzy moją skórę. Podeszłam do torby
i wyciągnęłam z niej balsam. Usiadłam na kocu i zaczęłam smarować nogi, brzuch,
dekolt, ręce. No tak, ale jak sobie posmaruje plecy?- pomyślałam od razu,
rozglądając się na boki. Zauważyłam, że niedaleko mnie siedzi Louis.
- Louuuu... - powiedziałam słodziutkim głosem, a chłopak podniósł
głowę patrząc na mnie przymrużonymi oczami. - Posmarował byś mi plecy kremem z
filtrem? - uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka. Brunet tylko pokiwał głową i
wstał z koca.
Położyłam się na brzuchu i odgarnęłam włosy z szyi. Poczułam jak
chłopak przysiada na moich nogach i zaczyna wsmarowywać balsam swoimi dużymi
ciepłymi, dłońmi. Mmm... nie powiem. To jest zdecydowanie przyjemne...
- Chcesz to możesz mnie pomasować. – wypaliłam nagle, nie
zastanawiając się nad tym co mówię. „Zaraz, zaraz, że co?” przygryzłam
wargę czekając na odpowiedź ze strony Louisa. Chłopak nic nie odpowiedział
tylko zaczął ugniatać moje spięte mięśnie. Potem robił na nich kółka i znów je
ugniatał. To było cudowne, zaczęłam nawet cicho pomrukiwać z zadowolenia na co
chłopak cicho się zaśmiał. Po kilku minutach przestał i usiadł obok mnie,
wpatrując się w moją twarz. Zapewne, gdyby nie była czerwona od słońca, stałaby
się przez niezręczność tej chwili. Nie wiem czemu, ale czułam się dziwnie.
Postanowiłam powiedzieć coś normalnego, co nie zwróci jego uwagi na moje zawstydzenie
tą sytuacją.
- Dzięki Lou. Jeśli chcesz, to mogę wynająć cię na mojego
masażystę. Nie wiem, czy kiedyś robiłeś kurs, czy nie, ale zdecydowanie ci to
wychodzi. - Zaśmiałam się do niego, na co on teatralnie odparł:
- Jestem do pani usług madam. – Uśmiechnęłam się do niego i
powróciłam do opalania się, co chwilę później skutecznie przerwali mi Harry z
Zayn’em, którym widać BARDZO się nudziło więc jeden złapał mnie za ręce, drugi
za nogi z zanieśli mnie tak na pomost.
- Harry Stylesie, jak Boga kocham, jeśli tylko się odważysz... –
Przyjaciel razem z mulatem nie dali mi nawet dokończyć, bo już leciałam do
wody, do której chwilę potem z pluskiem wpadłam. „Jak dzieci po prostu...”
- westchnęłam w myślach wynurzając się i odgarniając mokre włosy z twarzy.
Wyszłam z wody i położyłam się na ręczniku, lustrując morderczym wzrokiem
Harry’ego i Zayna, którzy byli widocznie rozbawieni.
- Styles, masz przerąbane. – powiedziałam osuszając nieco mokre
włosy ręcznikiem.
- Czemu tylko ja?! – Chłopak widocznie się obruszył zaistniałą
sytuacją. – Zayn też mi pomagał... – powiedział, za co dostał z łokcia od
mulata. – Auu... – Zmierzył go spojrzeniem pytającym „Za co to do cholery?” i
spojrzał znów na mnie.
- Kochanie, jesteś moim przyjacielem i znamy się od zawsze.
Właśnie dlatego, masz przerąbane bardziej niż Zayn. On jeszcze nie zdążył sobie
nagrabić u mnie tak dużo, jak ty zdążyłeś przez całe życie. – Posłałam mu
słodziutki uśmiech i założyłam okulary przeciwsłoneczne, pokazując tym samym,
że rozmowa jest skończona. Położyłam się z powrotem na ręczniku i przymknęłam
oczy, oddając się promieniom słonecznym.
Dzień powoli dobiegał końca, więc i my postanowiliśmy
się zbierać. Tym razem jechałam z Louisem i Niallem, którzy odwieźli mnie do
domu. Podziękowałam im i od razu po wejściu do środka, skierowałam się do
sypialni. Po tak wyczerpującym dniu wzięłam szybki prysznic, poszłam do łóżka i
w momencie zasnęłam.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Rozdział 3
Butelka zatrzymała się na Louisie. Moje oczy zrobiły się jak
spodki a serce zaczęło bić mocnym rytmem. Można by powiedzieć że chciało mi
wyskoczyć z klatki piersiowej. Ja to muszę mieć genialne szczęście! Udaję z
moim najlepszym przyjacielem parę, potem przez przypadek widzę jego przyjaciela
w samym ręczniku. Co najgorsze, nie mogę tego zapomnieć i ten obraz ciągle
powraca nieproszony do mojej głowy. A najlepsze że teraz, przez głupią,
cholerną butelkę, muszę go pocałować... i to namiętnie! Ugh... takie szczęście
mieć, to potrafi tylko Charlie Grey, ludzie!
Musiałam bardzo śmiesznie wyglądać, skoro chłopcy widząc mnie
zaczęli się śmiać. Z moich przemyśleń wywołał mnie głos mulata.
- Emm.. Charlie. Jest jakiś problem?
- Tak... choć w zasadzie to nie, tylko... – Zayn posłał mi
powątpiewający wzrok, mówiący „I tak ci się nie uda wykręcić...” – Nie, skądże!
– dodałam wzdychając. Dobra Charlie, tylko oddychaj. - uspokajałam się w
myślach - jeden pocałunek i koniec, im szybciej to zrobisz, tym szybciej
będziesz miała go z głowy. "A może nie chcesz mieć go szybko za sobą?"
- odezwało się moje drugie ja.
Wdech, wydech. Zaczęłam powoli wstawać. Podeszłam do trochę
zszokowanego Louisa. "Miało być namiętnie, tak?" – spytałam
sama siebie. – „Jeśli taka jest twoja wola, Zayn, to nie ma problemu.
Będziesz miał namiętnie.” – pomyślałam.- „Przecież to i tak nic nie
znaczy...” – Przyklęknęłam okrakiem przed Louisem i popatrzyłam mu w oczy.
Nie mogłam z nich nic wyczytać. Nie było w nich nic, poza tą obezwładniającym
błękitem, w którym już kolejny raz mimowolnie zatonęłam. On też lustrował moje
tęczówki. – „Raz się żyję, Charls!”- powtórzyłam sobie w myślach i
pochyliłam się do przodu. Nasze usta spotkały się, a ja wzięłam jego twarz w
dłonie i pogłębiłam pocałunek, przymykając oczy. Trwało to zaledwie kilka
sekund, ale mnie zdawało się jakby minęła wieczność.
Wszyscy zaczęli gwizdać a my odskoczyliśmy od siebie jak
poparzeni. No tak.. oni tu NADAL są. Charlie ogarnij się, to tylko zadanie-skarciłam
się w myślach.
"Zadanie zadaniem, ale chciałabyś więcej"- znów to
cholerne, wszędzie się wtrącające drugie ja. Odeszłam od chłopaka i usiadłam na
swoim miejscu. Wszyscy spoglądali to na mnie to na Lou.
- Noo... - zagwizdał Zayn. - Gdybyś nie była dziewczyną Harry’ego,
to pomyślałbym po tej akcji, że albo bardzo ci się to podobało, albo Lou ci się
podoba. – dodał z cwanym uśmieszkiem. Ja tylko wymieniłam porozumiewawcze
spojrzenie z Harry’m i spłonęłam rumieńcem.
- Dobra, to teraz ja kręcę. - powiedziałam żeby skończyć ten temat
i żeby nikt więcej nie dzielił się z nami swoimi trafnymi spostrzeżeniami.
Zakręciłam butelką, wypadło na Harry’ego. Już wymyśliłam genialny
plan i na pytanie i na wyzwanie. - Pytanie czy wyzwanie, kotku? - spytałam
słodko się na niego patrząc, a on zmrużył oczy widząc podstęp w tym wszystkim.
- Pytanie. - odpowiedział krótko.
- A więc z iloma dziewczynami już spałeś, kochanie? - Ostatnie
słowo specjalnie podkreśliłam i z chytrym uśmieszkiem czekałam na odpowiedź
Harry’ego. Wiem... było to zapewne chamskie, ale wiedziałam, że to krępujący
temat dla chłopaka i byłam bardzo ciekawa co Harry odpowie i jaka będzie jego
reakcja. Uwielbiałam go gasić w ten sposób.
- Yyym... - Teraz to on spalił buraka i wszyscy zaczęli chichotać.
Tak, taki zmieszany Harry to nie widok codzienny. Mieliśmy niezły ubaw jak
odpowiadał.
- Ym.. emm.. nie wiem ile ich było dokładnie. - wydusił z siebie w
końcu.
- Ale mało czy dużo? - drążyłam temat. To będzie niezła zabawa-
pomyślałam i napiłam się soku z wysokiej szklanki.
- Wystarczająco, ale Ty i tak jesteś najlepsza kochanie. -
powiedział pewny siebie i pocałował mnie w policzek. – Te kocie ruchy... –
pokiwał brwiami, a ja w tym momencie wyplułam sok przed siebie, krztusząc
się do tego. Wszyscy zgromadzeni wybuchli niepohamowanym śmiechem, a loczek
osłonił się rękami i zaczął uciekać po całym domu.
- NIE ŻYJESZ! - krzyknęłam tylko i pobiegłam za nim, a cała reszta
tarzała się po ziemi ze śmiechu.
- Nie bij mamo! - powiedział osłaniając się rękoma, gdy udało mi
się do niego dobiec.
- Po co to powiedziałeś debilu?! Przecież nie jesteśmy razem a co
dopiero ze sobą nie spaliśmy! - powiedziałam wkurzona. – Teraz będą myśleć o
mnie nie wiadomo co...
- No wiesz...było nie zaczynać z tym pytaniem? Zemsta jest
słodka... - Znów ten chytry uśmieszek.
- Kretyn! - syknęłam i udałam się do salonu. Zaraz po mnie
przyszedł Harry i usiadł obok na dywanie. Wszyscy byli nadal rozbawieni
poprzednią sytuacją, a gra toczyła się dalej. Tym razem jednak pomogliśmy sobie
alkoholem, a pytania i wyzwania były coraz odważniejsze.
***
Obudził mnie cholerny ból głowy. Gdzie ja jestem? - pomyślałam.
Rozejrzałam się dookoła. Czarno białe meble. Ciemno brązowa podłoga. Zaraz!
Przecież ja znam ten pokój! Należał do Louisa... Matko boska co ja tu robię?!
Jedyne co pamiętam z wczoraj to gra w butelkę i drinki. Jeden, drugi potem kolejny
i kolejny... Szybko podniosłam kołdrę i z ulgą odetchnęłam, gdy zauważyłam, że
miałam na sobie bieliznę i koszulkę. Miejmy nadzieję że do niczego nie doszło.
Rozejrzałam się jeszcze i zauważyłam pozostawione na szafeczce nocnej tabletki
przeciwbólowe i butelkę wody. Zażyłam lek i wypiłam całą wodę
duszkiem. Spróbowałam wstać z łóżka, jednak zrobiłam to za szybko,
zakręciło mi się porządnie w głowie i runęłam z wielkim hukiem na podłogę. Z
łazienki od razu wyskoczył brunet. Cholera. Znów w samym ręczniku.-jęknęłam
w myślach. Podbiegł do mnie i zaczął zasypywać mnie pytaniami.
- Wszystko dobrze? Nic Ci ni jest? Boli Cię coś? ...
- Hej Lou spokojnie! Żyję. Jestem cała!
Chłopak wypuścił powietrze z płuc. Podał mi rękę i pomógł mi
wstać. Usiadłam na łóżku. Już się odwrócił i zmierzał w kierunku łazienki kiedy
go zatrzymałam.
- Louis, czekaj. - Brunet odwrócił się w moją stronę i popatrzył
na mnie pytająco.
- Czy my wczoraj? No wiesz.. - powiedziałam czując gorąco na
policzkach.
- Nie.. nic z tych rzeczy. Po prostu wypiliśmy wczoraj dużo, Harry
napisał do twojej mamy że dziś nocujesz u nas i chciał cię zanieść do swojego
pokoju, ale powiedziałaś że nie będziesz z nim spać. Zaczęłaś bredzić że ty
idziesz do domu na piechotę i takie tam. Znów chcieliśmy zanieść cię do Hazzy
do pokoju, a ty znów powiedziałaś że nie będziesz spała z tym draniem.
Stwierdziłem że położę cię spać w moim łóżku, a ja prześpię się na kanapie.
Ściągnąłem ci spodnie, żeby było wygodniej. Ale żeby nie było.. nic więcej się
nie działo. - Odetchnęłam z ulgą. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy.
- Czy coś jest nie tak pomiędzy wami? - spytał niepewnie chłopak.
- Umm... W sumie, to chyba mogę ci powiedzieć, ale obiecaj że
nikomu nie wygadasz! – poprosiłam.
- Jasne. - odparł Lou.
- Harry się z wami założył. Stwierdził że nie chce przegrać, i
poprosił mnie żebym udawała jego dziewczynę. Tak naprawdę to jesteśmy tylko
przyjaciółmi. - Widziałam jak mina bruneta zmienia się z zatroskanej na
weselszą. Na jego usta od razu wdał się uśmiech.
- To znaczy że wy wczoraj przy tym pytaniu...
- Nie! Nigdy z nim nie spałam! - broniłam się.
- To już wiem czemu wczoraj tak się na niego wkurzyłaś jak to
powiedział... - Lou zaczął się śmiać.
- No, po prostu odgryzł się za to pytanie. Wiedziałam że się
porządnie zmiesza jak mu je zadam. - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Jeśli mam być szczery, to coś podejrzewałem... Ciężko mi sobie
wyobrazić to, żeby Harry z taką łatwością pozwolił na wyzwanie Zayna, gdybyś
faktycznie była jego dziewczyną. Ja bym swojej na to nie pozwolił. – Lou
uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- W sumie... myślę, że reszta tak dobrze się bawiła, że nawet nie
zwróciła na to uwagi. – Zaśmiałam się, zdając sobie sprawę z tego, że w sumie,
to po części się zdemaskowaliśmy.
- Nie wiem jak oni, ale ja bawiłem się bardzo dobrze. – Zobaczyłam
błysk w oku Louisa i znów się zaczerwieniłam. Nienawidziłam tego w sobie! Za
każdym razem, gdy zrobiło mi się głupio, lub ktoś powiedział mi coś takiego, na
moje policzki wkradał się rumieniec. Z tak zdradliwym ciałem nie mogłam ukryć
niczego przed nikim. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, lub kazało na to
odpowiedzieć, ale właśnie to zrobiłam.
- Ja też. – Uśmiechnęłam się zawstydzona a Louis popatrzył na mnie
zaskoczony i zaśmiał się.
- Myślę, że powinienem się ubrać... Zaraz przyjdę. – Po jego
słowach mimowolnie spojrzałam na umięśnione ciało chłopaka i gdy przyłapał mnie
na tym, spuściłam momentalnie głowię udając, że wcale tego nie robiłam. „Tak
Charlie... kogo ty oszukujesz, dziewczyno...”
- Dobra, to ja może pójdę się przebrać.
Gdy Lou był w łazience, ja ubrałam się w spodnie, które leżały
złożone na komodzie i spięłam włosy w koka. Potem, gdy Louis wyszedł z
łazienki, skorzystałam z niej-umyłam twarz i wyczyściłam zęby
nową szczoteczką którą dał mi chłopak. Jak byliśmy już obje gotowi,
zeszliśmy na dół na śniadanie. W kuchni majstrowali coś Harry z Niallem. Z tego
co potem zobaczyłam, robili jajecznicę i kanapki. Do kuchni zeszli Liam, a
niedługo po nim Zayn. Mulat od razu podszedł do lodówki, wyciągnął z niej wodę mineralną
i wypił prawie całą na raz. Resztką wody która została popił tabletki na ból
głowy.
- Jak tam? Kac morderca? - spytałam rozweselona.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jaki... - powiedział sfrustrowany
chłopak.
- Wierz mi miałam to samo. - Uśmiechnęłam się szczerze w jego
stronę.
- Do stołu podano. - powiedział śmiesznym
głosem Harry i postawił przed nami kanapki i jajecznicę.
Wszyscy usiedli i wzięli się za jedzenie śniadania.
sobota, 30 marca 2013
Rozdział 2
Obudziły mnie promienie słoneczne wdzierające się przez szczeliny
w roletach do mojego pokoju. Przeciągnęłam się, włożyłam ciepłe kapcie i
powolnym, ślamazarnym krokiem ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki i
orzeźwiający prysznic, umyłam głowę i wyszłam z łazienki, otulona w duży
ręcznik. Poszłam do szafy i zdecydowałam się na dżinsowe spodenki, czarną
bokserkę i czarne trampki. Było bardzo ciepło i słonecznie, więc nie było warto
zakładać długich spodni, czy jakiejś bluzy. Gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół
do kuchni, w której krzątała się moja mama.
- Cześć słońce. - przywitała się.
- Hej mamuś! - podeszłam do niej i cmoknęłam ją w policzek. - Co
tak ładnie pachnie? - spytałam sięgając po dzbanek z sokiem pomarańczowym po
czym nalałam sobie go do długiej, wąskiej szklanki.
- Smażę naleśniki na śniadanie. Jak chcesz to zaraz będzie gotowa
porcja. - powiedziała ściągając z patelni kolejnego i odkładając go na tackę
obok. Sięgnęłam po talerz, ułożyłam na nim kilka ciepłych naleśników, pokroiłam
sobie do nich kilka truskawek, polałam syropem klonowym i zaczęłam jeść. Kto
jak kto, ale moja mama była mistrzem tego dania. W ogóle, była mistrzem
gotowania i gdyby nie jej praca, zapewne oddałaby się tej pasji, otwierając
małe bistro z domowymi posiłkami.
- Pyszne, dziękuję. - powiedziałam do mamy po skończeniu jedzenia,
odstawiając talerz i szklankę do zmywarki. Ze względu na to, że miałam jeszcze
trochę czasu, usiadłam na dużej kanapie w salonie, wyłożyłam nogi na stolik i
sięgnęłam po laptopa. W końcu przydałoby się zobaczyć, co w trawie piszczy.
Siedziałam tak dobre kilkanaście minut, reblogując posty na
tumblrze i czytając tweety, gdy nagle moja komórka zaczęła wibrować. Sięgnęłam
po nią niechętnie i odebrałam połączenie. - Halo?
- Cześć młoda! - wesoły głos, rozległ się po drugiej stronie.
Należał zdecydowanie do Harry’ego.
- No siemka staruszku. - odpowiedziałam złośliwie. Zawsze mówi na
mnie albo mała, albo młoda... Czemu? Może jakoś bardzo wysoka nie jestem,
szczególnie w porównaniu z nim, ale jestem od niego młodsza tylko o te głupie
pół roku! To żadna różnica!
- Jeszcze nie aż taki stary, więc nie przesadzaj. Będę pod tobą za
5 minut. Szykuj się. - powiedział znacznie rozbawiony.
- Okej, do zobaczenia. - Rozłączyłam się, uśmiechając pod nosem.
Zamknęłam komputer i poszłam do kuchni. Mamy już nie było. „Pewnie wyszła jak
siedziałam przed komputerem” -
pomyślałam. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, chwyciłam torbę, leżącą na
komodzie i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Gdy tylko zaczęłam
schodzić z werandy pod mój dom zajechał czarny samochód, nie kogo innego jak
Harry’ego. Sto punktów za
wyczucie czasu! Wsiadłam i
przywitałam się z przyjacielem. Ruszyliśmy z podjazdu i jechaliśmy w
zupełnej ciszy. Nikt się nie odzywał. Harry siedział i z wielkim skupieniem
kierował pojazdem, a ja w większej mierze przypatrywałam się widokom za oknem i
budynkom, które mijaliśmy. Stwierdziłam że przerwę tę ciszę.
- Harry, jak ty sobie wyobrażasz to "udawanie"? -
spytałam, uważnie się na niego patrząc. Kącik jego ust momentalnie się podniósł
ku górze.
- No wiesz... przedstawię cię jako moją dziewczynę, będziemy
udawać przez cały dzień że, jesteśmy parą a potem im powiemy prawdę.
- A tak w zasadzie to po co ci to? - zadałam kolejne pytanie, bo
za bardzo nie wiedziałam jaki jest w tym sens. Poudajemy i co? Jaki Harry ma
mieć w tym niby interes, skoro i tak skończy się po jednym dniu?
- Jak wiesz, ostatnio nie miałem nikogo. Chłopcy założyli się ze
mną, że w ciągu tego tygodnia na pewno sobie nikogo nie znajdę. Założyłem się z
nimi, mówiąc, że mi się uda i nie mam zamiaru przegrać. Niby to trochę nie
fair, ale nie mam zamiaru znajdować sobie dziewczyny "na zakład" więc
poprosiłem ciebie. – Chłopak uśmiechną się głupkowato.
- No dzięki... dziewczyny, jak to ująłeś: "na zakład" nie
będziesz znajdywał i cała brudna robota przypadła mnie... - przewróciłam
oczami. - A o co w ogóle się założyliście? - spytałam. Miejmy nadzieję, że ten cały
teatrzyk będzie tego wart!
- Niby o nic, ale i tak nie chcę przegrać. Dlatego dziś udajemy
parę, potem udajemy kłótnię i wychodzimy a na następny raz, powiemy im ze to
były tylko żarty. Taki jest wstępny plan. Myślę, że się nabiorą... o ile
oczywiście dobrze odegramy swoje role. - wyszczerzył się w uśmiechu.
- Aleś ty genialny, Styles! Teraz wymyślaj o co się pokłócimy,
mądralo! - powiedziałam z ironią w głosie. Szczerze to było to dla mnie
totalnie głupie i dziecinne, ale obiecałam mu. Jest moim przyjacielem i mu
pomogę, nawet jeżeli chodzi o tak idiotyczną rzecz...
- Zobaczy się, na pewno coś wymyślę. - powiedział widocznie
rozbawiony całą sytuacją.
Nie minęła minuta od rozmowy, a Harry już parkował pod ogromną
willą. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę drzwi. Stojąc przed
wejściem i czekając aż ktoś nam otworzy, Styles z wyszczerzem na gębie złapał
mnie za rękę i splótł nasze palce. Ja tylko się na niego popatrzyłam i
przewróciłam oczami, wzdychając. Na
co ja się zgodziłam? Nagle drzwi się otwarły a w nich stanął
uśmiechnięty od ucha do ucha blondyn. Gdy zobaczył jak Styles trzyma mnie za rękę,
popatrzył się na Harry'ego z wytrzeszczem, a brunet na to triumfalnie się
uśmiechnął. Blondyn się przywitał i przepuścił nas w drzwiach. Weszliśmy do
salonu z dwoma kanapami i wielką plazmą wiszącą na środku ściany. Gdy wszyscy
usłyszeli głośne cześć Harry'ego, odwrócili się i spojrzeli w naszą stronę.
Chłopak odchrząknął i się odezwał:
- Chłopcy, poznajcie moją dziewczynę Charlie. Charls to Zayn -
wskazał na mulata z ciemnymi włosami i oczami, a ten się uśmiechnął i pomachał
do mnie. - To Liam, a ten tam - pokazał kolejno na bruneta, a potem na
blondyna, który przed chwilą wparował do salonu, i wcześniej otworzył nam drzwi
– Niall.
Liam i Niall rzucili krótkie "Cześć".
- Gdzie jest BooBear? - spytał Hazza reszty, a ja się popatrzyłam
na niego z niezrozumiałą miną.
- U siebie, chyba poszedł wziąć prysznic, - odpowiedział krótko
Liam. Harry wziął mnie ponownie za rękę i pociągną za sobą. Weszliśmy do
kuchni.
- Co chcesz do picia? - spytał loczek.
- Poproszę herbatę z cytryną.
- Dobra, to ja nam zrobię herbatę, a ty w tym czasie idź na górę
do mnie do pokoju. Pierwsze drzwi na lewo. - Kiwnęłam mu tylko głową i
powiedziałam OK, po czym udałam się po schodach na górę.
Weszłam do pokoju i momentalnie przypodobałam sobie duże łóżko, na
którym usiadłam. Zaczęłam oglądać pokój.
Bardzo mi się podobał. Klimat pomieszczenia utrzymany był w stonowanych
odcieniach. W większości były to kolory białe i czarne, lecz podłoga, na ten
przykład, wyłożona była panelami z ciemnego drewna. W pokoju o dziwo panował
porządek. Czemu o dziwo? Loczek to straszny bałaganiarz. Od małego. Zawsze jak
był mały, to mógł wyjść, żeby się ze mną pobawić dopiero wtedy, jak posprzątał
pokój, w czym niejednokrotnie mu pomagałam, żeby było szybciej.
Oglądałam dalej pokój, lecz nagle drzwi się otwarły i stanął w
nich wysoki brunet w samym ręczniku na biodrach. Wytrzeszczyłam oczy, zdając
sobie sprawę z tego, że nie jest to Harry, ani nikt z wcześniej przedstawionych
mi osób i momentalnie poderwałam się z miejsca.
- O mój Boże! Przepraszam! Musiałam pomylić pokoje, przepraszam...
- Zaczęłam nerwowo się plątać i czym prędzej ruszyłam do drzwi. Na twarzy
bruneta malowało się zdziwienie pomieszane z rozbawieniem. Gdy przechodziłam
obok niego w drzwiach powiedział na wpół śmiejąc się: - Nic nie szkodzi. - I
wtedy mimowolnie popatrzyłam mu w oczy.
Jego tęczówki były koloru niebieskiego. Co ja mówię.. były jak
morze. Morze w którym można zatonąć. Były boskie.
- Jak masz na imię? - brunet wyciągnął mnie z głębin swoich oczu,
w których zatonęłam, sprawiając, że od razu oprzytomniałam.
- Charlotte, ale mów mi Charlie. Nie lubię swojego pełnego imienia
- powiedziałam niepewnym głosem.
- Mnie się bardzo podoba. Jestem Louis. - przedstawił się
wyciągając do mnie dłoń, którą ja szybko uścisnęłam i zdałam sobie sprawę że
ciągle przy nim stoję, a on wciąż w połowie jest nagi. Moje policzki mimowolnie
się zaczerwieniły.
- To... może ja już pójdę. – Uśmiechnęłam się i wyszłam w bardzo
szybkim tempie z pokoju nowopoznanego chłopaka. Weszłam do pokoju na przeciwko,
i zobaczyłam siedzącego na łóżku Harry'ego.
- Gdzieś ty była? - spytał rozbawiony.
- No... Yyym... - zaczęłam zmieszanym głosem. - Powiedzmy że się
zgubiłam - powiedziałam i momentalnie przypomniałam sobie bruneta stojącego w
samym ręczniku z nieprzyzwoicie dobrze zbudowaną klatką piersiową i tymi
cudownymi oczami... - totalnie się rozmarzyłam i znów spaliłam totalnego
buraka. Harry widocznie to zauważył.
- No Charls, ja na prawdę nie wnikam, ale coś jest zdecydowanie na
rzeczy. – powiedział kiwając cwanie brwiami, za co dostał porządnego kuksańca w
bok. Pokazał mi kilka rzeczy na komputerze, porozmawialiśmy i Harry stwierdził
że zajedziemy do dół bo jak to on powiedział: "Przyszłaś poznać chłopaków,
a nie gadać ze mną", dlatego też zeszliśmy do salonu do chłopaków. Tym
razem w całym składzie.
- O Lou, jesteś nareszcie. - zaczął mój towarzysz. - Poznaj, to
moja dziewczyna, Charlie.
- My się już znamy. - Chłopak uśmiechnął się niepewnie, a ja
spaliłam kolejnego buraka, modląc się w myślach, by nikt tego nie zauważył.
Harry popatrzył na mnie niepewnie, ale wzruszył ramionami i usiadł w fotelu,
biorąc mnie na kolana. Ah tak,
przecież udajemy parę... - westchnęłam
w myślach.
- To co robimy chłopaki? - spytał Styles.
- Nie wiem, mnie to obojętne. - odpowiedział Zayn. - Może być
film.
- O tak! - krzyknął blondyn. - Ja wybieram!
- No, tylko nie o jedzeniu Niall - zaśmiał się Liam, a wszyscy za
nim. Jedynie blondynowi mina trochę zrzedła i znacznie się zaczerwienił. Niall
wybrał jakąś komedie, przy której, jak się później okazało, wszyscy się
świetnie bawiliśmy. Śmiechu było co nie miara, a aktorzy byli tacy, że naprawdę
było na co popatrzeć. Przez cały czas siedziałam Harry'emu na kolanach i po
jakimś czasie spytałam, czy nie lepiej, żebym usiadła gdzieś z boku, ale on
powiedział, że mu to zupełnie nie przeszkadza, i oparł podbródek na moim
ramieniu, wpatrując się w ekran telewizora. Siedzieliśmy tak oglądając i co
chwile się śmiejąc, aż film dobiegł końca.
- Nie chce mi się już oglądać kolejnego. - powiedział znudzony
Lou. - Co robimy? Jakieś propozycje?
- Zagrajmy w butelkę! - krzyknął uradowany Styles.
- Kto jest za? - spytał wszystkich Li.
- Ja. - powiedział Zayn, po nim to samo Styles, Lou, i Niall.
- A ty Charls? - zapytał znowu Liam.
- No jeżeli wszyscy grają, to ja też mogę. - powiedziałam schodząc
z kolan Harry'ego i przeciągając się.
Niall z prędkością światła pobiegł do kuchni po butelkę, a my
usiedliśmy wszyscy na dywanie, w dużym kółku. Po mojej lewej siedział Styles,
zaś po prawej Louis. Blondyn przybiegł i zaczął kręcić. Wypadło na Zayna.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie - odpowiedział mulat.
- Hmm... w takim razie... - Blondyn myślał. - Wiem! - krzyknął
jakby odkrył Amerykę. - Wyjdziesz na ulicę, klękniesz przed pierwszą napotkaną
dziewczyną i zaśpiewasz jej jakąś romantyczną piosenkę. - wyszczerzył swoje
śnieżno białe ząbki w uśmiechu.
- Aleś wymyślił - powiedział zniechęcony Zayn. No ale zadanie
zadaniem, trzeba je wykonać. Więc mulat wyszedł przed dom, klęknął, zaśpiewał,
a my staliśmy nieopodal i śmialiśmy się z niego bo wyglądało to komicznie.
Szczególnie mina tej kobiety. Niall, na nieszczęście ciemnowłosego, nawet chyba
to nagrał.
Gdy wróciliśmy do domu, Zayn zakręcił butelką. Wypadło na mnie.
- Ooo.. Charlie jak miło. – uśmiechnął się złowieszczo. - Pytanie
czy wyzwanie?
- Wyzwanie.- odpowiedziałam krótko.
- Dobra, to zakręcisz butelką i tego na kim stanie,
namiętnie pocałujesz.
Ja tylko wytrzeszczyłam oczy i popatrzyłam na mulata miną typu "Are you fucking kidding me?!" On tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i
uniósł brew. Dobra Charls... to tylko zadanie, głupia gra... - uspakajałam sama
siebie w myślach. Chwyciłam butelkę i niepewnie nią zakręciłam. Wydawało mi się
jakby kręciła się wieczność, a ja bacznie obserwowałam na kim stanie. W pewnym
momencie zaczęła zwalniać, kręciła się coraz wolniej i wolniej. Zatrzymała się.
O mój Boże - pomyślałam. - Ktoś na górze chyba sobie ze mnie
żartuje i świetnie się przy tym bawi!
Rozdział 1
Stałam przy szkolnej szafce, i układałam w niej podręczniki od
historii. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie w talii i obraca w swoją stronę.
- Cześć Charlie! - Ten charakterystyczny głos i zniewalającą
chrypkę poznam zawsze. Mój najlepszy przyjaciel Harry, obrócił mnie i pocałował
w policzek na przywitanie.
- No hej, ładnie to tak na drugą lekcje przychodzić, Harry? -
spytałam z wielkim uśmiechem na twarzy, wiedząc, że go przyłapałam. Jesteśmy
przyjaciółmi od małego i znamy się już przeszło szesnaście lat. Zachowujemy się
jak rodzeństwo, i wiem, że na nim, jak na nikim innym, zawsze mogę polegać. Jak
mam tylko problem to idę do niego, wypłakać się w ramię a on pociesza i słucha
uważnie. Zawsze doradzi, lub weźmie moją stronę. Jak się bawimy, to zawsze na całego,
i chociaż jesteśmy w tym samym wieku a pomiędzy nami jest różnica tylko sześciu
miesięcy, to Harry zachowuje się jak starszy brat. Jest opiekuńczy i troskliwy,
nigdy nie da mnie nikomu skrzywdzić.
- Wiesz Charls... To łóżko musi mieć jakiś magnes w sobie, i jak
na złość budzik mi dziś nie zadzwonił! - chłopak pokręcił głową, robiąc
niedowierzającą minę, jakby to faktycznie była tylko i wyłącznie wina budzika,
po czym wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Szkoda, że znałam go na tyle, by
wiedzieć, że jest okropnym śpiochem i często po prostu albo ignoruje budzik,
albo śpi jak kamień i go nie słyszy. Poczochrałam go po jego lokowanej
czuprynie, a on zrobił minę jakbym wylała na jego ulubioną koszulę granatowy,
niespieralny atrament.
- Ejj.. - zrobił niezadowoloną minę. - Teraz już żadna laska nie
da się wyrwać na moją fryzurę i będę musiał polegać tylko na moim seksownym
tyłeczku. - Po jego słowach oboje parsknęliśmy niepohamowanym śmiechem. On i te jego teksty...
- Dobra a tak serio to zaraz się spóźnimy na chemię, więc lepiej
już chodźmy - powiedział, po czym zamknęłam szafkę i ruszyliśmy w stronę sali
398.
Na lekcji jak zawsze było nudno, i nauczycielka przyłapała mnie na
tym że nie uważam i rysuje w zeszycie. Co poradzić, skoro w ogóle nie
interesowało mnie to co ględzi? Byłam we własnym, wyimaginowanym świecie i
wyłączyłam się totalnie z lekcji. O wiele ciekawsze wydawały się w tym momencie
budowle z połączonych sześcianów na kartce, niż wzory chemiczne na tablicy.
- Widzę że panna Grey nie raczy uważać na zajęciach? - powiedziała
zdenerwowanym tonem, lecz jej mina na moje nieszczęście bardzo szybko z
wkurzonej, zmieniła się na chytry uśmieszek, który nigdy nie wróżył nic
dobrego... Szczególnie mnie. - Po lekcji zostaniesz tu, i opowiesz mi o
węglowodorach. A za tydzień poprowadzisz doświadczenie na lekcji, wytłumaczysz
klasie o co w nim chodzi i podyktujesz stosowną notatkę dla reszty uczniów. -
Odwróciła się na pięcie i podeszła do tablicy, na której pozapisywane były
jakieś równania. Czy
ktokolwiek w ogóle czai, o co w tym wszystkim chodzi? Bo ja w ogóle... Ani
odrobinę! Jęknęłam w myślach, czując jak bardzo przechlapane będę
miała.
Harry, jakby czytając mi w myślach, tylko mnie szturchnął i podał
mi swój zeszyt z notatkami z całej lekcji. Uśmiechnęłam się do niego szepcząc
bezgłośne "Dziękuję" i skupiłam się na tym co ta flądra pisze na
tablicy.
Kolejne kilka lekcji minęło dość szybko. Teraz pozostało mi tylko
pojechać do domu, i wymyślić to przeklęte doświadczenie. Przez nauczycielkę od
chemii i wykład, który mi wywaliła po lekcji, chodziłam tak wściekła, jak
nigdy.
Wyszliśmy z Harrym na parking i podeszliśmy do jego czarnego
samochodu. Dzięki temu że mieszkamy kilka domów od siebie, chłopak zawsze mnie
podwoził i nie musiałam się martwić, ani przejmować niespodziewanymi
sytuacjami, jak deszcz, czy burza, która nieco przeszkadzała w komfortowym
dojściu do domu. Wsiadłam do środka i zapięłam pasy, wpatrując się w ludzi
wychodzących ze szkoły, wyjeżdżających, lub rozmawiających gdzieś w małych
grupkach.
- Dasz radę z tym doświadczeniem? – mój towarzysz zaczął niepewnie
rozmowę. Przez moment zastanawiałam się, skąd wzięła się ta niepewność w głosie
chłopaka, ale dzięki temu, że znał mnie tak długo, wiedział, że od feralnej
lekcji chemii chodzę jak bomba z zapalnikiem, której wystarczy chwila żeby
wybuchła. Jestem osobą dość cierpliwą, ale jeżeli ktoś mnie zdenerwuje - tak
jak ta cała Moris, to potrafię utrzymywać gniew bardzo długo. Harry o tym
dobrze wie, i zapewne nie chce się narażać na mój niekontrolowany
"wybuch".
- Sama nie wiem. Ona tak mi działa na nerwy, Harry... Kiedyś jak
stracę cierpliwość, to naprawdę nie wiem, jak to się skończy! - ostatnie zdanie
wysyczałam z zaciśniętymi zębami. - Czemu się na mnie uwzięła, skoro zaliczam
wszystkie testy i siedzę cicho na jej lekcjach. Gdybym jej przeszkadzała, to
jeszcze rozumiem, ale w tym wypadku?
- Jak chcesz, to twój boski przyjaciel może ci pomóc - powiedział
chłopak i śmiesznie pokiwał brwiami. Zaczęłam się śmiać, gdy to zobaczyłam.
Jego "boskie" miny, to było coś, czym zawsze mnie potrafił
rozśmieszyć. Jego mina gdy tak robi-bezcenne! Dobrze że choć trochę rozładował
atmosferę, bo od razu lepiej się poczułam. Może nadal byłam wściekła, ale byłam
na dobrej drodze, żeby trochę się opanować.
- A co chcesz w zamian za to? - spytałam rozbawiona. Chłopak
zaczął się drapać po głowie, i próbował coś wymyślić. - Nie myśl tyle Styles,
bo ci się mózg przegrzeje - rzuciłam złośliwie. W tym momencie jego oczy
zabłyszczały, na jego usta wdał się chytry uśmieszek, a on zaczął pocierać
złowieszczo ręce.
- Już się boję! - powiedziałam z udawanym przerażeniem - To co
takiego genialny człowieku wymyśliłeś? - dodałam jeszcze.
- Mam chytry plan – powiedział, uśmiechając się złowieszczo. -
Pojedziesz ze mną do chłopaków z zespołu... w końcu obiecałaś że kiedyś ich
poznasz – zaznaczył od razu, żebym nie dyskutowała z jego postanowieniem. -
Ale..
O Boże.. jest jakieś Ale... - pomyślałam, i wtedy zaczęłam się serio
bać, o to, co ten idiota wymyślił.
- Ale... będziesz udawała moją dziewczynę! - wykrzyczał z miną
geniusza.
Okej... to był zdecydowanie dziwny pomysł. Zresztą... Harry tylko
z takich słynie. Robiąc szybkie kalkulacje w myślach, doszłam do wniosku, że
skoro to wymyślił coś takiego, a nie jest to prawdą, to kiedyś się skończy, a
mi jest potrzebna pomoc z chemią, więc teoretycznie nic nie tracę, prawda?
- Dobrze. - powiedziałam po chwili namysłu. - Ty jak coś
wymyślisz, Styles... - Pokiwałam głową z bezradnością.
- No już nie przesadzajmy. Powiedzmy, że mam w tym swój interes,
hm?
- Dobra, niech ci będzie. W takim razie chodźmy do mnie, to
zrobimy jeszcze dziś tą chemię. Ale żeby nie było, ja też mam warunek.
- Zamieniam się w słuch.
- Będziemy udawać tylko przez jeden dzień - powiedziałam krótko.
- No w ewentualności... - Zaczął przeciągać. - Ale jeżeli tylko
jeden dzień to jest jeszcze jeden warunek. – dodał szybko.
- Jaki? - spytałam podejrzliwie i w tym samym momencie Harry się
uśmiechnął i pokazał palcem wskazującym swój policzek. No nie mogę... Jak dziecko! Moje
wewnętrzne ja, pokiwało głową z niedowierzaniem. Cmoknęłam Harry'ego w
policzek, a chłopak widocznie zadowolony, zgasił silnk, i z wielkim wyszczerzem
z niego wyszedł. Otworzył mi drzwi, jak miał w zwyczaju i zamknął je, zamykając
również pojazd. Wyciągnęłam klucze z torebki i po wejściu na werandę,
otworzyłam drzwi. Nikogo nie było. Mama była jeszcze w pracy, a tata poleciał
na delegację do Denver. Zaprosiłam Harrego do środka, odłożyłam torbę i poszłam
do kuchni, żeby zrobić nam herbatę. Wróciłam do salonu z parującym napojem w
dwóch kubkach, i usiadłam obok chłopaka na sofie. On w tym czasie zdążył
włączyć już telewizor i przeskoczyć po połowie kanałów. Zawsze jak do mnie
przychodził, czuł się swobodnie 'jak u siebie w domu'. Znaliśmy się prawie od
pieluch, tak samo jak nasi rodzice, więc przychodziliśmy do siebie kiedy
chcieliśmy, a oni to w pełni akceptowali. Można powiedzieć że ja należałam do
jego rodziny, a on do mojej, choć nie byliśmy w żaden sposób spokrewnieni.
- To jak młoda, zabieramy się za chemię? - spytał wyłączając
telewizor. Pokiwałam głową w odpowiedzi, i zabraliśmy się do odrabiania pracy
domowej.
Nasza nauka minęła dość szybko. Harry bardzo dobrze tłumaczył, a
ja szybko zrozumiałam i się nauczyłam. Zajęło nam to nie więcej niż godzinę,
więc stwierdziliśmy ze oglądniemy jakiś horror. Chłopak takowe uwielbiał, mnie
było to obojętne, chociaż zawsze się ich bałam. Na całe szczęście,
gdy Harry był w pobliżu, to zawsze miałam się za kim chować albo do
kogo przytulić, więc nie przeszkadzał mi jego wybór. Poszłam jeszcze do
kuchni po popcorn a Harry w tym momencie włączył film. Jak się potem okazało,
był przerażający. Loczek zawzięcie oglądał a ja co kilka minut się do niego
mocniej przytulałam i chowałam niejednokrotnie głowę w jego ramieniu. Dziwię się
że jego żebra nie były jeszcze połamane, od mojego coraz bardziej stalowego
uścisku.
Gdy film się skończył, poszłam do mojego pokoju na górę po
laptopa. Weszłam na facebooka, i twittera, ale nie działo się tam nic
ciekawego. Potem wszedł Harry, zaczął odpisywać fankom i co chwilę pokazywał mi
jakieś śmieszne filmiki na YouTube. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk
otwierania i zamykania drzwi. To musiała być moja mama. Usłyszałam jeszcze
krzątanie się po kuchni, dźwięk odkładanych kluczy i nastawienie wody w
czajniku.
- Cześć Charlie - krzyknęła mama. - Gdzie jesteś?
- W salonie. - odpowiedziałam jej donośnym głosem, aby usłyszała.
Po chwili przyszła i stanęła oparta o framugę w wejściu do salonu.
- O cześć Harry, jak dawno cię nie widziałam! - powiedziała
wyraźnie ucieszona widokiem chłopaka.
- Dzień dobry, ciociu - Harry uśmiechnął się do mojej rodzicielki
przyjaźnie.
- Chcecie coś ciepłego do picia? Zaraz będzie kolacja. -
poinformowała nas mama, podchodząc do okien i odsłaniając ciemne zasłony, które
zasunęliśmy na nasz przerażający seans filmowy.
- Ja poproszę kakao!
- Razy dwa - dopowiedział loczek.
- Dobrze. To idźcie umyć ręce i przyjdźcie do kuchni -
postanowiła, a my po ułożeniu po sobie poduszek na kanapie, poszliśmy do
łazienki.
Pięć minut później byliśmy już na dole. Usiedliśmy z mamą do stołu
i zajadaliśmy się pysznymi kanapkami które zrobiła. Powiedziałam mamie o
"zadaniu" od pani Moris. Na początku trochę się zdenerwowała, ale jak
jej powiedziałam że już jest zrobione i że Harry mi pomógł, trochę się
uspokoiła. Reszta wieczoru minęła w luźnej atmosferze, na pogaduchach przy
kubkach pysznego kakao z bitą śmietaną.
- Dziękuję za kolację ciociu, była pyszna. - Harry wstał powoli od
stołu, zabierając z niego brudne naczynia i wstawiając je do zmywarki. - Ja już
może będę się zbierał.
- Dobrze, pozdrów rodziców! - Mama przyjaźnie się do niego
uśmiechnęła, a ja odprowadziłam chłopaka do korytarza.
- Dzięki, że wpadłeś i mi pomogłeś - Podziękowałam mu z
wdzięcznością w głosie. Gdyby nie on, to nie wiem, jak sama bym to ogarnęła.
- Do zobaczenia jutro Charlie, napiszę ci sms'a o której po ciebie
będę - Podszedł do mnie i cmoknął mnie w policzek.
- Nie ma sprawy. Dobranoc, Harry. - uśmiechnęłam się delikatnie.
Wróciłam do kuchni a chłopak poszedł. Usłyszałam tylko odgłos zamykanych drzwi
i warkot silnika samochodu, kiedy odjeżdżał. Posprzątałam po sobie i dopiłam
kakao.
- Ja lecę do siebie na górę, mamuś. Dzięki za kolację! -
podziękowałam i pobiegłam po schodach na górę. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę,
położyłam do łóżka i rozmyślałam nad wszystkim, a szczególnie nad
jutrzejszym spotkaniem u chłopaków z zespołu Harry'ego. Czuję, że to będzie
ekscytujący dzień. W zasadzie, to czemu wcześniej ich nie poznałam? Harry wiele
razy mi to proponował, ale zawsze nie było czasu, to chyba dlatego... Nie
miałam zielonego pojęcia, czego się spodziewać, a przede wszystkim czy to był
dobry pomysł by zgodzić się na udawanie jego dziewczyny. Niby miało to trwać
jeden dzień, ale kto wie, jak oni to przyjmą i po co tak naprawdę Harry to
wymyślił?
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a i po
sprawdzeniu upewniłam się, że to Harry.
" Będę po Ciebie jutro o 10. Dobranoc mała. ;*
"
Po przeczytaniu wiadomości mimowolnie się uśmiechnęłam pod nosem i
wklepałam w ekran komórki:
"Ok. Całusy, śpij dobrze! xx. "
-Dostarczono wiadomość do: Harry - pojawił się komunikat na ekranie
telefonu. Odłożyłam komórkę na szafkę nocną, zawinęłam się w kołdrę i po
niedługiej chwili zasnęłam, zmęczona całym dzisiejszym dniem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)