piątek, 5 kwietnia 2013

Rozdział 7

Coś mnie obudziło, tylko tym razem nie był to dźwięk budzika. Coś lekko uderzało mnie w nogę. Otwarłam powoli zaspane oczy i zobaczyłam Lokiego szturchającego mnie nosem w nogę. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam że nie jestem w moim pokoju, tylko w salonie. A co najdziwniejsze to fakt że spałam
całą noc wtulona w Louisa. Takk.. ostatnie co pamiętam w wczoraj? Film. Nic poza tym. Pies musiał też obudzić bruneta, ponieważ poczułam jak lekko zaczyna się poruszać. Po chwili otwarł oczy, spojrzał na mnie i przywitał się.
- Cześć mała - uśmiechnął się szeroko niebieskooki.
- Cześć Lou. Przepraszam za to, pewnie się nie wyspałeś przezemnie - powiedziałam smutnym głosem.
- Wręcz przeciwnie - powiedział - bardzo wygodnie mi się spało. - znów ten zniewalający uśmiech.
Zaczęłam powoli wychodzić z pod koca i przeciągnęłam się pożądnie. Lou wstał, złożył koc i poprawił poduszki na sofie.
- Gdzie jest łazienka? - spytał po chwili.
- Na górze na przeciwko mojego pokoju. Weź sobie z szafki pod umywalką jakiś ręcznik - poinstruowałam chłopaka.
- Dobra, zaraz wrócę - powiedział i udał się we wskazanym kierunku. Poszłam do kuchni, żeby zrobić nam i mamie śniadanie. Pewnie wróciła w nocy.
Postanowiłam, że zrobię naleśniki. Wyciągnęłam więc patelnie i wszytskie potrzebne składniki i zaczęłam smażyć duże, cienkie placki. Do kuchni wszedł
'odświeżony' Lou. Podszedł do mnie i uważnie obserwował co robię.
- Mmm.. moje ulubione śniadanko. - wyszczerzył się chłopak i nalał nam soku do szklanek. Wyciągnął talerze i syrop klonowy i ustawił wszytsko na stole.
- Pomóc Ci w czymś? - spytał po chwili.
- Nie trzeba, bierz naleśniki i zajadaj - odpowiedziałam brunetowi i podałam mu talerz z naleśnikami.
- Cześć dzieci - do kuchni przyszła mama.
- Dzień dobry - przywitał się ładnie Louis.
- Cześć mamuś - powiedziałam do rodzicielki.
- Widizałam w nocy że wam się przysnęło przy filmie, więc okryłam was kocem i was nie budziłam. - powiedziała i podeszła do mnie - daj tą patelnie ja resztę
usmażę - powiedziała po czym jeszcze dodała - zjedz i idź się przygotować do szkoły, jest już 7.00.
Usiadłam obok bruneta i zaczęłam zajadać się jeszcze lekko ciepłymi plackami z syropem klonowym. Gdy zjadłam udałam się na górę, wzięłam szybki prysznic i
ubrałam się w biały top i beżowe rurki. do tego brązowe koturny i okulary przeciwsłoneczne. Spakowałam podręczniki do torby i zeszłam do kuchni. Louis i moja mama o czymś rozmawiali. Gdy Lou mnie zobaczył od razu skomplementował mój strój.
- Ładnie wyglądasz.
- Dziękuję. - odpowiedziałam brunetowi.
- Obiecałem Harremu że odprowadzę Cię do szkoły, więc może powoli się zbierajmy żebyś się nie spóźniła - uśmiechnął się i podziękował mojej mamie za śniadanie.
Wyszliśmy z domu i poszliśmy drogą na skróty przez park.
- Pyszne robisz naleśniki - skomentował na co ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Dziękuję. Lou..
- Tak?
- O czym tak zawzięcie rozmawiałeś z moją mamą? - spytałam podejrzliwie.
- Opowiadałem jej o naszym planie na wakacje..- nie dałam mu nawet dokończyć, tylko wtrąciłam się podekscytowana.
- I jak? Co powiedziała? Zgodziła się? - rzucałam w chłopaka pytaniami jak z karabinu maszynowego.
- Spokojnie Charls - powiedział rozbawiony moim zachowaniem brunet - Opowiedziałem jej o wszytskim ze szczegółami i najpierw była trochę sceptyczna co do tego pomysłu, ale obiecałem jej że będę się Tobą opiekował, myślę że Harry i chłopcy też, więc się zgodziła - uśmiechnął sie znów.
- Dziękuję! - wykrzyczałam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. On mnie przytulił mocno i dodał: - Nie uważasz że jakaś nagroda się należy? - spytał cwaniacko i pokazał palcem wskazującym na swój policzek. Cmoknęłam go, lecz on był szybszy i odwrócił skutecznie głowę, tak, że zamiast w policzek, pocałowałam go w usta. Jak się na niego popatrzyłam on tylko cwaniacko się wyszczerzył i odsunął żeby uniknąć mojego karcącego wzroku.
- Nie patrz tak, to parzy! - zaśmiał się, a ja tylko pokiwałam głową z niedowierzaniem. Ma już tyle lat, a zachowuje się czasem jak dziecko.. zupełnie jak Harry - uśmiechnęłam się na myśl o przyjacielu. Szliśmy dalej, rozmawialiśmy i co chwilę wybuchaliśmy śmiechem. Tak minęła cała droga do szkoły. Pożegnałam
się z Tomlinsonem i poszłam do pracowni matematycznej gdzie czekał na mnie uśmiechnięty od ucha do ucha lokowaty.
- I jak tam było z Louisem? - wyszczerzył rządek równych, białych zębów i pokiwał śmiesznie brwiami.
- Ja nie wiem o czym ty myślisz, ale jeżeli myślisz o czymś więcej poza oglądaniem filmu, to odpowiedź brzmi NIE!. - uśmiechnęłam się do przyjaciela kpiąco.
- No nie mów że Ci się nie podoba. Charls... znam cię od małego i doskonale wiem co oznacza ten błysk w oku kiedy na niego patrzysz. - powiedział a ja czułam jak moje policzki robią się gorące i spaliłam buraka.
- Aż tak widać? - spytałam niepewnie.
- Gołym okiem - potwierdził Curly i położył rękę na moim ramieniu. - Charr, widzę że oboje na siebie lecicie. Louisa też znam lepiej niż on sam siebie, i po nim również to widać. Więc się nie przejmuj, myślę że Twoje uczucia są odwzajemnione. - mrugnął do mnie oczkiem i uśmiechnął się delikatnie. Naszą rozmowę
przerwała nam nauczycielka wchodząca do klasy [...]
Po szkole pojechałam z Harrym do willi One Direction, po czym wszyscy pojechaliśmy na próbę generalną jutrzejszego koncertu. Poznałam menagera chłopaków-Paula. Wydawał się być miłym człowiekiem, od razu go polubiłam. Po drodze rozmawialiśmy głównie o trasie koncertowej chłopaków. Gdy dojechaliśmy na
miejsce, chłopcy poszli się przebrać, a ja z Paulem poszłam usiąść na miejscach dla widowni i obserwowałam ich występ. Zaśpiewali kilka piosenek. Widziałam
że Lou co jakiś czas spogląda na mnie. Cała piątka bawiła się na scenie, śpiewali, tańczyli, skakali, śmiali się, zaczowywali się jakby przed sobą mieli
kilku-tysięczną publiczność. Na sam koniec, Niall usiadł na stołku wziął gitarę i zaczął grać wstęp do piosenki "Little Things". Zayn zaczął śpiewać, nie powiem miał bardzo fajny głos, jak i Liam który  śpiewał zaraz po nim. Po mulacie i Liamie śpiewał Lou. Miał piękny głos. Nadeszła kolej solówki Harrego.
Wczuł się chłopak, słychać było dokładnie jego głos, a nawet jest charakterystyczną chrypkę. Dawał z siebie wszystko. Po nich śpiewał jeszcze Niall. Cóż, byłam pozytywnie zaskoczona że tak dobrze śpiewa. Blondyn również dał z siebie wszytsko. Na samym końcu gdy śpiewali refren wszyscy razem, Louis przez cały czas na mnie patrzył. Czułam jakby to do mnie śpiewał słowa:
"I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things."

(tłumaczenie: Nie pozwolę, by te małe rzeczy wymsknęły mi się z ust
Ale jeśli to zrobię, to ty
Och, To Ty z nimi tworzysz całóść
Jestem w tobie zakochany i w tych małych rzeczach )


Gdy piosenka się skończyła, Paul wstał i podszedł pod scenę.
- Dobra robota chłopaki, idźcie się przebrać i odpocząć. Za pół godziny podstawię samochód. - powiedział do wszytskich i poszedł wykonać telefon.
- Super wam poszło, jesteście świetni - podeszłam do nich i wyściskałam każdego po kolei.
Chłopcy udali się do garderoby żeby się przebrać, a ja wyszłam na zewnątrz żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Przed budynkiem stała dość spora grupka fanek.
Gdy cała piątka wyszła z budynku te zaczęły piszczeć, krzyczeć i nie wiem sama co jeszcze. Chłopcy zaczęli rozdawać autografy, robić sobie zdjęcia, i rozmawiać z fankami. Ja stałam i cierpliwie na nich czekałam. W końcu usłyszałam jak Liam zwraca się do tłumu:
- Przepraszamy, ale musimy już jechać. Miło było was poznać! Pa - zaczęli wszyscy do nich machać, żegnać się z fankami i przyszli w końcu do samochodu
podstawionego przez Paula. Uważam że to jest fajne z ich strony, że fanki nie są im obojętne i zawsze chętnie pozują z nimi do zdjeć, odpowiadają na pytania
i rozdają autografy. Gdybym była czyjąś fanką czułabym się zapewne szczęśliwa i dowartościowana gdyby mój idol ze mną porozmawiał, zrobił sobie zdjecie i podpisał mi się. To mi się w nich podoba, że kochają swoich fanów.
- Ale jestem zmęczony - jęknął Niall.
- Nie tylko ty stary! - dopowiedział Harry.
- Trzeba jutro dać dobry koncert, bo to ostatni w Londynie przed trasą koncertową - stwierdził Zayn.
- Charls, jedziesz do nas? - spytał Niall.
- Wiecie co, sorry ale jestem zmęczona więc może pojadę do siebie. - powiedziałam przepraszająco.
- Ja też jadę dziś do rodziców i bedę spał u siebie - dodał Harold.
- Ok, Harry nie zapomnij, jutro o 9.00 mamy wywiad - przyponiał lokowatemu Liam.
- Będę o 8.30 u was.
- Ja też dojadę jutro. Muszę ogarnąć swój dom, bo mnie tam tydzień nie było. A poza tym przydałoby się spakować przed koncertem - stwierdził Lou.
I tym oto sposobem naszą trójkę kierowca poodwoził pod nasze domy, a reszta czyli: Zayn, Liam i Niall, pojechali do wspólnej willi One Direction.
Pierwszego odwieźliśmy Louisa. Widząc jego dom otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Była to ogromna willa. Nie wiem czy rozmiarami nie przypominała tej
wspólnej chłopaków. Lou się z nami pożegnał i poszedł do siebie. Następnie kierowca odwiózł mnie i loczka. Mieszkaliśmy prawie obok siebie, więc z tym nie
było żadnego problemu.
- Pa chłopaki! - krzyknęłam i trzasnęłam drzwiami. Udałam się do domu, zjadłam kolację i poszłam do łóżka.
Nagle moja komórka zawibrowała. Wiadomość od "Lou"
"Jak tam mała? Dojechałaś do domu? Tęsknie... xx"
"Dojechałam. ;) U mnie OK. Właśnie leżę w łóżku. Też tęsknie.. szkoda że Cię tu nie ma. :c"
"Może wpadniesz jutro po koncercie do mnie? Nadrobimy ;) "
"Z wielką chęcią ^^ "
"No to do zobaczenia jutro. Kolorowych snów! ;*"
"Dobranoc Louis! xoxo "


~Pierwszy dzień wakacji~
Przez ostatnie kilka dni prawie codziennie spotykałam się z Louisem. Czasem wyciągał mnie na spacer do parku, czasem przychodził do mnie, lub ja do niego.
Byliśmy nawet raz w kinie. Wczoraj zdarzyło się coś cudownego. Lou przyotował romantyczną kolację przy świecach i spytał czy zostanę jego dziewczyną.
Oczywiście się zgodziłam i od wczoraj oficjalnie jesteśmy parą. Chłopcy jeszcze nie wiedzą. Dziś do nich jedziemy ustalić szczegóły wyjazdu, a przy okazji
powiedzieć o tym że jesteśmy razem.

_____________________________

Trochę nudny, wiemm.. ;)
Ciekawi jak chłopcy zareagują na wiadomość od Charsl i Louisa?
Myślę że jak mi się uda, to napisze rozdział jeszcze jutro lub pojutrze :))
I jak zwykle proszę o komentarze, bardzo motywują  ^^
Całusy! xoxo.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Rozdział 6

Szłam przed siebie, byleby znaleźć się jak najdalej tego domu... Jak najdalej Louisa. Czemu to zrobiłam? Co mną kierowało? Nie miałam zielonego pojęcia. Wiedziałam, że to co zrobiliśmy było co najmniej głupie. Podobał mi się Louis, i czułam, że mogę mu zaufać, co najmniej w takim stopniu jak Harry’emu, lecz po tym co się wydarzyło, zdecydowanie nie będę potrafiła spojrzeć mu w oczy. Szłam dalej przed siebie i nie zwracałam uwagi na krzyki bruneta. Co chwilę słyszałam za sobą głos Louisa - Charlie! Zaczekaj!
W mojej głowie roznosił się dźwięk budzika. Otwarłam oczy i znów byłam w swoim pokoju. Zaraz... – pomyślałam. - Przecież to niemożliwe! - popatrzyłam na wyświetlacz w telefonie.
7.00 AM Wtorek.
Wszystko, począwszy od szkoły, aż do tego cholernego pocałunku było beznadziejnie realistycznym snem. Odetchnęłam z ulgą, bo patrząc na to z drugiej strony, moje życie jak na razie nie jest aż tak pochrzanione jak we śnie. Wstałam i poszłam do łazienki, opłukałam twarz lodowatą wodą która momentalnie mnie rozbudziła. Umyłam zęby i rozczesałam włosy. Poszłam do mojej gigantycznej dębowej szafy w poszukiwaniu ubrań na dziś. Wybrałam ten zestaw. Zwyczajny i wygodny. Usłyszałam dźwięk przychodzącej wiadomości.
Od: 'Hazza'
" Szykuj się będę za 10 minut xx. "
" Ok, czekam xx "
 - odpisałam mu. Wzięłam torbę i zeszłam na dół do kuchni.
Na talerzu leżały zrobione przez mamę kanapki i sok. Obok leżała karteczka a na niej napisane: 'Skarbie, musiałam wcześniej wyjść. Wrócę późno w nocy, nie czekaj na mnie. Jak przyjdziesz ze szkoły to wyjdź z Lokim na spacer. Całuję, mama :)' - wspominałam już że mam psa?
Zabrałam się za jedzenie przygotowanych przez mamę kanapek. Jeszcze dobrze nie zdążyłam wgryźć się w te pyszności jak usłyszałam trąbienie. Chwyciłam więc kanapkę do ręki i wybiegłam przed dom. Zamknęłam na klucz i ruszyłam w stronę samochodu Harry’ego.
- Widzę że oderwałem cię od śniadania. - zaśmiał się przyjaciel.
- Tak jakoś wyszło. - Uśmiechnęłam się i kontynuowałam jedzenie. Zanim się obejrzałam byliśmy już na parkingu szkolnym. Pierwszą lekcją była chemia. Moris w końcu mnie za coś pochwaliła i dostałam piątkę za przygotowanie do lekcji i doświadczenie.
- Widzisz i dałaś radę! - pogratulował mi Harry i przybił żółwika. - Dobra robota mała.
- A dziękuję, taki jeden mi pomagał. Może go znasz, niejaki Styles... - zaczęłam sobie żartować.
- Ahh. ten boski seksowny Styles. - powiedział z udawanym zamyśleniem. - Słyszałem o nim kiedyś. - wyszczerzył się a ja dałam mu kuksańca w bok i zaśmiałam się z jego miny. Ten to potrafi czasem człowieka rozśmieszyć... - pomyślałam.
Po lekcji chemii mieliśmy jeszcze anielski, biologię i matematykę. Zwykle mielibyśmy jeszcze historię, ale pan Foster się rozchorował, więc skrócili nam zajęcia. Wszystkie lekcje minęły dość szybko. Wyszliśmy ze szkoły i Harry odwiózł mnie do domu. Weszłam do środka i od razu przybiegł do mnie merdający ogonem Loki. - Cześć psiaku! - Podrapałam go za uszami, uwielbiał to. - Zaraz idziemy na spacerek. - powiedziałam do psa, po czym odłożyłam torbę ze szkoły, ubrałam mu obrożę, wzięłam smycz i wyszłam z nim z domu. Poszliśmy na spacer do pobliskiego parku. Puściłam Loki’ego żeby sobie pobiegał, a sama usiadłam na ławce i wystawiłam twarz do słońca. Pogoda dziś bardzo dopisywała i od rana świeciło słońce. Promienie lekko muskały moją skórę a ja cieszyłam się chwilą wytchnienia. Pies biegał gdzieś niedaleko. Myślałam o wakacjach. Jeszcze niecały tydzień i kończymy szkołę. Dostałam już kilka propozycji. Między innymi od taty, żebym przyjechała do niego w drugim tygodniu wakacji na kilka dni do Denver, dziadkowie zapraszali mnie do siebie do Polski, a Harry proponował mi żebym na wakacje pojechała z całym zespołem w trasę. Podobno rozmawiał już o tym z managerem zespołu, i po wielu namowach i prośbach ten się w końcu zgodził. Nie wiem skąd Harry wpadł na taki pomysł, ale rozważałam dość dokładnie tę opcję, ponieważ wydawała się najciekawsza. Nie dość że spędzę czas z przyjaciółmi, to jeszcze do tego zwiedzę wiele krajów. Przypadła mi do gustu ta propozycja, ale i tak nic nie było do końca pewne. Niby miałam te 17 lat i mama raczej traktowała mnie jak prawie dorosłą osobę, ale najważniejsze dla mnie było jej zdanie W końcu to pod jej dachem mieszkam i ona się mną najbardziej opiekuje. Muszę z nią jutro pogadać. - pomyślałam.
Poczułam że ktoś się przysiada... Popatrzyłam w lewo i zobaczyłam dobrze mi znaną, uśmiechniętą twarz bruneta.
- Hej Charls - uśmiechnął się szeroko.
- Cześć Lou. Co ty tu robisz? - spytałam nie ukrywając zdziwienia.
- Postanowiłem pójść na spacer do parku i spotkałem ciebie. A ty?
- Ja jestem na spacerze z psem - odpowiedziałam i kiwnęłam głową w stronę biegnącego do nas Loki’ego. Psiak podbiegł do Louisa z patykiem w pyszczku i chciał, żeby chłopak się z nim pobawił. Lou od razu załapał o co mu chodzi, wziął patyk i rzucił jak najdalej potrafił. Szczęśliwy zwierz pobiegł za patykiem i chwilę później nam go dostarczył. Tym razem to ja mu go wzięłam i zaczęłam się z nim bawić. Po chwili niedaleko na ławce usiadła starsza pani, którą znałam z parku i zawsze przychodziła tu ze swoją suczką. Loki zawsze chętnie się w nią bawił, więc pobiegł do niej i na razie nie wracał.
- Fajnego masz psa. - stwierdził Lou - Jak się wabi?
- Loki. – odpowiedziałam krótko, po czym usiadłam obok bruneta na ławce i znów wystawiłam twarz do słońca. Siedzieliśmy tak w niezręcznej ciszy. Szczerze powiedziawszy, nie chciałam go zagadywać, bo przed oczami ciągle pojawiał mi się ten cholerny sen. Zupełnie tak, jakby to się naprawdę wydarzyło, lecz Lou zdecydowanie miał dziś dobry humor i zaczął rozmowę.
- Harry mówił Ci o swoim pomyśle na wakacje?
- Tak. - Uśmiechnęłam się do niebieskookiego.
- I jak? Zdecydowałaś już? - dopytywał dalej.
- Myślałam nad tym, i jest to bardzo prawdopodobne że z wami pojadę, ale ostateczne słowo należy do mojej mamy. - powiedziałam tym razem patrząc się na bruneta. Cholera. Znów te jego cudowne oczy. - jęknęłam w myślach. Znów w nich zatonęłam. Miałam ochotę mieć je na własność i wpatrywać się w nie codziennie. Idiotko! - skarciłam się w myślach. - Przecież ty go znasz zaledwie kilka dni. "I co z tego? Przecież widać gołym okiem że ten chłopak nie jest Ci obojętny."- wtrąciło się jak zawsze w najlepszym momencie moje drugie ja. Charls, odwróć się i nie patrz mu w oczy. To jest Twoja słabość - nakazałam sobie, ale tak na prawdę w duchu tego nie chciałam. Jego oczy były dla mnie jak magnes. Przyciągały ze zdwojoną siłą. Widać w nich było dobro, ciepło i troskę. Niechętnie odwróciłam głowę od bruneta. - Nie popełnię tego samego błędu co w śnie! Nie mogę! - powiedziałam sobie.
- Louis, ja już będę się powoli zbierać. Wiesz... muszę się jeszcze pouczyć... - skłamałam. Był koniec szkoły i nauczyciele już raczej nie dawali nam nic do domu. Zawołałam Loki’ego, który od razu do mnie przybiegł merdając ogonem. Zapięłam smycz i odwróciłam się do Louisa.
- No to do zobaczenia. Miło było cię spotkać. – powiedziałam i zaczęłam powoli iść.
- Zaczekaj! - krzyknął chłopak. - Mogę cię odprowadzić jeżeli nie masz nic przeciwko temu. - dodał po chwili uśmiechając się do mnie przyjaźnie.
Cholera. - pomyślałam. - Nawet nie wiesz w co się pakujesz. - powiedziałam sama do siebie, i wtedy znów odezwał się ten wkurzający głos - moje drugie ja. "Przyznaj że tego chcesz. Podoba ci się"- skomentowało, a ja przełknęłam gulę w gardle. Odwróciłam się i popatrzyłam na niego. – Jasne, chodź... - odparłam krótko i poszłam dalej. No bo co miałam mu powiedzieć? Nie, bo nie ręczę za siebie? Nie, bo mi się podobasz? czy może: Nie, bo śniło mi się jak namiętnie się całowaliśmy i gdyby nie Harry to mogłoby dojść do czegoś więcej? Ygh.. czemu to jest zawsze takie skomplikowane?!
Brunet szedł teraz obok mnie, zaś po mojej lewej szedł zadowolony Loki. Dobra Charls.. przecież możesz z nim pogadać, nic się nie stanie jeżeli porozmawiacie jak zwykli przyjaciele - powiedziałam sama do siebie. "Zwykli przyjaciele, ale Ty i tak chciałabyś czegoś więcej?" Zamknij się- syknęłam do mojego drugiego ja. Ale co począć... po części miało rację. Teraz wyłącz uczucia i zachowuj się normalnie- nakazałam sobie.
- Jak tam idzie ci w szkole? - spytał Lou przerywając niezręczną ciszę.
- W miarę dobrze. Dzięki Harry’emu umiem chemię, i nauczycielka wstawiła mi dobrą ocenę. - Uśmiechnęłam się. - Jeszcze trzy dni i oficjalnie zaczynają nam się wakacje.
- O! To super. - krzyknął uradowany Louis. - W końcu będziesz miała wolne i będziesz do nas mogła wpaść. - Mrugnął do mnie.
- W zasadzie to tak. A jak tam wam idą przygotowania do trasy?
- Jak zwykle męczące. - skomentował brunet. - Dużo prób, przymiarek i takich tam. Jeśli chcesz to możesz do nas wpaść jutro na próbę.
- A o której jest?- spytałam.
- Po południu. Robimy tak, że Harry wraca ze szkoły i od razu jedziemy.
- Jeżeli nie macie nic przeciwko to chętnie. - powiedziałam, na co zadowolony brunet się uśmiechnął szczerze.
Po chwili nasza rozmowa się rozkręciła i rozmawialiśmy na luzie. W zasadzie o wszystkim. Lou opowiadał mi nawet o swojej rodzinie, o swoich siostrach. Mówił jak bardzo tęskni za rodzinnym miastem i że za niedługo tam pojedzie-jeszcze przed trasą koncertową. Skończyło się na tym że jak doszliśmy do mojego domu nadal pochłonięci byliśmy rozmową, więc zaprosiłam Louisa na herbatę. Siedzieliśmy w salonie i śmialiśmy się w najlepsze. Opowiedziałam mu o różnych szczegółach z mojego życia, o których niewiele osób wie. Przy nim czułam się po prostu swobodnie, mogłam się przed nim otworzyć i wygadać. Powiedzieć mu o wszystkim, a on siedział i słuchał. Nieraz wybuchaliśmy śmiechem z powodu jakiś jego żartów. Robił głupie miny i opowiadał mi o najśmieszniejszych momentach swojego życia. Czułam że to w pewnym stopniu moja bratnia dusza. Czułam do niego coś co do tej pory czułam tylko do Harry’ego. Tylko wraz z przebywaniem przy nim to uczucie wzbierało na sile. Coraz bardziej go lubiłam i coraz bardziej mi się podobał. Jego uśmiech, oczy... wszystko. Cały on - Louis któremu zaufałam. Mogłam już śmiało przed sobą przyznać, że kochałam go jak przyjaciela. Lecz czy moje uczucia nie zmierzały za razem do głębszych uczuć? I wszystko za sprawą kilku dni, jednego pocałunku i długiej rozmowy. Nawet bardzo długiej. Od powrotu, czyli godziny około 17, rozmawialiśmy aż do teraz. Zegar wiszący na ścianie wskazywał godzinę 23. Nie czułam żeby to tyle trwało, mogłabym tak z nim rozmawiać i rozmawiać. Czas mijał, a tematy nadal się nie wyczerpywały. Pomimo tego że poruszyliśmy już chyba na wszystkie możliwe, to jednak dalej nasza konwersacja się toczyła i nie miała się ku końcowi. Poznałam Louisa na tyle, że czułam się, jakbym znała go znacznie dłużej niż te kilka dni.

*** Perspektywa Louisa ***

Rozmawialiśmy w Charlie bardzo długo... mogłem śmiało powiedzieć, że dziewczyna jest wspaniała. Jest inteligentna i posiada swoje zdanie na każdy temat. Czułem że moglibyśmy być naprawdę dobrymi przyjaciółmi. "Jasne, wmawiaj sobie dalej że tylko na to liczysz..."- odezwał się we mnie najbardziej wkurzający głos. Też tak macie że w was jakby siedziały dwie osoby? Jedna jest normalna- to wasze myśli. A druga jest wredna, i cholernie wkurzająca, ale zazwyczaj mówi to do czego boimy się przyznać i ma rację? Tak? To wiecie jak ja się teraz czuję.
- Mam świetny film do oglądnięcia. - powiedziała uśmiechnięta dziewczyna - Oglądniesz ze mną?
- Jasne, puść a ja pójdę do kuchni i znajdę coś do picia.
- W lodówce jest sok jabłkowy, chyba że wolisz inny to w dolnej szafce obok lodówki.
- Nie, jabłkowy będzie ok. - powiedziałem i udałem się do kuchni. W kieszeni zawibrowała mi komórka. Wiadomość od 'Harry'
" Stary gdzie jesteś? Wyszedłeś na spacer i nie ma cię od kilku godzin. "
" U Charlie. Oglądamy film. :) "
 - odpisałem.
" Dobra, to nie przeszkadzam. Miłego oglądania i pozdrów ode mnie Charr! ^^ " - odczytałem wiadomość i schowałem komórkę do kieszeni. Wyjąłem z lodówki sok i nalałem nam do szklanek. Wziąłem je ze sobą i wróciłem do Charlie. Dziewczyna siedziała na sofie i obserwowała każdy mój ruch. Położyłem na stole szklanki i przysiadłem się do niej.
- Harry kazał cię pozdrowić. - oznajmiłem.
- Och... - Dziewczyna była zaskoczona - Dzwonił?
- Nie, pisał do mnie i pytał gdzie jestem. - Uśmiechnąłem się do niej na co ona odpowiedziała mi również promiennym uśmiechem. Puściła film. Po jakimś czasie dziewczyna oparła głowę o mnie, a ja objąłem ją ramieniem i tak oglądaliśmy aż do samego końca. Wziąłem do ręki pilota i wyłączyłem TV. Popatrzyłem na Charlie, która zasnęła. Wyglądała tak słodko jak spała... Nie chciałem jej ruszać ani obudzić, wiec usiadłem wygodniej na sofie i powoli sięgnąłem do kieszeni. Wyjąłem z niej komórkę i napisałem sms’a do przyjaciela.
" Nie wrócę dziś na noc. Charls zasnęła i nie chce jej budzić. Rano odprowadzę ją do szkoły, to pogadamy. :) " - wysłano do 'Harry' - pojawił się komunikat na ekranie. Nie musiałem długo czekać na odpowiedź.
" Ok, do zobaczenia. "

Popatrzyłem jeszcze raz na leżącą na moim ramieniu brunetkę i uśmiechnąłem się. - Nawet nie wiesz jak mi na tobie zależy. - szepnąłem i pocałowałem ją delikatnie we włosy. Położyłem głowę na oparciu sofy i nawet nie wiem kiedy udałem się do krainy snu, gdzie wszystko wydawało się być zazwyczaj prostsze.

środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział 5

Kolejny nudny dzień spędzony w szkole, poza tym, że dzięki loczkowi dostałam z chemii dobrą ocenę za doświadczenie, a nauczycielka wreszcie się nie czepiała. No ale poza lekcją chemii, nic nadzwyczajnego się nie działo. Co gorsze Harry’ego dziś nie było w szkole, napisał mi że zachorował. Może go przewiało jak wracaliśmy wczoraj  wieczorem z nad jeziora? - myślałam.- Nic, dowiem się jak go odwiedzę.- Stwierdziłam i poszłam odłożyć wszystkie książki do szafki. Jedynym pocieszającym faktem było to że za tydzień kończyliśmy szkołę i za razem był to początek wakacji.
Nie minęło pół godziny od wyjścia ze szkoły, jak byłam już pod ich domem. Zadzwoniłam i chwilę później w drzwiach pojawił się uśmiechnięty od ucha do ucha Louis.
- Cześć Lou.
- Cześć mała. - Odpowiedział nadal uśmiechnięty brunet.
- Ja ci dam mała! - Skarciłam go wzrokiem i zrobiłam wkurzoną minę, która najwidoczniej zadziałała.
- Dobrze mamo, nie bij. – Chłopak się zaśmiał i zaczął teatralnie chować się przed uderzeniem.
- Gdzie jest reszta? - spytałam wchodząc głębiej do domu.
- Liam pojechał do swojej dziewczyny Danielle, a Niall z Zayn’em pojechali na jakieś zdjęcia i wywiad.
- Aha, a ty w takim razie co tu robisz? - spytałam.
- Ja opiekuję się Haroldem - wyszczerzył się chłopak. - A tak serio to nie mam dziś wyrobienia na zdjęcia do gazet i wywiady, więc to taka przykrywka. Tylko cichooo. Jakby coś, to ja nic takiego nie powiedziałem. – Uśmiechnął się cwanie i mrugnął.
- A tak na poważnie teraz, jak tam Harry się trzyma?
- Tak sobie. Musiało go trochę wczoraj przewiać... Zresztą idź do niego i sama go spytaj, jest u siebie.
- Ok, dzięki.- powiedziałam kierując się w stronę salonu.
- Tylko pamiętaj, drzwi na to drugie lewo. - Mrugnął do mnie oczkiem i odszedł w stronę kuchni a ja spaliłam buraka przypominając sobie nasze pierwsze spotkanie. Zostawiłam torbę w salonie i poszłam na górę do Harry’ego. Zapukałam w drzwi i usłyszałam ciche "proszę". Weszłam do środka. Harry leżał na łóżku w dresach, przykryty szczelnie kołdrą. Wyglądał strasznie mizernie. Był cały rozpalony od gorączki i co chwilę kaszlał i kichał.
- Hej Harry, jak się trzymasz? -spytałam i przysiadłam obok niego na łóżku.
- Cześć, mała. Jakoś... Szczerze, to tak sobie. - powiedział trochę słabym zachrypniętym głosem, tylko to już nie była ta "jego" chrypka, tylko zdarte gardło od kaszlu.
- Co wy dziś macie wszyscy z tą "małą"? - zapytałam chłopaka ze śmiechem.
- No bo jesteś moją małą 'siostrzyczką'. - Uśmiechnął się promiennie i znów zakaszlał.
- Oj biedaku, widzę że nieźle ci daje popalić ta choroba. Może ci coś przynieść?
- Jakbyś mogła, to poproszę o kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną. - Uśmiechnął się delikatnie.
- Jasne, już się robi. - powiedziałam i wstałam z łóżka. Wzięłam ze sobą tackę z pustymi naczyniami zapewne po śniadaniu i zeszłam do kuchni. W kuchni siedział Louis. Nastawiłam wodę w czajniku i wyjęłam kubek.
- Gdzie macie herbatę i miód? - spytałam bruneta.
- Herbata w górnej szafce po twojej prawej, a miód już ci dam. - Wstał i zaczął otwierać po kolei szafki w poszukiwaniu miodu. Pogrzebał w nich i w końcu coś znalazł.
- Proszę. - Podał mi słoik.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się szeroko do chłopaka i zajęłam się robieniem herbaty dla Harry’ego. Gotowy napój wzięłam do ręki i skierowałam się ku schodom.
- Jakbyście czegoś potrzebowali to dajcie znać. - powiedział Lou.
- Okej. - odpowiedziałam krótko i poszłam do loczka. Gdy weszłam do pokoju nic się nie zmieniło. Harry dalej leżał pod kołdrą, co prawda nieco rozgrzebany... tylko zaraz... Spał. Widać musiał być bardzo zmęczony, jeżeli nawet nie usłyszał jak wchodziłam. Zostawiłam parujący kubek na jego szafce obok łóżka, podeszłam do niego, naciągnęłam na niego kołdrę i jak najciszej potrafiłam wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Co ja teraz zrobię? – pomyślałam. Stwierdziłam, że może Louis dotrzyma mi towarzystwa, skoro Harry zasnął? Zeszłam znów na dół. Brunet siedział tym razem w salonie. Jak mnie zobaczył uśmiechnął się. - Coś się stało? Czegoś potrzebujecie? – spytał.
- Nie, Harry zasnął... nie będę go budzić. Stwierdziłam że przyjdę do ciebie. Jeśli ci to nie przeszkadza, oczywiście. - powiedziałam cicho.
- Dobra, to siadaj - poklepał wolne miejsce obok siebie i uśmiechnął się przyjaźnie.

*** Perspektywa Louis'a ***

Charls usiadła obok mnie na wolnym miejscu. Hmm.. co by tu zrobić? - myślałem.
- Może porozmawiamy. – zaproponowałem. - W sumie to nie znam cię za dobrze... - "Chociaż ciągle o niej myślisz..." - podpowiedziało mi w myślach moje drugie ja - rozmarzyłem się na samą myśl o wydarzeniach z ostatnich dni... Szczególnie o pocałunku.
- Jasne, pytaj o co chcesz. – Dziewczyna uśmiechnęła się szczerze.
- To może opowiedz mi po prostu coś o sobie, a potem ja opowiem ci o sobie. - zaproponowałem.
- Dobra, nie wiem czy twoje opowiadanie będzie potrzebne, bo Harry już tyle mi opowiedział o tobie, że znam cię chyba na wylot. – zachichotała. – Tak więc mam na imię Charls, ale to już chyba o mnie wiesz... - Zaśmialiśmy się oboje.
Jak ona cudownie się śmieje - znów się rozmarzyłem.
- Chodzę z Harrym do szkoły, do ostatniej klasy, jesteśmy w tym samym wieku. Curly to mój najlepszy przyjaciel, znamy się od małego. Bardzo lubię pływać i uprawiać różne sporty, lubię zwierzęta, dobrą muzykę, lubię gotować i wiele innych rzeczy. Z rzeczy, których nienawidzę to na pewno fałszywych osób. Jestem dość ufna, co nieraz przysparza mi kłopotów. Ufam po prostu często niewłaściwym osobom.
- To znaczy? - spytałem drążąc temat.
- Miałam kiedyś chłopaka, który tak na prawdę się mną zabawiał, a potem zdradzał mnie z innymi. Potem przepraszał, obiecał że więcej tego nie zrobi, ale to były puste słowa - jej twarz momentalnie posmutniała na wspomnienie o chłopaku. Kontynuowała - Wybaczałam mu, ale on potem nadal mnie krzywdził. Znów zapewniał że mnie kocha, że nie ma romansów, a tak na prawdę pod pretekstem wyjazdu do ciotki w góry, albo spotkaniem z kolegami nadal spotykał się z innymi i wiadomo że nie kończyło się na samym spotkaniu. Nie potrafiłam z nim zerwać aż do momentu kiedy na imprezie próbował mnie zgwałcić po pijaku, wtedy stwierdziłam że to ostateczny koniec. - Gdy to usłyszałem moje pięści mimowolnie się zacisnęły. Dziewczyna po tych słowach wytarła kilka łez z policzków, które mimowolnie zaczęły spływać z jej pięknych oczu. Nie znam go, ale mam szczerą ochotę przywalić mu teraz za to wszystko co jej zrobił. Przybliżyłem się do niej i przytuliłem ją. Ona nie oponowała, tylko wtuliła się we mnie i płakała. Głaskałem ją delikatnie po głowie i próbowałem trochę uspokoić.
- Przepraszam że spytałem, nie powinienem. - powiedziałem smutnym głosem. To wszystko przeze mnie... To, że musiała sobie to przypomnieć. Pewnie już dawno o tym zapomniała, a przez moje głupie pytanie tylko przywołałem niepotrzebnie jej bolesne wspomnienia. Brawo dla ciebie Tomlinson, idioto- skarciłem się w myślach.
- To nie twoja wina Lou. Wcześniej nikomu tego nie powiedziałam. Nawet Harry’emu nie potrafiłam. To było dla mnie za ciężkie, więc sprzedałam mu wersje o samym rozstaniu z Danny’m. - mówiła przez łzy. - W końcu musiałam się komuś wygadać. Nie wiem czemu akurat tobie, ale czuję że mogę ci zaufać. - Uśmiechnęła się delikatnie a ja starłem kciukiem łzy z jej policzków. Lustrowałem dokładnie jej tęczówki. Każdy widząc je powiedziałby że są niebieskie, ale nie. One były jak błękitne niebo, lekko pomieszane z szarym. Taki głęboki kolor który nasycił się wraz z jej łzami. Ona również patrzyła w moje oczy. Siedziała z lekko rozwartymi ustami i przypatrywała mi się. "Chciałbyś!" - skomentowało krótko moje drugie ja. Miało racje. Te delikatne różowe usta kusiły. Jak cholera. Czułem się jakby moje usta palił żywy ogień, a jedynym ratunkiem były jej. Powstrzymywałem się przed tym jak mogłem. Przecież nie mogę - pomyślałem - ona mi zaufała, a ja to w tak głupi sposób schrzanię. Co to, to nie!
Nagle ku mojemu zdziwieniu dziewczyna popatrzyła na mnie w ten sam sposób, jak przed naszym ostatnim pocałunkiem i znacznie się nachyliła. Nasze usta dzieliło dosłownie kilka milimetrów. Czułem jej oddech na twarzy i znów, po raz kolejny, nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku.

*** Perspektywa Charlie ***

Ten pocałunek był idealny- namiętny i delikatny za razem. Byłam tylko ja i Louis. Czułam jak chłopak kładzie ręce na moich biodrach, przenosząc mnie na swoje kolana. Usiadłam na nich i wzięłam jego twarz w swoje ręce. Nie miałam pojęcia, co skłoniło mnie do tego, ale znów złączyłam nasze usta i naprawdę mi się to podobało. W zasadzie czułam po części rosnące we mnie pożądanie, które krzyczało o więcej. Nie wiem do czego by doszło gdyby nie to że do salonu akurat w tym momencie wszedł Harry. Gdy go usłyszeliśmy od razu się od siebie oderwaliśmy, a on patrzył zszokowany na nas tymi swoimi zielonymi ślepiami. Czułam jak na moje policzki wstępuje wielki rumieniec. Harry nadal stał jak wmurowany i patrzył na nas. Po chwili zdołał z siebie wydukać tylko:
- Wiecie co, mi się wydaje że to przez tą gorączkę. Ja może już pójdę - pokiwał głową, dotknął swojego czoła i poszedł na górę. My tylko popatrzyliśmy się na siebie i się zaśmialiśmy, jednak czułam się zawstydzona. Co by było gdyby on tu nie wszedł? - pomyślałam - Co nam strzeliło do głowy?
Popatrzyłam na Louisa. Jego wzrok utkwiony był w ścianie a sam on wyglądał na pogrążonego w zamyśleniu. Widocznie też zadawał sobie to samo pytanie co ja. - pomyślałam znowu. Do tego nie powinno dojść aż tak szybko. Czułam do Louisa coś więcej, niż do zwykłego przyjaciela ale nie wiedziałam co on czuje, i nie mogłam nikogo skrzywdzić. Może on to zrobił tylko pod wpływem chwili? Może jego uczucia wcale nie są takie jak moje? Wstałam pośpiesznie z sofy rzuciłam do bruneta ciche "przepraszam". Chwyciłam swoją torbę i wyszłam z domu, bijąc się z własnymi myślami.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Rozdział 4

Podczas śniadania Harry opowiedział chłopakom o naszym "udawanym" związku. Wszyscy poza Louisem byli zdziwieni, ale przyjęli to do wiadomości dość spokojnie. Loczek był wręcz z siebie dumny. „No tak jeżeli ten orzeszek w głowie loczka coś takiego wymyślił to też bym była dumna."- zaśmiałam się w myślach. W sumie, to zdziwiłam się, że nikt poza Louisem niczego nie podejrzewał, po naszym wyzwaniu, ale nie odzywałam się. Lepiej, żeby tego nie wypominali. Po śniadaniu wymyślili że idziemy nad jezioro. Na szczęście głowa już mnie prawie nie bolała, Zayn też wyglądał lepiej. Nasza dwójka wczoraj chyba najwięcej wypiła i jak zawsze trzeba było za to trochę wycierpieć.
- Wiecie co, można by pójść, ale nie mam ze sobą stroju kąpielowego. – byłam nieco zdołowana, że przepuszczę taką okazję. Uwielbiałam pływać! Jeśli mam być szczera, był to jeden z moich ulubionych sportów... Szczególnie ja za oknem jest taka pogoda. Słońce od rana dawało o sobie znać, a na niebie nie było ani jednej chmurki.
- Jak dla mnie to możesz pływać bez. – Zayn puścił mi oczko, a w odpowiedzi dostał po głowie poduszką z sofy na której aktualnie siedziałam.
- Za co? – jęknął przeciągle, łapiąc się za miejsce, w które oberwał.
- Za żywota. - Uśmiechnęłam się do niego słodko. - Pomyśl Zayn, jeżeli loczek potrafi to ty też dasz radę!
- Co ja?- spytał właśnie wchodzący do salonu Harry. Wywołało wilka z lasu...
- A nic, nic, kochany tak sobie rozmawiamy z Zayn’em - popatrzyłam na mulata.
- Harry. co ty na to żeby pojechać nad jezioro? - odezwał się dotąd milczący Liam.
- Świetny pomysł, jestem za! - krzyknął uradowany chłopak. - A ty Charls, jedziesz z nami? - spytał.
- Mogę jechać, ale nie mam stroju kąpielowego.
- No to po drodze zaczepimy o twój dom i się przebierzesz. – Postanowił bez pytania nikogo o zdanie.
- Ok. - zgodziłam się.
- No to załatwione. LOUISSSSSSSSS! - krzyknął głośno loczek. - Gdzie on jest? - spytał gdy przyjaciel się nie pojawiał.
- Pewnie u siebie. - odpowiedział mu zapatrzony w komórkę Niall.
- Dobra, to ja idę mu powiedzieć o wyjeździe a wy idźcie się pakować. - zwrócił się do chłopaków i poszedł na górę.

*** 15 minut później ***

Jak zarządził loczek jechaliśmy dwoma samochodami. W jego samochodzie jechałam ja i Zayn a w samochodzie Louisa jechali Niall i Liam. Po drodze tak jak Harry obiecał wstąpiliśmy do mojego domu, żebym mogła się przebrać i wziąć potrzebne rzeczy. Szybko więc wyskoczyłam z samochodu i pobiegłam do domu. Ubrałam na siebie pomarańczowe bikini a na to szorty i top. Spakowałam do torby MP3, balsam do ciała z filtrem, wodę i kilka innych drobiazgów. Zamknęłam dom i poszłam do samochodu.
Jezioro było niedaleko, więc nie minęło 10 minut jak byliśmy już na miejscu. Wzięliśmy ze sobą wszystkie rzeczy i udaliśmy się na plażę. Rozłożyłam koc na słońcu, żeby choć trochę wykorzystać pogodę i się poopalać. Ściągnęłam ubrania i zostałam w samym bikini. Miny chłopców jak mnie zobaczyli była bezcenna. Muszę przyznać, że dość długo pracowałam nad taką sylwetką, bo w dzieciństwie byłam raczej przy kości. - Idę popływać, idzie ktoś ze mną? - spytałam wszystkich.
- Ja zaraz przyjdę - odpowiedział Lou.
- Ja też - powiedział Harry.
- Ja dziś nie pływam, nie chce mi się. - Blondas zrobił leniwy uśmieszek i położył się na kocu.
- Niall, popilnował byś mi rzeczy? - spytałam słodko.
- Jasne.
Nasmarowałam ramiona kakaowym kremem do opalania i poszłam do wody. Woda była dość chłodna, ale przyjemna. Zaczęłam powoli i stopniowo do niej wchodzić żeby nie dostać szoku termicznego. Nagle gdy byłam w wodzie do wysokości ud, ktoś mnie mocno ochlapał. Nie zdążyłam jeszcze do końca się odwrócić, gdy poczułam że ktoś mnie popchnął i wylądowałam cała w wodzie. To był taki zastrzyk zimna. Nie wiem kto to zrobił, ale już nie żyje. Wynurzyłam się z wody i odgarnęłam włosy z czoła. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak loczek i Louis z napadem śmiechu. Byłam niesamowicie wkurzona, widząc ich roześmiane miny, podczas gdy ja przeżyłam nagłe ochłodzenie rozgrzanej skóry, co do najprzyjemniejszych nie należało.
- Macie przerąbane. - syknęłam do nich i zaczęła się prawdziwa bitwa wodna. Laliśmy się wodą na wszystkie możliwe strony, skoczyłam na ramiona Harry’ego i trochę go podtopiłam. Wtedy do akcji wkroczył Louis który mnie z niego ściągnął i wrzucił do wody. I tak ciągle. Stwierdziłam że zrobię im psikusa. Nabrałam
dużą ilość świeżego powietrza do płuc i zanurkowałam. Dzięki temu, że pływam od małego i kiedyś chodziłam na kurs nurkowania, umiałam wstrzymać powietrze na dość długi czas. Odpłynęłam kawałek od nich i czekałam kiedy się zorientują że coś jest nie tak. Najpierw zrobiło się cicho, bo nikt się nie ruszał w wodzie. Jakby zamarli. Pewnie się rozglądają gdzie jestem- pomyślałam. Słyszałam jakieś przytłumione wołanie. Nic. Nie odezwałam się ani nie wynurzyłam. Nieźle musieli spanikować. Stwierdziłam że zrobię jeszcze coś. Podpłynęłam do nich i złapałam najpierw Louisa za nogi, i wciągnęłam go do wody, potem Harry’ego i wynurzyłam się zadowolona, biorąc duży haust powietrza. Jakież było ich zdziwienie jak wypłynęli spod wody i zobaczyli mnie z triumfalną miną.
- Jezu, Charls, tak się baliśmy że coś się stało. - powiedział jeszcze lekko spanikowany Lou.
- Nie rób tego nigdy więcej! - dodał loczek.
- Macie za swoje, trzeba było nie zaczynać. - wyszczerzyłam się znowu. - Mogę w końcu popływać? – popatrzyłam na nich z triumfalnym uśmiechem. Nawet nie zdążyli nic powiedzieć, bo zanurkowałam pod wodę i popłynęłam dalej.
Nie wiem ile trwało moje pływanie, ale postanowiłam wyjść i cała się nasmarować kremem bo czułam jak słońce parzy moją skórę. Podeszłam do torby i wyciągnęłam z niej balsam. Usiadłam na kocu i zaczęłam smarować nogi, brzuch, dekolt, ręce. No tak, ale jak sobie posmaruje plecy?- pomyślałam od razu, rozglądając się na boki. Zauważyłam, że niedaleko mnie siedzi Louis.
- Louuuu... - powiedziałam słodziutkim głosem, a chłopak podniósł głowę patrząc na mnie przymrużonymi oczami. - Posmarował byś mi plecy kremem z filtrem? - uśmiechnęłam się szczerze do chłopaka. Brunet tylko pokiwał głową i wstał z koca.
Położyłam się na brzuchu i odgarnęłam włosy z szyi. Poczułam jak chłopak przysiada na moich nogach i zaczyna wsmarowywać balsam swoimi dużymi ciepłymi, dłońmi. Mmm... nie powiem. To jest zdecydowanie przyjemne...
- Chcesz to możesz mnie pomasować. – wypaliłam nagle, nie zastanawiając się nad tym co mówię. „Zaraz, zaraz, że co?” przygryzłam wargę czekając na odpowiedź ze strony Louisa. Chłopak nic nie odpowiedział tylko zaczął ugniatać moje spięte mięśnie. Potem robił na nich kółka i znów je ugniatał. To było cudowne, zaczęłam nawet cicho pomrukiwać z zadowolenia na co chłopak cicho się zaśmiał. Po kilku minutach przestał i usiadł obok mnie, wpatrując się w moją twarz. Zapewne, gdyby nie była czerwona od słońca, stałaby się przez niezręczność tej chwili. Nie wiem czemu, ale czułam się dziwnie. Postanowiłam powiedzieć coś normalnego, co nie zwróci jego uwagi na moje zawstydzenie tą sytuacją.
- Dzięki Lou. Jeśli chcesz, to mogę wynająć cię na mojego masażystę. Nie wiem, czy kiedyś robiłeś kurs, czy nie, ale zdecydowanie ci to wychodzi. - Zaśmiałam się do niego, na co on teatralnie odparł:
- Jestem do pani usług madam. – Uśmiechnęłam się do niego i powróciłam do opalania się, co chwilę później skutecznie przerwali mi Harry z Zayn’em, którym widać BARDZO się nudziło więc jeden złapał mnie za ręce, drugi za nogi z zanieśli mnie tak na pomost.
- Harry Stylesie, jak Boga kocham, jeśli tylko się odważysz... – Przyjaciel razem z mulatem nie dali mi nawet dokończyć, bo już leciałam do wody, do której chwilę potem z pluskiem wpadłam. „Jak dzieci po prostu...” - westchnęłam w myślach wynurzając się i odgarniając mokre włosy z twarzy. Wyszłam z wody i położyłam się na ręczniku, lustrując morderczym wzrokiem Harry’ego i Zayna, którzy byli widocznie rozbawieni.
- Styles, masz przerąbane. – powiedziałam osuszając nieco mokre włosy ręcznikiem.
- Czemu tylko ja?! – Chłopak widocznie się obruszył zaistniałą sytuacją. – Zayn też mi pomagał... – powiedział, za co dostał z łokcia od mulata. – Auu... – Zmierzył go spojrzeniem pytającym „Za co to do cholery?” i spojrzał znów na mnie.
- Kochanie, jesteś moim przyjacielem i znamy się od zawsze. Właśnie dlatego, masz przerąbane bardziej niż Zayn. On jeszcze nie zdążył sobie nagrabić u mnie tak dużo, jak ty zdążyłeś przez całe życie. – Posłałam mu słodziutki uśmiech i założyłam okulary przeciwsłoneczne, pokazując tym samym, że rozmowa jest skończona. Położyłam się z powrotem na ręczniku i przymknęłam oczy, oddając się promieniom słonecznym.
Dzień powoli dobiegał końca, więc i my postanowiliśmy się zbierać. Tym razem jechałam z Louisem i Niallem, którzy odwieźli mnie do domu. Podziękowałam im i od razu po wejściu do środka, skierowałam się do sypialni. Po tak wyczerpującym dniu wzięłam szybki prysznic, poszłam do łóżka i w momencie zasnęłam.

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Rozdział 3

Butelka zatrzymała się na Louisie. Moje oczy zrobiły się jak spodki a serce zaczęło bić mocnym rytmem. Można by powiedzieć że chciało mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Ja to muszę mieć genialne szczęście! Udaję z moim najlepszym przyjacielem parę, potem przez przypadek widzę jego przyjaciela w samym ręczniku. Co najgorsze, nie mogę tego zapomnieć i ten obraz ciągle powraca nieproszony do mojej głowy. A najlepsze że teraz, przez głupią, cholerną butelkę, muszę go pocałować... i to namiętnie! Ugh... takie szczęście mieć, to potrafi tylko Charlie Grey, ludzie!
Musiałam bardzo śmiesznie wyglądać, skoro chłopcy widząc mnie zaczęli się śmiać. Z moich przemyśleń wywołał mnie głos mulata.
- Emm.. Charlie. Jest jakiś problem?
- Tak... choć w zasadzie to nie, tylko... – Zayn posłał mi powątpiewający wzrok, mówiący „I tak ci się nie uda wykręcić...” – Nie, skądże! – dodałam wzdychając. Dobra Charlie, tylko oddychaj. - uspokajałam się w myślach - jeden pocałunek i koniec, im szybciej to zrobisz, tym szybciej będziesz miała go z głowy. "A może nie chcesz mieć go szybko za sobą?" - odezwało się moje drugie ja.
Wdech, wydech. Zaczęłam powoli wstawać. Podeszłam do trochę zszokowanego Louisa. "Miało być namiętnie, tak?" – spytałam sama siebie. – „Jeśli taka jest twoja wola, Zayn, to nie ma problemu. Będziesz miał namiętnie.” – pomyślałam.- „Przecież to i tak nic nie znaczy...” – Przyklęknęłam okrakiem przed Louisem i popatrzyłam mu w oczy. Nie mogłam z nich nic wyczytać. Nie było w nich nic, poza tą obezwładniającym błękitem, w którym już kolejny raz mimowolnie zatonęłam. On też lustrował moje tęczówki. – „Raz się żyję, Charls!”- powtórzyłam sobie w myślach i pochyliłam się do przodu. Nasze usta spotkały się, a ja wzięłam jego twarz w dłonie i pogłębiłam pocałunek, przymykając oczy. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale mnie zdawało się jakby minęła wieczność.
Wszyscy zaczęli gwizdać a my odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni. No tak.. oni tu NADAL są. Charlie ogarnij się, to tylko zadanie-skarciłam się w myślach.
"Zadanie zadaniem, ale chciałabyś więcej"- znów to cholerne, wszędzie się wtrącające drugie ja. Odeszłam od chłopaka i usiadłam na swoim miejscu. Wszyscy spoglądali to na mnie to na Lou.
- Noo... - zagwizdał Zayn. - Gdybyś nie była dziewczyną Harry’ego, to pomyślałbym po tej akcji, że albo bardzo ci się to podobało, albo Lou ci się podoba. – dodał z cwanym uśmieszkiem. Ja tylko wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie z Harry’m i spłonęłam rumieńcem.
- Dobra, to teraz ja kręcę. - powiedziałam żeby skończyć ten temat i żeby nikt więcej nie dzielił się z nami swoimi trafnymi spostrzeżeniami.
Zakręciłam butelką, wypadło na Harry’ego. Już wymyśliłam genialny plan i na pytanie i na wyzwanie. - Pytanie czy wyzwanie, kotku? - spytałam słodko się na niego patrząc, a on zmrużył oczy widząc podstęp w tym wszystkim.
- Pytanie. - odpowiedział krótko.
- A więc z iloma dziewczynami już spałeś, kochanie? - Ostatnie słowo specjalnie podkreśliłam i z chytrym uśmieszkiem czekałam na odpowiedź Harry’ego. Wiem... było to zapewne chamskie, ale wiedziałam, że to krępujący temat dla chłopaka i byłam bardzo ciekawa co Harry odpowie i jaka będzie jego reakcja. Uwielbiałam go gasić w ten sposób.
- Yyym... - Teraz to on spalił buraka i wszyscy zaczęli chichotać. Tak, taki zmieszany Harry to nie widok codzienny. Mieliśmy niezły ubaw jak odpowiadał.
- Ym.. emm.. nie wiem ile ich było dokładnie. - wydusił z siebie w końcu.
- Ale mało czy dużo? - drążyłam temat. To będzie niezła zabawa- pomyślałam i napiłam się soku z wysokiej szklanki.
- Wystarczająco, ale Ty i tak jesteś najlepsza kochanie. - powiedział pewny siebie i pocałował mnie w policzek. – Te kocie ruchy... – pokiwał brwiami, a ja w tym momencie wyplułam sok przed siebie, krztusząc się do tego. Wszyscy zgromadzeni wybuchli niepohamowanym śmiechem, a loczek osłonił się rękami i zaczął uciekać po całym domu.
- NIE ŻYJESZ! - krzyknęłam tylko i pobiegłam za nim, a cała reszta tarzała się po ziemi ze śmiechu.
- Nie bij mamo! - powiedział osłaniając się rękoma, gdy udało mi się do niego dobiec.
- Po co to powiedziałeś debilu?! Przecież nie jesteśmy razem a co dopiero ze sobą nie spaliśmy! - powiedziałam wkurzona. – Teraz będą myśleć o mnie nie wiadomo co...
- No wiesz...było nie zaczynać z tym pytaniem? Zemsta jest słodka... - Znów ten chytry uśmieszek.
- Kretyn! - syknęłam i udałam się do salonu. Zaraz po mnie przyszedł Harry i usiadł obok na dywanie. Wszyscy byli nadal rozbawieni poprzednią sytuacją, a gra toczyła się dalej. Tym razem jednak pomogliśmy sobie alkoholem, a pytania i wyzwania były coraz odważniejsze.

***

Obudził mnie cholerny ból głowy. Gdzie ja jestem? - pomyślałam. Rozejrzałam się dookoła. Czarno białe meble. Ciemno brązowa podłoga. Zaraz! Przecież ja znam ten pokój! Należał do Louisa... Matko boska co ja tu robię?! Jedyne co pamiętam z wczoraj to gra w butelkę i drinki. Jeden, drugi potem kolejny i kolejny... Szybko podniosłam kołdrę i z ulgą odetchnęłam, gdy zauważyłam, że miałam na sobie bieliznę i koszulkę. Miejmy nadzieję że do niczego nie doszło. Rozejrzałam się jeszcze i zauważyłam pozostawione na szafeczce nocnej tabletki przeciwbólowe i butelkę wody. Zażyłam lek i wypiłam całą wodę duszkiem. Spróbowałam wstać z łóżka, jednak zrobiłam to za szybko, zakręciło mi się porządnie w głowie i runęłam z wielkim hukiem na podłogę. Z łazienki od razu wyskoczył brunet. Cholera. Znów w samym ręczniku.-jęknęłam w myślach. Podbiegł do mnie i zaczął zasypywać mnie pytaniami.
- Wszystko dobrze? Nic Ci ni jest? Boli Cię coś? ...
- Hej Lou spokojnie! Żyję. Jestem cała!
Chłopak wypuścił powietrze z płuc. Podał mi rękę i pomógł mi wstać. Usiadłam na łóżku. Już się odwrócił i zmierzał w kierunku łazienki kiedy go zatrzymałam.
- Louis, czekaj. - Brunet odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie pytająco.
- Czy my wczoraj? No wiesz.. - powiedziałam czując gorąco na policzkach.
- Nie.. nic z tych rzeczy. Po prostu wypiliśmy wczoraj dużo, Harry napisał do twojej mamy że dziś nocujesz u nas i chciał cię zanieść do swojego pokoju, ale powiedziałaś że nie będziesz z nim spać. Zaczęłaś bredzić że ty idziesz do domu na piechotę i takie tam. Znów chcieliśmy zanieść cię do Hazzy do pokoju, a ty znów powiedziałaś że nie będziesz spała z tym draniem. Stwierdziłem że położę cię spać w moim łóżku, a ja prześpię się na kanapie. Ściągnąłem ci spodnie, żeby było wygodniej. Ale żeby nie było.. nic więcej się nie działo. - Odetchnęłam z ulgą. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy.
- Czy coś jest nie tak pomiędzy wami? - spytał niepewnie chłopak.
- Umm... W sumie, to chyba mogę ci powiedzieć, ale obiecaj że nikomu nie wygadasz! – poprosiłam.
- Jasne. - odparł Lou.
- Harry się z wami założył. Stwierdził że nie chce przegrać, i poprosił mnie żebym udawała jego dziewczynę. Tak naprawdę to jesteśmy tylko przyjaciółmi. - Widziałam jak mina bruneta zmienia się z zatroskanej na weselszą. Na jego usta od razu wdał się uśmiech.
- To znaczy że wy wczoraj przy tym pytaniu...
- Nie! Nigdy z nim nie spałam! - broniłam się.
- To już wiem czemu wczoraj tak się na niego wkurzyłaś jak to powiedział... - Lou zaczął się śmiać.
- No, po prostu odgryzł się za to pytanie. Wiedziałam że się porządnie zmiesza jak mu je zadam. - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Jeśli mam być szczery, to coś podejrzewałem... Ciężko mi sobie wyobrazić to, żeby Harry z taką łatwością pozwolił na wyzwanie Zayna, gdybyś faktycznie była jego dziewczyną. Ja bym swojej na to nie pozwolił. – Lou uśmiechnął się i puścił mi oczko.
- W sumie... myślę, że reszta tak dobrze się bawiła, że nawet nie zwróciła na to uwagi. – Zaśmiałam się, zdając sobie sprawę z tego, że w sumie, to po części się zdemaskowaliśmy.
- Nie wiem jak oni, ale ja bawiłem się bardzo dobrze. – Zobaczyłam błysk w oku Louisa i znów się zaczerwieniłam. Nienawidziłam tego w sobie! Za każdym razem, gdy zrobiło mi się głupio, lub ktoś powiedział mi coś takiego, na moje policzki wkradał się rumieniec. Z tak zdradliwym ciałem nie mogłam ukryć niczego przed nikim. Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, lub kazało na to odpowiedzieć, ale właśnie to zrobiłam.
- Ja też. – Uśmiechnęłam się zawstydzona a Louis popatrzył na mnie zaskoczony i zaśmiał się.
- Myślę, że powinienem się ubrać... Zaraz przyjdę. – Po jego słowach mimowolnie spojrzałam na umięśnione ciało chłopaka i gdy przyłapał mnie na tym, spuściłam momentalnie głowię udając, że wcale tego nie robiłam. „Tak Charlie... kogo ty oszukujesz, dziewczyno...”
- Dobra, to ja może pójdę się przebrać.
Gdy Lou był w łazience, ja ubrałam się w spodnie, które leżały złożone na komodzie i spięłam włosy w koka. Potem, gdy Louis wyszedł z łazienki, skorzystałam z niej-umyłam twarz i wyczyściłam zęby nową szczoteczką którą dał mi chłopak. Jak byliśmy już obje gotowi, zeszliśmy na dół na śniadanie. W kuchni majstrowali coś Harry z Niallem. Z tego co potem zobaczyłam, robili jajecznicę i kanapki. Do kuchni zeszli Liam, a niedługo po nim Zayn. Mulat od razu podszedł do lodówki, wyciągnął z niej wodę mineralną i wypił prawie całą na raz. Resztką wody która została popił tabletki na ból głowy.
- Jak tam? Kac morderca? - spytałam rozweselona.
- Nawet sobie nie wyobrażasz jaki... - powiedział sfrustrowany chłopak.
- Wierz mi miałam to samo. - Uśmiechnęłam się szczerze w jego stronę.
- Do stołu podano. - powiedział śmiesznym głosem Harry  i postawił przed nami kanapki i jajecznicę. Wszyscy usiedli i wzięli się za jedzenie śniadania.

sobota, 30 marca 2013

Rozdział 2

Obudziły mnie promienie słoneczne wdzierające się przez szczeliny w roletach do mojego pokoju. Przeciągnęłam się, włożyłam ciepłe kapcie i powolnym, ślamazarnym krokiem ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki i orzeźwiający prysznic, umyłam głowę i wyszłam z łazienki, otulona w duży ręcznik. Poszłam do szafy i zdecydowałam się na dżinsowe spodenki, czarną bokserkę i czarne trampki. Było bardzo ciepło i słonecznie, więc nie było warto zakładać długich spodni, czy jakiejś bluzy. Gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół do kuchni, w której krzątała się moja mama.
- Cześć słońce. - przywitała się.
- Hej mamuś! - podeszłam do niej i cmoknęłam ją w policzek. - Co tak ładnie pachnie? - spytałam sięgając po dzbanek z sokiem pomarańczowym po czym nalałam sobie go do długiej, wąskiej szklanki.
- Smażę naleśniki na śniadanie. Jak chcesz to zaraz będzie gotowa porcja. - powiedziała ściągając z patelni kolejnego i odkładając go na tackę obok. Sięgnęłam po talerz, ułożyłam na nim kilka ciepłych naleśników, pokroiłam sobie do nich kilka truskawek, polałam syropem klonowym i zaczęłam jeść. Kto jak kto, ale moja mama była mistrzem tego dania. W ogóle, była mistrzem gotowania i gdyby nie jej praca, zapewne oddałaby się tej pasji, otwierając małe bistro z domowymi posiłkami.
- Pyszne, dziękuję. - powiedziałam do mamy po skończeniu jedzenia, odstawiając talerz i szklankę do zmywarki. Ze względu na to, że miałam jeszcze trochę czasu, usiadłam na dużej kanapie w salonie, wyłożyłam nogi na stolik i sięgnęłam po laptopa. W końcu przydałoby się zobaczyć, co w trawie piszczy.
Siedziałam tak dobre kilkanaście minut, reblogując posty na tumblrze i czytając tweety, gdy nagle moja komórka zaczęła wibrować. Sięgnęłam po nią niechętnie i odebrałam połączenie. - Halo?
- Cześć młoda! - wesoły głos, rozległ się po drugiej stronie. Należał zdecydowanie do Harry’ego.
- No siemka staruszku. - odpowiedziałam złośliwie. Zawsze mówi na mnie albo mała, albo młoda... Czemu? Może jakoś bardzo wysoka nie jestem, szczególnie w porównaniu z nim, ale jestem od niego młodsza tylko o te głupie pół roku! To żadna różnica!
- Jeszcze nie aż taki stary, więc nie przesadzaj. Będę pod tobą za 5 minut. Szykuj się. - powiedział znacznie rozbawiony.
- Okej, do zobaczenia. - Rozłączyłam się, uśmiechając pod nosem.
Zamknęłam komputer i poszłam do kuchni. Mamy już nie było. „Pewnie wyszła jak siedziałam przed komputerem” - pomyślałam. Założyłam okulary przeciwsłoneczne, chwyciłam torbę, leżącą na komodzie i wyszłam z domu, zamykając drzwi na klucz. Gdy tylko zaczęłam schodzić z werandy pod mój dom zajechał czarny samochód, nie kogo innego jak Harry’ego. Sto punktów za wyczucie czasu! Wsiadłam i przywitałam się z przyjacielem. Ruszyliśmy z podjazdu i jechaliśmy w zupełnej ciszy. Nikt się nie odzywał. Harry siedział i z wielkim skupieniem kierował pojazdem, a ja w większej mierze przypatrywałam się widokom za oknem i budynkom, które mijaliśmy. Stwierdziłam że przerwę tę ciszę.
- Harry, jak ty sobie wyobrażasz to "udawanie"? - spytałam, uważnie się na niego patrząc. Kącik jego ust momentalnie się podniósł ku górze.
- No wiesz... przedstawię cię jako moją dziewczynę, będziemy udawać przez cały dzień że, jesteśmy parą a potem im powiemy prawdę.
- A tak w zasadzie to po co ci to? - zadałam kolejne pytanie, bo za bardzo nie wiedziałam jaki jest w tym sens. Poudajemy i co? Jaki Harry ma mieć w tym niby interes, skoro i tak skończy się po jednym dniu?
- Jak wiesz, ostatnio nie miałem nikogo. Chłopcy założyli się ze mną, że w ciągu tego tygodnia na pewno sobie nikogo nie znajdę. Założyłem się z nimi, mówiąc, że mi się uda i nie mam zamiaru przegrać. Niby to trochę nie fair, ale nie mam zamiaru znajdować sobie dziewczyny "na zakład" więc poprosiłem ciebie. – Chłopak uśmiechną się głupkowato.
- No dzięki... dziewczyny, jak to ująłeś: "na zakład" nie będziesz znajdywał i cała brudna robota przypadła mnie... - przewróciłam oczami. - A o co w ogóle się założyliście? - spytałam. Miejmy nadzieję, że ten cały teatrzyk będzie tego wart!
- Niby o nic, ale i tak nie chcę przegrać. Dlatego dziś udajemy parę, potem udajemy kłótnię i wychodzimy a na następny raz, powiemy im ze to były tylko żarty. Taki jest wstępny plan. Myślę, że się nabiorą... o ile oczywiście dobrze odegramy swoje role. - wyszczerzył się w uśmiechu.
- Aleś ty genialny, Styles! Teraz wymyślaj o co się pokłócimy, mądralo! - powiedziałam z ironią w głosie. Szczerze to było to dla mnie totalnie głupie i dziecinne, ale obiecałam mu. Jest moim przyjacielem i mu pomogę, nawet jeżeli chodzi o tak idiotyczną rzecz...
- Zobaczy się, na pewno coś wymyślę. - powiedział widocznie rozbawiony całą sytuacją.

Nie minęła minuta od rozmowy, a Harry już parkował pod ogromną willą. Wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę drzwi. Stojąc przed wejściem i czekając aż ktoś nam otworzy, Styles z wyszczerzem na gębie złapał mnie za rękę i splótł nasze palce. Ja tylko się na niego popatrzyłam i przewróciłam oczami, wzdychając. Na co ja się zgodziłam? Nagle drzwi się otwarły a w nich stanął uśmiechnięty od ucha do ucha blondyn. Gdy zobaczył jak Styles trzyma mnie za rękę, popatrzył się na Harry'ego z wytrzeszczem, a brunet na to triumfalnie się uśmiechnął. Blondyn się przywitał i przepuścił nas w drzwiach. Weszliśmy do salonu z dwoma kanapami i wielką plazmą wiszącą na środku ściany. Gdy wszyscy usłyszeli głośne cześć Harry'ego, odwrócili się i spojrzeli w naszą stronę. Chłopak odchrząknął i się odezwał:
- Chłopcy, poznajcie moją dziewczynę Charlie. Charls to Zayn - wskazał na mulata z ciemnymi włosami i oczami, a ten się uśmiechnął i pomachał do mnie. - To Liam, a ten tam - pokazał kolejno na bruneta, a potem na blondyna, który przed chwilą wparował do salonu, i wcześniej otworzył nam drzwi – Niall.
Liam i Niall rzucili krótkie "Cześć".
- Gdzie jest BooBear? - spytał Hazza reszty, a ja się popatrzyłam na niego z niezrozumiałą miną.
- U siebie, chyba poszedł wziąć prysznic, - odpowiedział krótko Liam. Harry wziął mnie ponownie za rękę i pociągną za sobą. Weszliśmy do kuchni.
- Co chcesz do picia? - spytał loczek.
- Poproszę herbatę z cytryną.
- Dobra, to ja nam zrobię herbatę, a ty w tym czasie idź na górę do mnie do pokoju. Pierwsze drzwi na lewo. - Kiwnęłam mu tylko głową i powiedziałam OK, po czym udałam się po schodach na górę.
Weszłam do pokoju i momentalnie przypodobałam sobie duże łóżko, na którym usiadłam. Zaczęłam oglądać pokój. Bardzo mi się podobał. Klimat pomieszczenia utrzymany był w stonowanych odcieniach. W większości były to kolory białe i czarne, lecz podłoga, na ten przykład, wyłożona była panelami z ciemnego drewna. W pokoju o dziwo panował porządek. Czemu o dziwo? Loczek to straszny bałaganiarz. Od małego. Zawsze jak był mały, to mógł wyjść, żeby się ze mną pobawić dopiero wtedy, jak posprzątał pokój, w czym niejednokrotnie mu pomagałam, żeby było szybciej.
Oglądałam dalej pokój, lecz nagle drzwi się otwarły i stanął w nich wysoki brunet w samym ręczniku na biodrach. Wytrzeszczyłam oczy, zdając sobie sprawę z tego, że nie jest to Harry, ani nikt z wcześniej przedstawionych mi osób i momentalnie poderwałam się z miejsca.
- O mój Boże! Przepraszam! Musiałam pomylić pokoje, przepraszam... - Zaczęłam nerwowo się plątać i czym prędzej ruszyłam do drzwi. Na twarzy bruneta malowało się zdziwienie pomieszane z rozbawieniem. Gdy przechodziłam obok niego w drzwiach powiedział na wpół śmiejąc się: - Nic nie szkodzi. - I wtedy mimowolnie popatrzyłam mu w oczy.
Jego tęczówki były koloru niebieskiego. Co ja mówię.. były jak morze. Morze w którym można zatonąć. Były boskie.
- Jak masz na imię? - brunet wyciągnął mnie z głębin swoich oczu, w których zatonęłam, sprawiając, że od razu oprzytomniałam.
- Charlotte, ale mów mi Charlie. Nie lubię swojego pełnego imienia - powiedziałam niepewnym głosem.
- Mnie się bardzo podoba. Jestem Louis. - przedstawił się wyciągając do mnie dłoń, którą ja szybko uścisnęłam i zdałam sobie sprawę że ciągle przy nim stoję, a on wciąż w połowie jest nagi. Moje policzki mimowolnie się zaczerwieniły.
- To... może ja już pójdę. – Uśmiechnęłam się i wyszłam w bardzo szybkim tempie z pokoju nowopoznanego chłopaka. Weszłam do pokoju na przeciwko, i zobaczyłam siedzącego na łóżku Harry'ego.
- Gdzieś ty była? - spytał rozbawiony.
- No... Yyym... - zaczęłam zmieszanym głosem. - Powiedzmy że się zgubiłam - powiedziałam i momentalnie przypomniałam sobie bruneta stojącego w samym ręczniku z nieprzyzwoicie dobrze zbudowaną klatką piersiową i tymi cudownymi oczami... - totalnie się rozmarzyłam i znów spaliłam totalnego buraka. Harry widocznie to zauważył.
- No Charls, ja na prawdę nie wnikam, ale coś jest zdecydowanie na rzeczy. – powiedział kiwając cwanie brwiami, za co dostał porządnego kuksańca w bok. Pokazał mi kilka rzeczy na komputerze, porozmawialiśmy i Harry stwierdził że zajedziemy do dół bo jak to on powiedział: "Przyszłaś poznać chłopaków, a nie gadać ze mną", dlatego też zeszliśmy do salonu do chłopaków. Tym razem w całym składzie.
- O Lou, jesteś nareszcie. - zaczął mój towarzysz. - Poznaj, to moja dziewczyna, Charlie.
- My się już znamy. - Chłopak uśmiechnął się niepewnie, a ja spaliłam kolejnego buraka, modląc się w myślach, by nikt tego nie zauważył. Harry popatrzył na mnie niepewnie, ale wzruszył ramionami i usiadł w fotelu, biorąc mnie na kolana. Ah tak, przecież udajemy parę... - westchnęłam w myślach.
- To co robimy chłopaki? - spytał Styles.
- Nie wiem, mnie to obojętne. - odpowiedział Zayn. - Może być film.
- O tak! - krzyknął blondyn. - Ja wybieram!
- No, tylko nie o jedzeniu Niall - zaśmiał się Liam, a wszyscy za nim. Jedynie blondynowi mina trochę zrzedła i znacznie się zaczerwienił. Niall wybrał jakąś komedie, przy której, jak się później okazało, wszyscy się świetnie bawiliśmy. Śmiechu było co nie miara, a aktorzy byli tacy, że naprawdę było na co popatrzeć. Przez cały czas siedziałam Harry'emu na kolanach i po jakimś czasie spytałam, czy nie lepiej, żebym usiadła gdzieś z boku, ale on powiedział, że mu to zupełnie nie przeszkadza, i oparł podbródek na moim ramieniu, wpatrując się w ekran telewizora. Siedzieliśmy tak oglądając i co chwile się śmiejąc, aż  film dobiegł końca.
- Nie chce mi się już oglądać kolejnego. - powiedział znudzony Lou. - Co robimy? Jakieś propozycje?
- Zagrajmy w butelkę! - krzyknął uradowany Styles.
- Kto jest za? - spytał wszystkich Li.
- Ja. - powiedział Zayn, po nim to samo Styles, Lou, i Niall.
- A ty Charls? - zapytał znowu Liam.
- No jeżeli wszyscy grają, to ja też mogę. - powiedziałam schodząc z kolan Harry'ego i przeciągając się.
Niall z prędkością światła pobiegł do kuchni po butelkę, a my usiedliśmy wszyscy na dywanie, w dużym kółku. Po mojej lewej siedział Styles, zaś po prawej Louis. Blondyn przybiegł i zaczął kręcić. Wypadło na Zayna.
- Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie - odpowiedział mulat.
- Hmm... w takim razie... - Blondyn myślał. - Wiem! - krzyknął jakby odkrył Amerykę. - Wyjdziesz na ulicę, klękniesz przed pierwszą napotkaną dziewczyną i zaśpiewasz jej jakąś romantyczną piosenkę. - wyszczerzył swoje śnieżno białe ząbki w uśmiechu.
- Aleś wymyślił - powiedział zniechęcony Zayn. No ale zadanie zadaniem, trzeba je wykonać. Więc mulat wyszedł przed dom, klęknął, zaśpiewał, a my staliśmy nieopodal i śmialiśmy się z niego bo wyglądało to komicznie. Szczególnie mina tej kobiety. Niall, na nieszczęście ciemnowłosego, nawet chyba to nagrał.
Gdy wróciliśmy do domu, Zayn zakręcił butelką. Wypadło na mnie.
- Ooo.. Charlie jak miło. – uśmiechnął się złowieszczo. - Pytanie czy wyzwanie?
- Wyzwanie.- odpowiedziałam krótko.
- Dobra, to zakręcisz butelką i tego na kim stanie, namiętnie pocałujesz.
Ja tylko wytrzeszczyłam oczy i popatrzyłam na mulata miną typu "Are you fucking kidding me?!" On tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i uniósł brew. Dobra Charls... to tylko zadanie, głupia gra... - uspakajałam sama siebie w myślach. Chwyciłam butelkę i niepewnie nią zakręciłam. Wydawało mi się jakby kręciła się wieczność, a ja bacznie obserwowałam na kim stanie. W pewnym momencie zaczęła zwalniać, kręciła się coraz wolniej i wolniej. Zatrzymała się.
O mój Boże - pomyślałam. - Ktoś na górze chyba sobie ze mnie żartuje i świetnie się przy tym bawi!




Rozdział 1

Stałam przy szkolnej szafce, i układałam w niej podręczniki od historii. Nagle poczułam, że ktoś łapie mnie w talii i obraca w swoją stronę.
- Cześć Charlie! - Ten charakterystyczny głos i zniewalającą chrypkę poznam zawsze. Mój najlepszy przyjaciel Harry, obrócił mnie i pocałował w policzek na przywitanie.
- No hej, ładnie to tak na drugą lekcje przychodzić, Harry? - spytałam z wielkim uśmiechem na twarzy, wiedząc, że go przyłapałam. Jesteśmy przyjaciółmi od małego i znamy się już przeszło szesnaście lat. Zachowujemy się jak rodzeństwo, i wiem, że na nim, jak na nikim innym, zawsze mogę polegać. Jak mam tylko problem to idę do niego, wypłakać się w ramię a on pociesza i słucha uważnie. Zawsze doradzi, lub weźmie moją stronę. Jak się bawimy, to zawsze na całego, i chociaż jesteśmy w tym samym wieku a pomiędzy nami jest różnica tylko sześciu miesięcy, to Harry zachowuje się jak starszy brat. Jest opiekuńczy i troskliwy, nigdy nie da mnie nikomu skrzywdzić.
- Wiesz Charls... To łóżko musi mieć jakiś magnes w sobie, i jak na złość budzik mi dziś nie zadzwonił! - chłopak pokręcił głową, robiąc niedowierzającą minę, jakby to faktycznie była tylko i wyłącznie wina budzika, po czym wyszczerzył się w szerokim uśmiechu. Szkoda, że znałam go na tyle, by wiedzieć, że jest okropnym śpiochem i często po prostu albo ignoruje budzik, albo śpi jak kamień i go nie słyszy. Poczochrałam go po jego lokowanej czuprynie, a on zrobił minę jakbym wylała na jego ulubioną koszulę granatowy, niespieralny atrament.
- Ejj.. - zrobił niezadowoloną minę. - Teraz już żadna laska nie da się wyrwać na moją fryzurę i będę musiał polegać tylko na moim seksownym tyłeczku. - Po jego słowach oboje parsknęliśmy niepohamowanym śmiechem. On i te jego teksty...
- Dobra a tak serio to zaraz się spóźnimy na chemię, więc lepiej już chodźmy - powiedział, po czym zamknęłam szafkę i ruszyliśmy w stronę sali 398.

Na lekcji jak zawsze było nudno, i nauczycielka przyłapała mnie na tym że nie uważam i rysuje w zeszycie. Co poradzić, skoro w ogóle nie interesowało mnie to co ględzi? Byłam we własnym, wyimaginowanym świecie i wyłączyłam się totalnie z lekcji. O wiele ciekawsze wydawały się w tym momencie budowle z połączonych sześcianów na kartce, niż wzory chemiczne na tablicy.
- Widzę że panna Grey nie raczy uważać na zajęciach? - powiedziała zdenerwowanym tonem, lecz jej mina na moje nieszczęście bardzo szybko z wkurzonej, zmieniła się na chytry uśmieszek, który nigdy nie wróżył nic dobrego... Szczególnie mnie. - Po lekcji zostaniesz tu, i opowiesz mi o węglowodorach. A za tydzień poprowadzisz doświadczenie na lekcji, wytłumaczysz klasie o co w nim chodzi i podyktujesz stosowną notatkę dla reszty uczniów. - Odwróciła się na pięcie i podeszła do tablicy, na której pozapisywane były jakieś równania. Czy ktokolwiek w ogóle czai, o co w tym wszystkim chodzi? Bo ja w ogóle... Ani odrobinę! Jęknęłam w myślach, czując jak bardzo przechlapane będę miała.
Harry, jakby czytając mi w myślach, tylko mnie szturchnął i podał mi swój zeszyt z notatkami z całej lekcji. Uśmiechnęłam się do niego szepcząc bezgłośne "Dziękuję" i skupiłam się na tym co ta flądra pisze na tablicy.
Kolejne kilka lekcji minęło dość szybko. Teraz pozostało mi tylko pojechać do domu, i wymyślić to przeklęte doświadczenie. Przez nauczycielkę od chemii i wykład, który mi wywaliła po lekcji, chodziłam tak wściekła, jak nigdy.
Wyszliśmy z Harrym na parking i podeszliśmy do jego czarnego samochodu. Dzięki temu że mieszkamy kilka domów od siebie, chłopak zawsze mnie podwoził i nie musiałam się martwić, ani przejmować niespodziewanymi sytuacjami, jak deszcz, czy burza, która nieco przeszkadzała w komfortowym dojściu do domu. Wsiadłam do środka i zapięłam pasy, wpatrując się w ludzi wychodzących ze szkoły, wyjeżdżających, lub rozmawiających gdzieś w małych grupkach.
- Dasz radę z tym doświadczeniem? – mój towarzysz zaczął niepewnie rozmowę. Przez moment zastanawiałam się, skąd wzięła się ta niepewność w głosie chłopaka, ale dzięki temu, że znał mnie tak długo, wiedział, że od feralnej lekcji chemii chodzę jak bomba z zapalnikiem, której wystarczy chwila żeby wybuchła. Jestem osobą dość cierpliwą, ale jeżeli ktoś mnie zdenerwuje - tak jak ta cała Moris, to potrafię utrzymywać gniew bardzo długo. Harry o tym dobrze wie, i zapewne nie chce się narażać na mój niekontrolowany "wybuch".
- Sama nie wiem. Ona tak mi działa na nerwy, Harry... Kiedyś jak stracę cierpliwość, to naprawdę nie wiem, jak to się skończy! - ostatnie zdanie wysyczałam z zaciśniętymi zębami. - Czemu się na mnie uwzięła, skoro zaliczam wszystkie testy i siedzę cicho na jej lekcjach. Gdybym jej przeszkadzała, to jeszcze rozumiem, ale w tym wypadku?
- Jak chcesz, to twój boski przyjaciel może ci pomóc - powiedział chłopak i śmiesznie pokiwał brwiami. Zaczęłam się śmiać, gdy to zobaczyłam. Jego "boskie" miny, to było coś, czym zawsze mnie potrafił rozśmieszyć. Jego mina gdy tak robi-bezcenne! Dobrze że choć trochę rozładował atmosferę, bo od razu lepiej się poczułam. Może nadal byłam wściekła, ale byłam na dobrej drodze, żeby trochę się opanować.
- A co chcesz w zamian za to? - spytałam rozbawiona. Chłopak zaczął się drapać po głowie, i próbował coś wymyślić. - Nie myśl tyle Styles, bo ci się mózg przegrzeje - rzuciłam złośliwie. W tym momencie jego oczy zabłyszczały, na jego usta wdał się chytry uśmieszek, a on zaczął pocierać złowieszczo ręce.
- Już się boję! - powiedziałam z udawanym przerażeniem - To co takiego genialny człowieku wymyśliłeś? - dodałam jeszcze.
- Mam chytry plan – powiedział, uśmiechając się złowieszczo. - Pojedziesz ze mną do chłopaków z zespołu... w końcu obiecałaś że kiedyś ich poznasz – zaznaczył od razu, żebym nie dyskutowała z jego postanowieniem. - Ale..
O Boże.. jest jakieś Ale... - pomyślałam, i wtedy zaczęłam się serio bać, o to, co ten idiota wymyślił.
- Ale... będziesz udawała moją dziewczynę! - wykrzyczał z miną geniusza.
Okej... to był zdecydowanie dziwny pomysł. Zresztą... Harry tylko z takich słynie. Robiąc szybkie kalkulacje w myślach, doszłam do wniosku, że skoro to wymyślił coś takiego, a nie jest to prawdą, to kiedyś się skończy, a mi jest potrzebna pomoc z chemią, więc teoretycznie nic nie tracę, prawda?
- Dobrze. - powiedziałam po chwili namysłu. - Ty jak coś wymyślisz, Styles... - Pokiwałam głową z bezradnością.
- No już nie przesadzajmy. Powiedzmy, że mam w tym swój interes, hm?
- Dobra, niech ci będzie. W takim razie chodźmy do mnie, to zrobimy jeszcze dziś tą chemię. Ale żeby nie było, ja też mam warunek.
- Zamieniam się w słuch.
- Będziemy udawać tylko przez jeden dzień - powiedziałam krótko.
- No w ewentualności... - Zaczął przeciągać. - Ale jeżeli tylko jeden dzień to jest jeszcze jeden warunek. – dodał szybko.
- Jaki? - spytałam podejrzliwie i w tym samym momencie Harry się uśmiechnął i pokazał palcem wskazującym swój policzek. No nie mogę... Jak dziecko! Moje wewnętrzne ja, pokiwało głową z niedowierzaniem. Cmoknęłam Harry'ego w policzek, a chłopak widocznie zadowolony, zgasił silnk, i z wielkim wyszczerzem z niego wyszedł. Otworzył mi drzwi, jak miał w zwyczaju i zamknął je, zamykając również pojazd. Wyciągnęłam klucze z torebki i po wejściu na werandę, otworzyłam drzwi. Nikogo nie było. Mama była jeszcze w pracy, a tata poleciał na delegację do Denver. Zaprosiłam Harrego do środka, odłożyłam torbę i poszłam do kuchni, żeby zrobić nam herbatę. Wróciłam do salonu z parującym napojem w dwóch kubkach, i usiadłam obok chłopaka na sofie. On w tym czasie zdążył włączyć już telewizor i przeskoczyć po połowie kanałów. Zawsze jak do mnie przychodził, czuł się swobodnie 'jak u siebie w domu'. Znaliśmy się prawie od pieluch, tak samo jak nasi rodzice, więc przychodziliśmy do siebie kiedy chcieliśmy, a oni to w pełni akceptowali. Można powiedzieć że ja należałam do jego rodziny, a on do mojej, choć nie byliśmy w żaden sposób spokrewnieni.
- To jak młoda, zabieramy się za chemię? - spytał wyłączając telewizor. Pokiwałam głową w odpowiedzi, i zabraliśmy się do odrabiania pracy domowej.
Nasza nauka minęła dość szybko. Harry bardzo dobrze tłumaczył, a ja szybko zrozumiałam i się nauczyłam. Zajęło nam to nie więcej niż godzinę, więc stwierdziliśmy ze oglądniemy jakiś horror. Chłopak takowe uwielbiał, mnie było to obojętne, chociaż zawsze się ich bałam. Na całe szczęście, gdy Harry był w pobliżu, to zawsze miałam się za kim chować albo do kogo przytulić, więc nie przeszkadzał mi jego wybór. Poszłam jeszcze do kuchni po popcorn a Harry w tym momencie włączył film. Jak się potem okazało, był przerażający. Loczek zawzięcie oglądał a ja co kilka minut się do niego mocniej przytulałam i chowałam niejednokrotnie głowę w jego ramieniu. Dziwię się że jego żebra nie były jeszcze połamane, od mojego coraz bardziej stalowego uścisku.
Gdy film się skończył, poszłam do mojego pokoju na górę po laptopa. Weszłam na facebooka, i twittera, ale nie działo się tam nic ciekawego. Potem wszedł Harry, zaczął odpisywać fankom i co chwilę pokazywał mi jakieś śmieszne filmiki na YouTube. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk otwierania i zamykania drzwi. To musiała być moja mama. Usłyszałam jeszcze krzątanie się po kuchni, dźwięk odkładanych kluczy i nastawienie wody w czajniku.
- Cześć Charlie - krzyknęła mama. - Gdzie jesteś?
- W salonie. - odpowiedziałam jej donośnym głosem, aby usłyszała. Po chwili przyszła  i stanęła oparta o framugę w wejściu do salonu.
- O cześć Harry, jak dawno cię nie widziałam! - powiedziała wyraźnie ucieszona widokiem chłopaka.
- Dzień dobry, ciociu - Harry uśmiechnął się do mojej rodzicielki przyjaźnie.
- Chcecie coś ciepłego do picia? Zaraz będzie kolacja. - poinformowała nas mama, podchodząc do okien i odsłaniając ciemne zasłony, które zasunęliśmy na nasz przerażający seans filmowy.
- Ja poproszę kakao!
- Razy dwa - dopowiedział loczek.
- Dobrze. To idźcie umyć ręce i przyjdźcie do kuchni - postanowiła, a my po ułożeniu po sobie poduszek na kanapie, poszliśmy do łazienki.

Pięć minut później byliśmy już na dole. Usiedliśmy z mamą do stołu i zajadaliśmy się pysznymi kanapkami które zrobiła. Powiedziałam mamie o "zadaniu" od pani Moris. Na początku trochę się zdenerwowała, ale jak jej powiedziałam że już jest zrobione i że Harry mi pomógł, trochę się uspokoiła. Reszta wieczoru minęła w luźnej atmosferze, na pogaduchach przy kubkach pysznego kakao z bitą śmietaną.
- Dziękuję za kolację ciociu, była pyszna. - Harry wstał powoli od stołu, zabierając z niego brudne naczynia i wstawiając je do zmywarki. - Ja już może będę się zbierał.
- Dobrze, pozdrów rodziców! - Mama przyjaźnie się do niego uśmiechnęła, a ja odprowadziłam chłopaka do korytarza.
- Dzięki, że wpadłeś i mi pomogłeś - Podziękowałam mu z wdzięcznością w głosie. Gdyby nie on, to nie wiem, jak sama bym to ogarnęła.
- Do zobaczenia jutro Charlie, napiszę ci sms'a o której po ciebie będę - Podszedł do mnie i cmoknął mnie w policzek.
- Nie ma sprawy. Dobranoc, Harry. - uśmiechnęłam się delikatnie. Wróciłam do kuchni a chłopak poszedł. Usłyszałam tylko odgłos zamykanych drzwi i warkot silnika samochodu, kiedy odjeżdżał. Posprzątałam po sobie i dopiłam kakao.
- Ja lecę do siebie na górę, mamuś. Dzięki za kolację! - podziękowałam i pobiegłam po schodach na górę. Wykąpałam się, przebrałam w piżamę, położyłam do łóżka i rozmyślałam nad wszystkim, a szczególnie nad jutrzejszym spotkaniem u chłopaków z zespołu Harry'ego. Czuję, że to będzie ekscytujący dzień. W zasadzie, to czemu wcześniej ich nie poznałam? Harry wiele razy mi to proponował, ale zawsze nie było czasu, to chyba dlatego... Nie miałam zielonego pojęcia, czego się spodziewać, a przede wszystkim czy to był dobry pomysł by zgodzić się na udawanie jego dziewczyny. Niby miało to trwać jeden dzień, ale kto wie, jak oni to przyjmą i po co tak naprawdę Harry to wymyślił?
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk przychodzącego sms'a i po sprawdzeniu upewniłam się, że to Harry.

" Będę po Ciebie jutro o 10. Dobranoc mała. ;* " 

Po przeczytaniu wiadomości mimowolnie się uśmiechnęłam pod nosem i wklepałam w ekran komórki:

"Ok. Całusy, śpij dobrze! xx. "
-Dostarczono wiadomość do: Harry - pojawił się komunikat na ekranie telefonu. Odłożyłam komórkę na szafkę nocną, zawinęłam się w kołdrę i po niedługiej chwili zasnęłam, zmęczona całym dzisiejszym dniem.