środa, 17 lipca 2013

Rozdział 7 (II część)

Jesteśmy – chłopcy wparowali do garderoby, zdecydowanie zmęczeni, ale zadowoleni. To było niesamowite, jak oni kochali to co robili.
- Jak koncert? – spytałam odkładając kubek z kawą.
- Super... nasi fani są tak niesamowici... – westchnął Harry siadając obok mnie, obejmując mnie ramieniem i całując krótko w usta.
- Nie wiem czy słyszałyście, ale byli tak głośni, że chyba nie będę słyszał przez następny tydzień – jęknął Louis dołączając do siedzących na kanapie.
- I tak nie przebiją tych fanów w Chicago – zaśmiał się blondynek – Tam to dopiero było hardcorowo...
- Noo... to był jeden z zdecydowanie tych najgłośniejszych – dodał Zayn – Ale za to jak pięknie i głośno z nami śpiewali... to było super – uśmiechnął się i nalał sobie wody do szklanki.
- Idę się przebrać, kochanie – Harry szepnął mi do ucha i wstał, udając się do garderoby obok.
Siedzieliśmy z chłopakami i prowadziliśmy dyskusję, na temat fanów i koncertów. Chłopcy opowiedzieli mi o jednej z fanek za Szwecji, która schowała się w koszu na śmieci, prawdopodobnie po to, żeby dostać się niezauważona do budynku, w którym byli.
„Ludzie to mają pomysły...” westchnęłam w myślach i słuchałam opowiadania blondynka o jego ciekawych przypadkach ze zwariowanymi fankami.
- Zbieramy się? – spytał Hazza podchodząc do mnie.
- Jasne – powiedziałam i wstałam powoli biorąc kule do rąk.
- Cześć chłopaki, my jedziemy już do hotelu – pożegnaliśmy się z resztą i poszliśmy.
Jechaliśmy samochodem, wypożyczonym przez Harrego. Chłopak pytał się mnie, co robiłyśmy z Lou... Opowiedziałam mu, że obiecałam Lou pomoc, przy przygotowaniu strojów na ich koncert, dopóki nie znajdzie zastępstwa na miejsce jej starej asystentki. Harry zaproponował, że mnie jutro rano zawiezie do stylistki.
Podjechaliśmy pod hotel. Harry zaparkował i pomógł mi wysiąść z samochodu. Poszliśmy do naszego pokoju w apartamencie i chłopak poszedł wziąć prysznic a ja w tym momencie się przebrałam w krótkie spodenki do spania i koszulkę na ramiączkach. Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać książkę. Długo nie minęło od wyjścia chłopaka z łazienki i bardzo skutecznie, zaczęły mnie rozpraszać delikatne pocałunki Harrego składane chyba na każdym możliwie odsłoniętym milimetrze mojej skóry. Próbowałam nie dać mu tej satysfakcji i nadal czytać książkę, ale po prostu nie mogłam...
Jego usta były naprawdę wszędzie i powodowały przyjemne mrowienie na skórze, na której przed chwilą były.
- Harry – jęknęłam, a brunet wyszczerzył się z triumfalnym uśmieszkiem.
- Wiedziałem, że się w końcu złamiesz – powiedział uradowany – Chodź już spać, a nie czytaj... późno już... – westchnął.
Siłę przekonywania to on miał, jak popatrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczami, to momentalnie odłożyłam powieść na stolik nocny i zgasiłam lampkę. Położyłam się na boku i poczułam jak chłopak przysuwa się do mnie i obejmując mnie od tyłu wtula się w moje małe ciało.
- Tylko po to miałam przestać czytać? Bo musiałeś się do kogoś przytulić – zaśmiałam się z niego.
- Jak wiesz, działasz na mnie lepiej niż lek nasenny, kiedy leżysz obok – zamruczał mi do ucha i musnął moją szyję ustami. Jego ciepła dłoń wylądowała na brzuchu i wsunęła się pod koszulkę. Zaczął gładzić dłonią mój brzuch i malować na nim bliżej nieokreślone znaki.
- Kiedyś tam będzie moja Darcy – westchnął uśmiechnięty.
- Jaka Darcy? – spytałam odwracając do niego lekko głowę.
- Moja córeczka będzie się nazywać Darcy – powiedział chłopak i uśmiechnął się tak chłopięco... Na jego policzkach pojawiły się te kochane przeze mnie dołeczki.
- A skąd wiesz, że kiedykolwiek Ci urodzę dziewczynkę? Może urodzę Ci drużynę piłkarską? – spytałam rozbawiona – A poza tym skąd takie wielkie plany na przyszłość? Do dzieci to my chyba mamy jeszcze czas – westchnęłam.
- A nic... tak mówię... a co do tego, że to na pewno będzie dziewczynka, to takie przeczucie. Ja to po prostu wiem – stwierdził chłopak.
- Mhm... – mruknęłam i obróciłam się spowrotem, żeby zasnąć. Jeżeli to, że działałam na niego jak leki nasenne było prawdą, to on działał na mnie równie dobrze. Chwilę po zamknięciu oczu udałam się w objęcia Morfeusza.

***

- Harry, chodź bo się spóźnimy – krzyknęłam na chłopaka, kiedy ten pakował coś do pudełka na śniadanie.
- Już idę... nic się nie stanie jak spóźnimy się pięć minut – powiedział pewnym głosem.
- Co ty tam w ogóle masz? – spytałam patrząc na zamknięte pudełko w dłoniach Harrego.
- Twój najukochańszy na świecie chłopak, zrobił Ci drugie śniadanie, żebyś przypadkiem nie zemdlała tam u Lou... – wyszczerzył się zadowolony – Nie powinnaś zażywać leków na pusty żołądek – powiedział stanowczo i otworzył przede mną drzwi wyjściowe.
Zeszłam na dół kuśtykając i wsiadłam do samochodu. Hazza zawiózł mnie do Lou, a sam pojechał gdzieś coś załatwić. Wyszłam na górę i znalazłam kobietę w garderobie jak dopasowywała stroje na manekinach.
- Cześć – przywitałam się z blondynką.
- Cześć Charls! Dziękuję, że przyszłaś.
- Jeszcze nic nie zdążyłam zrobić a już mi dziękujesz – zaśmiałam się i usiadłam przy jednym ze stolików – To jakie plany na dziś?

Robiłyśmy ze strojami chłopaków dobre kilka godzin. Lou powiedziała, że jutro rano chłopcy muszą do niej wpaść na przymiarki i wtedy zrobimy poprawki na naszych projektach.
- Odwieźć Cię do domu? – spytała Lou, zbierając swoje rzeczy.
- Jeżeli to nie byłby problem – uśmiechnęłam się do niej – tylko chwilkę poczekaj, napiszę Harremu, żeby się nie martwił, że wracam z Tobą – wyciągnęłam komórkę i napisałam do chłopaka sms’a. Już po chwili otrzymałam wiadomość zwrotną.
„Dobrze, w takim razie czekam w hotelu, kochanie x.”
Uśmiechnęłam się sama do siebie i poszłam za Lou. Kobieta zamknęła garderobę na klucz i razem poszłyśmy na parking do jej samochodu. Wsiadłyśmy i w spokoju jechałyśmy do hotelu, rozmawiając po drodze. Nagle usłyszałam dźwięk dzwonka telefonu, ale nie był to mój telefon. Lou szybko sięgnęła po urządzenie i odebrała.
- Halo?
- Tak to ja... – jak ja nie lubię słyszeć tylko jedną stronę rozmowy...
- Oh, tak? Świetnie – na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu.
- W takim razie spotkajmy się jutro o godzinie 8 rano – powiedziała i po chwili podała adres.
- Dziękuję, do zobaczenia. – wyłączyła się a na jej twarzy widniał szeroki uśmiech.
- Mamy chyba problem z głowy – powiedziała do mnie odkładając komórkę na bok, do torebki.
- Co masz na myśli? – spytałam zaciekawiona.
- Dzwoniła do mnie właśnie dziewczyna, niejaka Abigail, która jest zainteresowana pracą asystentki u mnie. Powiedziałam jej, żeby przyjechała do mnie jutro na 8.00 jak zaczniemy pracę, bo z chłopcami jestem umówiona na 8.30 – uśmiechnęła się.
- Oh, to super – podzieliłam jej entuzjazm – To przyjadę o 8 jeśli potrzebujesz jeszcze pomocy.
- Jak tylko masz czas, to chętnie. W końcu nie wiem co ta dziewczyna potrafi, więc lepiej mieć jakiś plan B. – powiedziała i skręciła na parking pod hotelem.
- Ok. Dzięki za podwózkę, będę w takim razie jutro o 8.00. Do zobaczenia – pożegnałam się i wysiadłam z samochodu, zatrzaskując drzwi.
- Papa – Lou mi pomachała i odjechała z parkingu w stronę miasta.
Poszłam do hotelu i moim celem momentalnie okazał się nasz pokój. Weszłam do środka i zobaczyłam Hazzę, leżącego na łóżku z laptopem na kolanach.
- Cześć, skarbie – jego twarz przyozdobił promienny uśmiech, gdy tylko mnie zobaczył.
- Hej – mruknęłam i odłożyłam kule na bok, siadając na wygodnym materacu.
- Jak Ci minął dzień? – spytał odkładając laptopa na bok i klepiąc miejsce obok siebie. Wsparłam się na ramionach i przysunęłam do niego, siadając wygodnie i wtulając się w jego ciało.
- Dobrze, ale jestem trochę zmęczona – westchnęłam – Na szczęście, jeszcze jutro pojadę pomóc Lou i możliwe, że uda jej się zatrudnić nową asystentkę – uśmiechnęłam się do niego, podczas gdy on bawił się moimi rozpuszczonymi lokami.
- Jedziesz na przymiarki, czy wcześniej? – spytał zaciekawiony.
- Wcześniej. Lou umówiła się z tą dziewczyną na jutro, na 8.00 rano. Wy macie tam być o 8.30 z tego co wiem...
- To pojedziemy razem i poczekam z Tobą te pół godziny – zaproponował, na co od razu się zgodziłam.
- Masz na dziś jakieś plany, czy lenimy się do końca dnia? – spytałam.
- Mamy z chłopakami próbę do jutrzejszego koncertu – westchnął – Ale potem jestem cały twój – uśmiechnął się i pocałował mnie w skroń – W zasadzie, to powinienem się już zbierać – wstał z łóżka i zaczął szukać swojej marynarki. Gdy znalazł, założył ją na siebie i zaczął wkładać buty.
- Odpoczywaj, kochanie.
- Szczerze powiedziawszy, to chyba zaraz zasnę – zaśmiałam się pod nosem.
- Tylko nie zapomnij o lekarstwach – powiedział ostrzegawczo, jakby był moją mamą, która przypominała mi o wszystkim, na każdym kroku. Trochę mnie to irytowało, ta jego nadopiekuńczość. Wiem, że się martwił, ale czasem trochę przesadzał i czułam się przytłoczona jego opieką. „Nie masz na co narzekać...” powiedział mi mój wewnętrzny głos. 
Chłopak wyszedł z pokoju i zostałam zupełnie sama. Zaświeciłam lampkę przy łóżku i wzięłam się za czytanie.

***

Na tej próbie mieliśmy naprawdę niezły wycisk. Byłem mega zmęczony i jedyne o czym marzyłem, to wrócić do Charlie i pójść spać. Zebraliśmy się z chłopakami w dość szybkim tempie, bo Paul nie dał nam wszystkim taryfy ulgowej, każąc powtarzać niektóre piosenki.
- Spać, spać, spać, spać... – zaczął powtarzać Horan kładąc się na kanapie.
- Jak będziesz to tyle razy powtarzał, to na pewno nie pójdziesz szybciej spać – westchnął Zayn przysysając się do butelki z wodą.
- Nie wiem jak wy, ale ja już idę do samochodu – poinformował nas Tommo i skierował się do wyjścia.
- Ja też – dodałem i poszedłem za nim. Wyszliśmy na zewnątrz. Zimne powietrze zaatakowało nasze rozgrzane i spocone od skakania na scenie ciała. Poszliśmy oboje szybkim tempem do samochodu i wsiedliśmy do niego. Chwilę po nas, pojawiła się tam reszta i wszyscy pojechaliśmy do hotelu.
Gdy byliśmy na miejscu wyjechaliśmy windą na nasze piętro. Ziewając zacząłem przekręcać klucz do naszego apartamentu i wszyscy zaczęli rozchodzić się po swoich pokojach. Otwarłem drzwi do naszego i zobaczyłem cudowny widok. Na łóżku, przy zapalonej lampce spała moja dziewczyna z książką w ręce. Wyglądała tak uroczo, kiedy spała z lekko rozchylonymi ustami... Wyciągnąłem komórkę i zrobiłem jej zdjęcie. Chowając urządzenie do kieszeni, wyjąłem jej ostrożnie książkę z rąk i położyłem obok. Ściągnąłem jej jeansy, na co zaczęła trochę się rozbudzać, ale była tak nieprzytomna, że gdy zobaczyła co się dzieje odwróciła się i wtulając w poduszkę poszła spać dalej. Przykryłem ją kołdrą i sam poszedłem do łazienki wziąć szybki prysznic i się przebrać. Wróciłem do niej i wskakując pod ciepłą, zagrzaną kołdrę zgasiłem lampkę i zasnąłem.

***

Z głębokiego snu wyrwał mnie dźwięk budzika ustawionego w komórce. Nie mogąc wytrzymać nieprzyjemnego jazgotu wymacałem urządzenie na stoliku i czym prędzej je wyłączyłem. Odwróciłem się na drugi bok, chcąc się przywitać z moja dziewczyną i kiedy otwarłem powieki jej tam nie było. Zacząłem się zastanawiać, gdzie się może podziewać kiedy szum wody w łazience, tylko upewnił mnie w przekonaniu, że moja druga połówka się kąpie. Wstałem ślamazarnym krokiem i ruszyłem w kierunku szafy. Wyciągnąłem z niej strój na dziś i położyłem na łóżku. Zapukałem do białych drzwi łazienki i usłyszawszy ciche ‘proszę’ wszedłem do środka. Dziewczyna stała przy lustrze w samym ręczniku i myła zęby.
„Jak to jest możliwe, że ona nawet a samym ręczniku wygląda seksownie?”
- Cześć skarbie – cmoknąłem ja w policzek, a ona tylko coś bąknęła pod nosem w stylu ‘cześć’ z buzią całą zapchaną pastą do zębów. Puściłem wodę i umyłem zaspaną twarz. Potem wziąłem się za czyszczenie zębów. Gdy skończyłem wszystkie czynności w łazience, wróciłem do pokoju, w którym dziewczyna szukała ubrania w szafie. Chwyciłem swoje i poszedłem się przebrać.
Była godzina 7.50 i za dziesięć minut byliśmy umówieni z Lou. Wziąłem torebkę Charlie i poszedłem razem z dziewczyną na dół. Kiedy wychodziliśmy słyszałem jak pozostała czwórka wstaje.
Dzięki temu, że była to dość wczesna pora ominęliśmy korki i zdążyliśmy na czas. Weszliśmy do gabinetu Lou, w którym siedziała kobieta z jakąś młodą blondynką.
- Hej Lou – przywitałem się ze stylistką a zaraz po mnie zrobiła to wchodząca do pomieszczenia Charlie.
- Cześć Harry, Charlie – kobieta uścisnęła nas oboje – Poznajcie moją nową asystentkę, Abigail – pokazała na drobną blondynkę siedzącą naprzeciwko. Dziewczyna podała nam dłoń przedstawiając się. Na oko wydawała się być bardzo miła i przede wszystkim cicha i spokojna. Usiadłem na kanapie i zająłem się czytaniem tweetów od fanów, kiedy Charlie z Lou i Abby coś przygotowywały, tłumacząc nowej kilka spraw.
- Harry, czy byłbyś taki dobry i przymierzył swój strój? Miałabym przynajmniej Ciebie z głowy przed przybyciem całej reszty... – westchnęła Lou i podała mi moje ubrania.
- Jasne – odebrałem od niej ubrania i zostawiając na kanapie komórkę poszedłem się przebrać. Gdy byłem już gotowy wyszedłem i pokazałem się dziewczynom. Abby poprawiła kilka rzeczy i stwierdziła, że jest ok. Poszedłem pod profesjonalne oko Lou, i kiedy ta stwierdziła, że nie trzeba nic poprawiać, przebrałem się spowrotem w swoje rzeczy.
Siedzieliśmy wszyscy rozmawiając na kanapie i popijając kawę. Czekaliśmy na resztę, która trochę się spóźniała... Napisałem sms’a do Zayna i po chwili odpisał mi:
„Zaraz będziemy!”
Rozmawialiśmy dalej z nowo poznaną blondynką, kiedy do pomieszczenia wparowała reszta One Direction.
- Sorry Lou, ale staliśmy w... – Tommo nie dokończył, bo jego wzrok zatrzymał się na Abigail.
- Korku – dokończył Liam klepiąc Louisa po plecach i śmiejąc się pod nosem.
- Taa.. korku – westchnął brunet nadal nie spuszczając wzroku z dziewczyny. Znałem ten jego wzrok... był dokładnie taki sam, kiedy poznał Charlie. Jeżeli w ogóle ten nie był bardziej intensywny.
- Cześć, jestem Abigail – przedstawiła się dziewczyna podchodząc kolejno do Nialla, Zayna, Liama i na końcu Louisa. „Ja już widzę, co się tu święci...” zaśmiałem się w duchu i widziałem, że reszta chyba podziela moje zdanie w stu procentach. Kiedy przyszło do przymierzania ubrań, Tommo, który zazwyczaj najbardziej jęczał przy tego typu czynnościach, zgłosił się jako pierwszy na ochotnika do przymiarek. Siedząc na kanapie z moją dziewczyną, którą obejmowałem ręką, cicho się oboje śmialiśmy widząc to przedstawienie przed nami. Louis koniecznie, desperacko chciał, żeby dziewczyna go zauważyła. Chyba mu się tu udało, kiedy wychodząc w samych bokserkach z garderoby po spodnie, wpatrywał się w nią i wpadł na wieszak z ubraniami, lecąc razem z nim na ziemię i robiąc przy tym głośny huk. Dziewczyna zaśmiała się cicho, i pomogła Louisowi wstać. Tomlinson jak na dżentelmena przystało pomógł dziewczynie zbierać wszystko z ziemi, stojąc w samych bokserkach... Boże, co to był za widok!

_____________
Uhh... wyrobiłam się na dziś! :D Szczerze, to ten rozdział jest taki trochę nijaki... średnio mi się podoba, nie wiem jak wam. Przepraszam za to, że nie jest poprawiony jakoś szczególnie, ale mi się nie chciało bo głowa mnie boli..
Zaraz idę poprawić ten długi i ew. coś dopisać... wiecie, że jak coś się napisze, to dopiero dzień później czytając to drugi raz, wychodzi jakie to jest... Idę więc sprawdzić, czy cokolwiek udało mi się z tego co chciałam tam napisać.
Dobra, już lepiej nic nie mówię, tylko idę poprawiać. Miłego dnia! :)
PS. Nie wiem czy chcecie, ale jutro rano wyjeżdżam na cały dzień do koleżanki i nie wiem czy uda mi się dodać rozdział 8...  więc mogę go dodać albo jeszcze dzisiaj, albo SPRÓBOWAĆ dodać go jutro rano, albo będzie za dwa dni. Wybór należy do was, bo rozdział jest napisany i leży tylko czekając na poprawki ;)
No to miłego dnia misiaczki!
Kocham was wszystkich! xx.

poniedziałek, 15 lipca 2013

Rozdział 6 (II część)

- Kocham Cię Charlie – wypowiedział te słowa i jego twarz zaczęła się niebezpiecznie przybliżać, do mojej. Widziałam jak spogląda na moje lekko rozchylone usta. Wryło mnie... nie wiedziałam co robić. „Przecież kochasz Harrego...” odezwał się dobrze znany głos w głowie. W momencie otrzeźwiałam i gwałtownie odsunęłam się od ust Louisa, którym brakowało dosłownie kilku milimetrów do moich.
„Kurwa, niedobrze...” dopiero teraz zaczęłam zdawać sobie sprawę, z tego co on do mnie powiedział. Teraz mu się zebrało na wyznania miłosne? Serio? Zaczęłam trochę panikować. Serce biło mi jak jakiś młot. Nie mogłam powstrzymać zaskoczenia i lekkiego drżenia rąk.
Popatrzyłam na chłopaka. Gdy się zorientował, że odsunęłam się od niego był nieco zdziwiony.
- Lou... – zaczęłam drżącym głosem – J-Ja..i Ha-arry... my jesteśmy razem. Ja nie mogę – wydukałam i popatrzyłam na jego reakcje. Chłopak momentalnie się zasmucił i spuścił głowę.
Widać było, że nie tego się spodziewał... Ja zresztą też nie sądziłam, że to się stanie... myślałam, że odpuści... Sięgnęłam po jego rękę i wzięłam do swojej.
- To nie znaczy, że nie jesteś dla mnie ważny... ale zrozum. Kocham Harrego. Ty jesteś dla mnie już tylko dobrym przyjacielem... – westchnęłam.
Chłopak podniósł głowę i swoim przeszywającym wzrokiem popatrzył mi w oczy.
- Pamiętaj, że jeżeli by Ci nie wyszło z Harrym, ja zawsze będę czekał – złożył delikatny pocałunek na moim policzku i wysuwając swoje ręce z moich, wstał z łóżka i skierował się do wyjścia. Poczułam jak moje oczy robią się mokre, od napływających łez.
Ugh... czemu to wszystko jest takie trudne.
- Louis – zatrzymałam chłopaka prawie przed drzwiami. Stanął i odwrócił się z nadzieją w moją stronę – Nie czekaj na mnie... znajdź sobie kogoś... znajdziesz kogoś, kto będzie Cię kochał, kogo Ty będziesz kochał... proszę Cię. Nie marnuj sobie życia przeze mnie... – ostatnie zdanie prawie szepnęłam czując jak po moim rozgrzanym policzku spływa łza. To było dla mnie trudne...
Chłopak podszedł do mnie i złapał ze mną kontakt wzrokowy.
- Byłaś jak dotychczas najlepszym, co mnie w życiu spotkało – pogładził swoją dłonią mój policzek, ocierając zabłąkaną łzę – Nie jest tak łatwo się odkochać...
Poczułam jak robi mi się słabo i przed oczami pojawiają mi się mroczki. Zamrugałam kilka razy gwałtownie i powoli zataczając się wstałam – Przepraszam, ja tylko... – nie zdążyłam dokończyć, tylko osunęłam się w ramiona bruneta, tracąc powoli świadomość tego, co się dzieje dookoła mnie. Słyszałam jak woła chłopaków i zauważyłam jak do pokoju wpada przerażony Harry, a zaraz za nim reszta chłopaków. Widziałam zamazany obraz i nic nie słyszałam... po prostu nie kontaktowałam co się dzieje dookoła mnie. Jakby ktoś nagle przygasił światło i zaczął tobą kręcić w prawo i lewo. Zataczać kółka i wyłączył dźwięk. To tyle co pamiętam. Potem była znów ta przerażająca i wszechogarniająca ciemność.

*** Perspektywa Harrego ***

Siedziałem w pokoju i czekałem na Charlie. Wykorzystując chwilę czasu, rozpakowałem walizki. Właśnie zająłem się wkładaniem do szafy równo poskładanych przez dziewczynę podkoszulków, kiedy usłyszałem donośny krzyk Louisa, wzywający pomocy. Czym prędzej wybiegłem z pokoju i wpadłem do Louisa. Zauważyłem jego, trzymającego półprzytomną brunetkę w ramionach. Podbiegłem szybko do nich i biorąc ją w ramiona, z małą pomocą Louisa, położyliśmy ją na łóżku. Usiadłem obok niej i próbowałem ją ocucić. Louis w tym czasie wziął poduszki i podłożył pod jej nogi, żeby miała je wyżej od tułowia.
- Hej... mała... – mówiłem do niej lekko potrząsając jej ramiona. Patrzyłem uważnie na jej twarz, kiedy zaczęła powoli otwierać oczy i popatrzyła nieprzytomnym wzrokiem na mnie.
- Leż – nakazałem jej, kiedy próbowała gwałtownie się podnieść. Wziąłem od Nialla wodę, którą przyniósł w międzyczasie i tabletki.
- Czy ktoś może mi wytłumaczyć, co się tu dzieje? – spytał spanikowany i zmartwiony Tomlinson – Co jej się dzieje? Czemu zemdlała?
- Albo nie zażyła leków, albo była w mocno stresującej sytuacji – popatrzyłem na niego z wyrzutem, domyślając się, że to mogło być przez niego.
- Jakie leki do cholery? Przecież ona nie jest chora! – zmarszczył brwi w zastanowieniu, po czym na jego twarzy pojawiła się pytająca mina, skierowana do mnie.
- Jak byliśmy na wycieczce w górach, to też zemdlała, tylko tak upadła, że złamała nogę i głęboko rozcięła. Zawiozłem ją do szpitala i zrobili jej badania. Okazało się, że ma niedobór żelaza w organizmie, który wywołuje anemię. W stresujących sytuacjach, lub jak nie zażyje żelaza i witamin, może omdleć, lub mieć krwotok z nosa, zawroty głowy i tak dalej... – westchnąłem i pomogłem dziewczynie usiąść na łóżku. Podałem jej tabletki i wodę, które chwilę później zażyła.
- Oh... – tylko tyle wydobyło się z ust Tomlinsona.
- Możemy iść do siebie- usłyszałem ciche pytanie z ust mojej dziewczyny.
- Jasne, skarbie. Chodź – pomogłem jej wstać, lecz gdy się znów zachwiała na nogach, stwierdziłem, że rozsądniej będzie wziąć ją na ręce. Szybko podniosłem jej ciało i zaniosłem ją do naszego pokoju. Położyłem na łóżku i zamykając uchylone drzwi, położyłem się obok niej.
- Co tam się stało? – spytałem bawiąc się włosami dziewczyny. Uwielbiałem jej długie, brązowe loki... były takie ładne, miękkie i ślicznie pachniały. Popatrzyłam na jej twarz i zauważyłem na niej grymas... Coś jest nie tak – podpowiadało mi drugie ja.
- Obiecałem Ci, że będziesz mogła mi powiedzieć wszystko i że zawsze Ci pomogę... – westchnąłem widząc, jak dziewczyna spuszcza wzrok, żeby nie pokazać mi łez, które zbierają jej się powoli pod powiekami – Czy Louis Cię skrzywdził? – spytałem spokojnie, próbując jakoś jej pomóc w powiedzeniu prawdy. Dziewczyna pokiwała przecząco głową.
„Ma Tomlinson szczęście...”
- Aniołku... proszę powiedz mi co się stało? Czemu płaczesz? – pogładziłem ją po policzku i złapałem za podbródek, żeby popatrzyła w końcu na mnie.
- Louis.... on powiedział, że nadal mnie kocha i chciał mnie pocałować – na ostatnie wypowiedziane przez dziewczynę słowo, krew zaczęła gotować mi się w żyłach i dłonie zacisnęły się w pięści.
„Chyba już nie takie wielkie...”
Widząc moją reakcje momentalnie dodała – Ale nie... on jeszcze nie wiedział, że jesteśmy razem... powiedziałam mu to dopiero po tym, ale on powiedział, że nadal mnie kocha... – dziewczyna westchnęła pociągając nosem – Ja nie wiem Harry... co ja zrobiłam źle? Chciałam w końcu być szczęśliwa, mam Ciebie, a on tak cholernie musi upierać się przy swoim. Czemu nie może odpuścić i mi tego ułatwić? Tak by było lepiej dla nas obojga... znalazłby kogoś, kto jest wart jego uśmiechu i miłości... – ciągnęła swoją wypowiedź – Powiedz mi, co ja takiego zrobiłam źle...? – wtuliła się w moją klatkę piersiową a z jej oczu poleciały łzy. Zacząłem ją kołysać w ramionach szeptając jakieś uspakajające słowa. No właśnie? Co zrobić? Tak bardzo chciałbym jej doradzić i pomóc, a sam nie ogarniam zachowania Tomlinsona...
- Będzie dobrze, mała... coś wymyślimy... na pewno – ostatnie zdanie dodałem, jakby przekonując nie tylko brunetkę, ale też siebie.

***

Następnego dnia obudziłam się sama. Zdziwiłam się, kiedy zobaczyłam, że Harrego przy mnie nie ma. Podniosłam się na łokciach i oglądnęłam pokój. „Tam go też nie ma...” westchnęłam i już miałam wstawać kiedy moją uwagę przykuła karteczka leżąca na jego poduszce, z zapisanym, jego starannym pismem, tekstem. Wzięłam skrawek papieru do ręki i przeczytałam:
„Dzień dobry skarbie! Przepraszam, że budzisz się sama, ale mieliśmy małą awarię ze strojami na dzisiejszy koncert i musiałem jechać z Niallem i Zaynem do Lou :(
Obiecuję, że jak tylko wrócę, to jakoś Ci to wynagrodzę.
Kocham Cię! Harry x.”
Uśmiechnęłam się mimowolnie i odłożyłam karteczkę na bok. Chwytając do rąk kule, wstałam powoli z łóżka i skierowałam się do łazienki. Trochę ciężko było mi się myć, z gipsem na nodze, ale jakoś sobie poradziłam, wymyślając na to genialny patent.
Wyszłam ubrana w świeże ciuchy i moim celem była kuchnia. Włączyłam czajnik i sięgnęłam po szklankę. Próbowałam dosięgnąć po herbatę, ale nie dość, że byłam za niska, nie mogłam stanąć na palcach, żeby do niej dosięgnąć.
- Cholera – przeklęłam pod nosem – czy oni zawsze muszą tak wysoko ją stawiać? – powiedziałam sama do siebie i zrezygnowałam, kiedy ktoś złapał mnie w talii, odsunął i sięgnął po pudełko z herbatą.
- Proszę – usłyszałam głos Louisa i trochę zamarłam.
- D..ddzięki – wydukałam z siebie jak niepełna rozwoju i nerwowo zaczęłam otwierać kartonik z saszetkami herbaty w środku.
- Możemy porozmawiać? – spytał cicho brunet sięgając po osobną szklankę i również przyrządzając sobie napój.
- Emm... wiesz co... Louis, nie zrozum mnie źle, ale my chyba nie mamy o czym rozmawiać. Nie chcę znów wyłożyć się tu jak długa, chyba pamiętasz jak wczoraj się to skończyło – powiedziałam niepewnie i zalałam wrzątkiem mój kubek. Chwyciłam kule do ręki i próbowałam równocześnie złapać gorące naczynie, ale niezbyt mi to wyszło.
- Poczekaj – zatrzymał mnie chłopak i wziął ode mnie kubek – Ja Ci go wezmę... jeszcze wylejesz na siebie po drodze tą herbatę... – westchnął i poszedł z dwoma kubkami do salonu. Wzięłam kule do rąk i poszłam za nim. Usiadłam wygodnie na kanapie obok chłopaka i wzięłam napój do ręki.
- Słuchaj ... – zaczął trochę łamiącym się głosem – Przepraszam. Nie chciałem, żeby to tak wyszło... Kochasz Harrego, a ja... ehh... – westchnął – Ale wiedz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Nie chcę w tak głupi i egoistyczny sposób przekreślić naszej przyjaźni. Gdybyś kiedyś miała jakikolwiek problem, wal śmiało. Naprawdę mi na Tobie zależy, ale wiem, że już nigdy nie będzie nas nic łączyć w ten sposób jak kiedyś... – uśmiechnął się blado.
- Dziękuję - szepnęłam wzruszona i wtuliłam się w jego ciepłe ciało – Dziękuję za to, że zrozumiałeś i wiem, że zawsze mogę na Ciebie liczyć... – uśmiechnęłam się z ulgą i odsunęłam od chłopaka.
- To co? Przyjaciele? – powiedział wystawiając do mnie rękę.
- Przyjaciele – potwierdziłam, ściskając jego dłoń.
Zaczęliśmy normalnie rozmawiać, nie wracając już do incydentu z wczoraj i ostatnich wydarzeń, które tak nas poróżniły. Dobrze mi się z nim rozmawiało... jak z przyjacielem.
Nasze głupie rozmowy, na tak banalne tematy przerwał nam nie kto inny, jak Niall, Zayn i mój chłopak wpadający do apartamentu.
- Cześć, skarbie – podszedł do mnie i wpił się w moje usta.
- Hej – mruknęłam łapiąc oddech – Jak tam? Wszystkie poprawki się udały? Co się w ogóle stało, że Lou miała awarię? – spytałam.
- A lepiej nie gadać... jej asystentka, która miała notatki na temat naszych strojów i miała przygotować je nam trzem, miała wypadek i leży w szpitalu. Okazało się, że ubrania są dopiero zaczęte i trzeba je nam na dziś wieczór uszyć – wytłumaczył Harry – A Lou nie mogła w tak szybkim tempie znaleźć odpowiedniego zastępstwa i od samego rana siedzi w pracowni i szyje...
- Jejku... mogłeś mi powiedzieć. Bierz kluczyki do samochodu i mnie tam zawieź, przecież jej pomogę! – powiedziałam szybko, zdecydowanym tonem.
- To Ty umiesz szyć – Hazza nie krył zdziwienia a ja miałam ochotę mu przywalić poduszką, która leżała obok, w tą śliczną twarzyczkę.
- Harry, skarbie... czy kiedykolwiek w to wątpiłeś? Chyba każda kobieta umie coś uszyć, lub zwęzić, czy skrócić spodnie... Może chociaż na tyle się przydam Lou. A poza tym, nie pamiętasz jak kiedyś szyliśmy stroje na przedstawianie? W sumie to wszystko ja uszyłam, bo ty sobie ciągle igły wbijałeś w palce – pokazałam mu język.
- Dobra... w takim razie chodź – podał mi rękę i pomógł wstać z fotela. Chwyciłam kule i zeszliśmy z Harrym na dół do samochodu.

***

Lou prawie całowała mnie po rękach, kiedy przyjechałam jej pomóc. Miała strasznie dużo roboty, i musiała się z tym uwinąć w trzy godziny. Hazza postanowił, że zostanie już do koncertu i dotrzyma nam towarzystwa. Podczas gdy ja skracałam rękawy jego marynarki od wziął sobie jakiś niepotrzebny skrawek materiału i próbował mi udowodnić, że umie szyć.
Lou robiła coś na maszynie ze spodniami Louisa, kiedy ja skończyłam robić z marynarką chłopaka. Pokazałam moje dzieło Lou.
- Super – uśmiechnęła się do mnie dziękując i poprosiła Harrego, żeby przymierzył cały swój strój na koncert. Chłopak wziął ode mnie swoją marynarkę i poszedł się przebrać. Ja w tym czasie wzięłam jego ‘dzieło’ i przyglądając mu się, zaczęłam się głośno śmiać.
Podeszłam do Lou i pokazałam jej to, co Harry uszył, kiedy ona zdążyła zwęzić jedne spodnie i skrócić drugie, a ja zrobiłam z marynarką Harrego.
Hazza na białym kawałku szmatki, wyszył niebieskie, koślawe oczy i czerwony uśmiech, który bardziej przypominał zygzak.
- Z czego się tak śmiejecie – spytał chłopak poprawiając rękawy marynarki i wychodząc z garderoby. Pokazałam mu jego dzieło i wpadłam w paniczny atak śmiechu – Ejj... zostaw mojego Ed’a! – krzyknął wyrywając mi szmatkę.
- Ed’a? Czy ty to nazwałeś, czy to miał być portret twojego przyjaciela, Sheerana? – spytałam powstrzymując się od kolejnego wybuchu.
- Spadaj! Nie każdy ma taki talent jak Ty kochanie – powiedział a ja wzięłam ponownie szmatkę z uśmieszkiem, zrobiłam jej zdjęcie i wchodząc na twittera opublikowałam:
„Dzieło @harrystyles przedstawiające @edsheeran hahahahaha :D”

***

Nadszedł czas koncertu. Na szczęście, wyrobiłyśmy się z Lou na pół godziny przed koncertem, tak, że chłopcy mogli poprzymierzać ubrania, a my mogłyśmy sprawdzić, czy wszystko jest ok.
- Nawet nie wiem jak Ci podziękować – kobieta opadła na kanapę ze zmęczeniem – Gdyby nie Ty, to w życiu bym się nie wyrobiła na ten koncert... nie wiem co by wtedy było, Paul by mnie chyba zabił za opóźnienia... – westchnęła.
- Nie ma sprawy – uśmiechnęłam się do niej szeroko – i tak nie miałam nic szczególnego do roboty...
- Nie wiem jak ty Charls, ale ja jestem wykończona i mega głodna. Od rana nic nie jadłam, więc proponuję wyjście do baru po drugiej stronie ulicy – zaproponowała blondynka, na co ja momentalnie przystałam, bo szczerze powiedziawszy, też byłam nieco głodna.
Zamówiłyśmy sobie coś do jedzenia i porozmawiałyśmy. Lou opowiedziała mi o całej tej sytuacji z asystentką.
- Teraz to jak najszybciej muszę znaleźć kogoś na jej miejsce... W końcu to nie koniec trasy, a sama się z tym wszystkim nie wyrobię – westchnęła popijając cole z wysokiej szklanki.
- Jeśli tylko chcesz, to dopóki nie znajdziesz kogoś w zastępstwie, mogę Ci pomagać – uśmiechnęłam się do niej szczerze.
- Jejku... Ty naprawdę spadłaś mi z nieba – zaśmiała się – Jeśli tylko masz czas, to byłabyś moim zbawieniem – powiedziała.
Siedziałyśmy tak jeszcze około pół godziny. Jak zjadłyśmy, wróciłyśmy na koncert i siedziałyśmy w garderobie czekając na chłopców.

_____________________
Uff... wyrobiłam się na dziś z rozdziałem ;) I jak się podoba? Zawiodłam was, czy chcieliście, żeby to tak się potoczyło między Charlie a Louisem? Od razu chciałabym przeprosić, gdyby były jakiekolwiek błędy... przepraszam, ale jestem mega leniem i po prostu nie chciało mi się tego robić ;p
Napiszę jeszcze jeden rozdział i mam przygotowaną dla was niespodziankę, w postaci jednego z najdłuższych rozdziałów tej części :)
Całuję, ściskam, pozdrawiam i dziękuję! xx.

sobota, 13 lipca 2013

Rozdział 5 (II część)

- Dojechaliśmy – usłyszałam głos Harrego, gdy postanowiłam się chwilę zdrzemnąć. „Czy ja przypadkiem chwilę temu nie zamknęłam oczu?” ehh...
Odpięłam pas i zabrałam się za otwieranie drzwi, lecz Harry mnie ubiegł i zanim zdążyłam nacisnąć klamkę drzwi ustąpiły i otwarły się a w nich stał uśmiechnięty brunet. Wysiadłam z pojazdu i zabrałam ze sobą bluzę. Dzisiejszy dzień był ciepły, ale wietrzny. Szczególnie tu, w górach. Zawiązałam sobie ją w biodrach i sprawdziłam czy sznurówki moich butów są dobrze zawiązane.
Gdy wszystko było sprawdzone, a Harry zabrał czarny plecak z samochodu mogliśmy wyruszyć. Naszym dzisiejszym celem, był szczyt góry, która znajdowała się niedaleko miejsca zamieszkania moich dziadków. Jak byłam mała, to często chodziłam tu na wycieczki z mamą.
Szliśmy niestrudzenie rozmawiając po drodze na przeróżne tematy i robiąc kilka postojów, na odpoczynek, czy zjedzenie czegoś. Moja babcia wyprawiła nas, jakbyśmy mieli iść co najmniej na wojnę. Zaopatrzyła nas w termos z gorącą herbatą i stertę kanapek, które zajmowały jedną trzecią pojemności plecaka.
Szliśmy tak przez trzy godziny na górę. Opłaciło się...
Widok z góry, był niesamowity. Lasy, góry, doliny: to wszystko było przed nami, tworząc zapierającą dech w piersiach panoramę okolicy. W ciągu tych kilku godzin, które szliśmy, zdążyło się ocieplić i na samej górze czuć było przyjemne, ciepłe promienie słońca.
- Żyć nie umierać – stwierdziłam kładąc się na trawie i zamykając oczy.
- Wiesz skarbie – zaczął brunet – ja na twoim miejscu poczekałbym z tym umieraniem, bo musimy jeszcze zejść na dół – zaśmiał się i wgryzł w kanapkę, wcześniej wyjętą z plecaka.
- Jak bym umarła, to zniósłbyś moje zwłoki na dół, prawda? – spytałam obracając głowę w stronę chłopaka.
- Hmm... – zamyślił się – myślę, że gdybyś umarła, to umarłbym razem z Tobą – stwierdził wyszczerzając się – niczym Romeo i Julia. A tak w ogóle, to skąd taka rozmowa o umieraniu? Nie lepiej porozmawiać o czymś przyjemniejszym? Na przykład... o małych, rozkosznych szczeniaczkach? – spytał unosząc brwi.
- Tak... szczeniaczki zdecydowanie fajniejsze i słodsze! – stwierdziłam jednoznacznie.
- Ale i tak najsłodszy jestem Ja? – Harry pokiwał śmiesznie brwiami.
- To było pytanie, czy stwierdzenie? – spytałam śmiejąc się pod nosem. „Harry i ta jego pewność siebie”
- W sumie to i to, i to – wyszczerzył swoje bielutkie zęby w uśmiechu.
- Skoro mnie pytasz... To chyba uważam, że szczeniaczki są słodsze – powiedziałam siląc się na poważny ton, bo jak zobaczyłam jego naburmuszoną minę, miałam ochotę wybuchnąć niepohamowanym śmiechem.
- Pff... jak wrócimy, to pójdę się dowartościować do fanek. One na pewno stwierdzą, że jestem słodszy – powiedział z udawanym oburzeniem.
- Skoro tak uważasz... trudno... pójdę pokazać moją niespodziankę chłopcom. Myślę, że im się bardzo spodoba... Szczególnie, że są mężczyznami – powiedziałam przewracając oczami a Harry momentalnie się odwrócił.
- O jakiej niespodziance mówisz? I co z tym ma wspólnego to, że są facetami? – spytał mrużąc oczy i próbując przetworzyć dane w tym owłosionym czajniku.
- Niespodzianka niespodzianką... i tak się nie dowiesz, bo będziesz wtedy z fankami – „nie ma to jak stuprocentowo działający szantaż”.
- Dobra... odwołuję. Tylko kiedy zobaczę tą niespodziankę? – spytał momentalnie.
- Hmm... zależy od tego, czy będziesz grzeczny, czy nie – uśmiechnęłam się do niego i wzięłam łyka wody z małej butelki.
- A mam być grzeczny, czy nie? – spytał z cwanym uśmieszkiem a mnie wryło. „Mały zboczony Harry... jak zawsze” No ale co by nie powiedzieć, to miał trochę racji. Nachyliłam się do jego ucha i szepnęłam uwodzicielskim głosem:
- Przed zobaczeniem niespodzianki, masz być grzeczny – powiedziałam, po czym dodałam -  ale po... ojj... po zobaczeniu, raczej nie powstrzymasz się od bycia niegrzecznym chłopcem – odsunęłam się od niego i zobaczyłam charakterystyczny błysk w jego oku i poszerzający się uśmiech.
- Załatwione – powiedział uradowany, jakby był dzieckiem i właśnie wszedł do sklepu z zabawkami i pozwoleniem na wzięcie czego dusza zapragnie.
- Jak coś to mam na Ciebie haka – mrugnęłam okiem – Pamiętaj, że jak będziesz niegrzeczny, to nie zobaczysz niespodzianki wcześniej...
- Już moja w tym głowa, żeby się postarać – wyszczerzył się i cmoknął mnie w policzek, wstając – Chodź. Idziemy dalej – podał mi rękę i podniósł z ziemi. Już nie pierwszy raz, ale za każdym razem pozytywnie mnie zaskakiwał swoją siłą. Jemu nie sprawiało żadnego problemu noszenie mnie na rękach, czy inne rzeczy. Był mega silny.
Poszliśmy dalej, z tą różnicą, że teraz schodziliśmy z góry. Nie wiem czemu, ale schodzenie zawsze szło łatwiej i szybciej. Zamiast iść kolejne 3 godziny, droga powrotna zajęła nam ponad dwie. Jak głosiła tablica informacyjna, do wyjścia i parkingu pozostało 1,5 km.
Szliśmy dalej w dół, kiedy przez przypadek podniosłam wzrok i popatrzyłam w słońce. Momentalnie zakręciło mi się w głowie i jedyne co widziałam i czułam, to ciemność i rozlegający się w mojej nodze ból. Potem słyszałam urywane wołanie mojego imienia, przez Harrego i nic więcej.
Obudziłam się leżąc w białym pomieszczeniu. Momentalnie zorientowałam się, że to szpital. Zauważyłam Harrego siedzącego przy łóżku i głaszczącego moją dłoń, przypiętą do jakiejś rurki. Chyba nie zauważył, że się obudziłam. Chciałam coś powiedzieć, ale miałam tak zaschnięte gardło, że nie dałam rady. Poruszyłam delikatnie palcami u ręki, ściskając ciepłą dłoń chłopaka. Brunet od razu podniósł głowę  popatrzył się na mnie.
- O mój Boże, Charlie! Tak się bałem... – powiedział a jego oczy się zaszkliły – Poczekaj tu chwilę, zawołam lekarza – wyszedł z sali i po chwili wrócił. Poprosiłam go prawie bezgłośnie o wodę, którą mi podał. Napiłam się i już było lepiej, mogłam normalnie mówić.
Do sali wpadł tęgi mężczyzna w białym kitlu. Podszedł do mnie i sprawdzając coś na aparaturze spytał: - Jak się pani czuje?
- Trochę mi słabo... co się dzieje doktorze?
- Za niedługo powinny być wyniki pani badań. Proszę się położyć – wykonałam jego polecenie, a on zaświecił mi latareczką w oczy i mruknął pod nosem, zapisując na karcie – ruch spojówek nadal prawidłowy. Nie ma wstrząśnienia mózgu.
- Czy boli panią noga? – spytał a ja odruchowo spojrzałam na lewą nogę, która była w gipsie. „O Boże...”
- Nie... – powiedziałam zgodnie z prawdą.
- To dobrze. To znaczy, że morfina nadal działa.
Zapisał coś jeszcze na karcie, po czym odwiesił ją na ramie łóżka.
- Proszę tu leżeć i odpoczywać. Za niedługo przyjdę z wynikami i będziemy wiedzieć co pani dolega – poinstruował mnie i wyszedł.
Nadal byłam w lekkim szoku, kiedy przypomniałam sobie, że nie jestem tu sama. Chłopak przez cały czas siedział cicho w zamyśleniu. „Zapewne nie wiedział, co mówi lekarz, bo mówił po Polsku...”
- Harry. Powiesz mi co się stało? – spytałam.
- Jak byliśmy w górach, to nagle zemdlałaś. Upadłaś tak niefortunnie na jakiś kamień, czy coś, że złamałaś nogę, przy okazji mocno ją rozcinając. Zawiozłem Cię do szpitala i lekarze najpierw oczyścili Ci ranę i pozszywali a potem włożyli nogę w gips – wytłumaczył powoli i spokojnie.
„Oh... pewnie dlatego nie czuję żadnego bólu...”
- Czy oni mnie dziś wypiszą? Przecież mieliśmy wieczorem wylecieć... nie możesz spóźnić się na koncert – jęknęłam wkurzona.
- Nie wiem. Lekarz powiedział, że podejmie decyzję jak oglądnie wyniki. Musi wiedzieć skąd to nagłe omdlenie... A koncertem się nie przejmuj. Coś wymyślimy... teraz Ty jesteś najważniejsza – powiedział posyłając mi delikatny uśmiech i chwytając spowrotem moją rękę.
Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę rozmawiając a po kilkunastu minutach do sali wrócił ten sam lekarz, tylko tym razem trzymał w ręce wyniki.
- A więc panno Grey... zaczął przewracając kartki. Wyniki wskazują na niedobór żelaza w organizmie. To jest anemia... Przepiszę pani tabletki żelaza, które musi pani brać regularnie trzy razy dziennie po dwie, oraz witaminy. Popijanie tabletek żelaza sokiem pomarańczowym przyśpieszy i zwiększy ich efekt, bo witamina C poprawia wchłanianie żelaza w organizmie. Zalecam więcej odpoczynku i mniej stresujących sytuacji, dopóki pani stan się nie polepszy i nie wyrówna się poziom żelaza w organizmie. Po miesiącu powinno wszystko wrócić do normy i niech wtedy pani pójdzie do lekarza i skonsultuje z nim zmniejszenie dawki. Muszę również ostrzec, że przy nadmiernie stresujących sytuacjach, mogą zdarzać się omdlenia, więc niech pani na siebie uważa i dba o swoje zdrowie. Mogą również zdarzać się krwotoki z nosa, ale rzadziej.*
- Panie doktorze... A czy dostanę dziś wypis? – spytałam z nadzieją i w myślach modliłam się o pozwolenie. Przecież Harry nie mógł przeze mnie opuszczać koncertów!
- Tak. Pielęgniarka poda pani jeszcze jedną kroplówkę uzupełniającą glukozę i przyniesie recepty na tabletki. Potem może pani iść – uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
Odetchnęłam z ulgą i zaczęłam przetwarzać w myślach to, co powiedział lekarz.
- Co powiedział? – spytał chłopak.
- To anemia. Muszę brać regularnie żelazo, nie mogę się przemęczać i w stresowych sytuacjach takie zawroty głowy i omdlenia mogą się zdarzać. Po miesiącu powinno wszystko wrócić do normy – posłałam chłopakowi delikatny uśmiech.
- Jejku... to dobrze – potarł dłonią o moją rękę – bałem się, że to będzie coś gorszego, odchodziłem od zmysłów... – powiedział wypuszczając ze świstem powietrze z płuc – A co z wypisem? Wyjdziesz dziś, czy mam dzwonić do Paula?
- Da mi dziś, tylko dostanę jeszcze jedną kroplówkę i recepty na lekarstwa.
- To dobrze. Może pójdę teraz po te recepty i pojadę kupić leki? – spytał.
- Jasne – posłałam mu uśmiech i chłopak już wychodził, gdy w drzwiach pojawiła się pielęgniarka.
- Oh, przepraszam – powiedziała trącając przez przypadek Harrego – proszę, tu są recepty na leki - podała je Hazzie, który podziękował i wyszedł. Podeszła do mnie i podłączyła nową kroplówkę.

***

Wyszłam z Harrym ze szpitala o kulach. Noga zaczynała powoli boleć, ale lekarz przepisał mi również jakieś mocniejsze leki przeciwbólowe. Pojechaliśmy do domu dziadków, gdzie się spakowaliśmy i pożegnaliśmy. Oczywiście zaczęło się wypytywanie o moje zdrowie, ale powiedziałam im, że po prostu upadłam i złamałam nogę. Pominęłam tą część z anemią, bo zaczęli by się martwić i powiedzieliby rodzicom. Byłam pełnoletnia i jak na razie rodzice nie musieli wiedzieć... Jak będę chciała to im powiem.

Wylecieliśmy z Polski, kierunek: Niemcy.
Kolejny koncert miał się odbyć w Berlinie. Tam po kilku koncertach, mamy kilka dni przerwy, potem jedziemy do Włoch, a potem do Hiszpanii.
Siedzieliśmy w samolocie. Nie wiem czemu, ale mnie lot zawsze usypiał. Położyłam głowę na ramieniu Harrego i w niedługim czasie zasnęłam.
Gdy dolecieliśmy, przy lotnisku stał podstawiony przez Paula samochód. Kierowca zawiózł nas do hotelu, w którym stacjonowali chłopcy.
Nie było mi jakoś strasznie łatwo chodzić o kulach, ale zaczęłam się przyzwyczajać. Dojechaliśmy do hotelu i poszliśmy do windy, którą wyjechaliśmy na 5 piętro. Okazało się że manager załatwił nam jeden gigantyczny apartament z czterema pokojami. Weszliśmy do środka i od razu rzuciła się na nas cała trójka przyjaciół. Brakowało tylko... Louisa.
- Cześć – zaczęliśmy się witać z wszystkimi. Gdy podeszli bliżej, zaczęły się pytania o moją nogę w gipsie. Niall momentalnie stwierdził, że mi coś tam narysuje. Harry powiedział, że jesteśmy trochę zmęczeni i dokładnie opowiemy potem.
- Gdzie Louis? – spytałam trochę zaskoczona, że nie przyszedł „Zaskoczona? Przecież to wiadome, że siedzi pewnie ze swoją Eleanor w pokoju...”
- Wątpię, żeby w ogóle wiedział o waszym przyjeździe. Od wczoraj siedzi w pokoju, i gdy tylko ktoś tam chce wejść to momentalnie go wyrzuca – westchnął Daddy.
- Ale wczoraj Eleanor wyjechała – powiedział podekscytowany Niall zacierając ręce – Nie wiem co się stało, ale chyba przejrzał na oczy.
- Tak, przejrzał, ale nie chce nikogo widzieć... coś musiało się stać – powiedział Liam.
- Może mi się uda z nim porozmawiać. Pójdę do niego – ostatnie zdanie skierowałam do Harrego. Chciałam mieć pewność, że nie będzie miał nic przeciwko.
- Jasne. Idź, skarbie. Będę czekał w pokoju – skradł mi delikatny pocałunek i uśmiechnął się delikatnie. Słyszałam odgłosy podekscytowania ze strony chłopców... „Ahh tak... przecież oni nie wiedzą...” Znając ich, to zaraz wypytają Harrego o szczegóły.
Wzięłam do rąk kule i powoli doszłam do drzwi pokoju Louisa. Zapukałam cicho, ale nie usłyszałam odpowiedzi. Nacisnęłam klamkę, która momentalnie ustąpiła i weszłam do środka. Zobaczyłam bruneta, grającego coś na gitarze. Nie zauważył mnie...
- Emmm.. hej – powiedziałam podchodząc do jego łóżka z zamiarem usadowienia się na nim, obok chłopaka.
- Charlie, jejku... co Ci się stało? – spytał zaciekawiony – Wróciłaś... – powiedział delikatnie się uśmiechając.
- Tak... miałam mały wypadek na wycieczce. Opowiem Ci kiedy indziej... – zdecydowałam – Louis, co się dzieje? Dlaczego Ciągle tu siedzisz?
Chłopak odwrócił się... nie chciał o tym mówić. – Lou? – ponagliłam.
- Eleanor mnie okłamywała. Wcale nie była w ciąży... zrobiła to tylko po to, żeby zniszczyć nasz związek i wrócić do mnie. Wczoraj robiłem testy... – powiedział smutnym głosem nerwowo bawiąc się palcami u rąk.
- Jejku... tak mi przykro Lou – przytuliłam go mocno. Trwaliśmy tak chwilę w przyjacielskim uścisku, kiedy chłopak się odsunął i zaczął bacznie mnie obserwować, swoimi błękitnymi oczami. Czułam jego przeszywający wzrok, ale nie było w tym tego co kiedyś... tego przyciągania...
- Kocham Cię Charlie – wypowiedział te słowa prawie niesłyszalnie, po czym zaczął zbliżać się niebezpiecznie do moich ust.


* Co do Anemii, to owszem jest to choroba związana z między innymi niedoborem żelaza w organizmie i zdarzają się po niej omdlenia, czy krwotoki z nosa (i nie tylko) ale potrzebowałam czegoś takiego do opowiadania i napisałam, że to anemia. Nie wiem dokładnie ile trwa leczenie i nie wypisałam tam wszytskiego co do tej choroby (tylko to, co było mi potrzebne) więc nie sugerujcie się w jakikolwiek sposób tym opisem. TO JEST TYLKO I WYŁĄCZNIE NA POTRZEBĘ OPOWIADANIA!

Takie małe info, dla niewiedzących, mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi ;)
____________________
Teraz co do rozdziału... napisałam tam, to co było w planach, ale zupełnie mi się ten rozdział nie podoba. Wyszedł taki pomieszany i niedokładny... :(
Nie wiem kiedy będzie następny, ale postaram się napisać go i dodać ja najszybciej.
Całuję i życzę miłego weekendu wszystkim! xx.

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 4 (II część)

Kolejny dzień. Już czwarty w Polsce, tym razem z nim.
Z Harrym.
Jak dziwne byłoby to, gdybym powiedziała, że dopiero dziś porządnie się wyspałam, śpiąc jak niemowlę w jego silnych ramionach? Nie wiem na ile jest dziwne, ale choć nadal sama w to nie wierzę, jest na pewno prawdziwe.
A może nie? Może to tylko głupi sen, który daje złudne nadzieje? Może jego wcale tu nie ma, a ja właśnie leżę na łóżku i śnię? O tym, że tu jest, leży obok mnie i cicho pochrapuje?
Podniosłam dłoń i delikatnie położyłam na jego ciepłym policzku. Uśmiechnęłam się obserwując, jak beztrosko wygląda kiedy śpi.
To nie sen... to rzeczywistość.
Zobaczyłam jak powoli otwiera zaspane oczy i swoim przenikliwym wzrokiem odnajduje moje. Uśmiecha się promiennie „Tak mogłabym budzić się codziennie... mając go tu przy sobie!” Czułam się nad wyraz szczęśliwa i bezpieczna.
- Dzień dobry śliczna – powiedział swoim ochrypłym, jeszcze zaspanym głosem.
- Cześć – posłałam mu najlepszy uśmiech, na jaki było mnie w tym momencie stać. Zobaczyłam jak przenikliwie mnie obserwuje, po czym powiedział:
- Wiesz co najbardziej lubię w tym wszystkim? – spytał i zobaczyłam iskierki tańczące w jego zielonkawych oczach.
- Nie... Co? – spytałam.
- To że mogę bezkarnie robić to – nie dał mi zareagować i wpił się w moje usta. Co czułam? Stado motyli latających bezkarnie w moim żołądku. Gdyby mogły unosić, z pewnością latałabym już pod sufitem. Rozkoszowałam się jego namiętnymi pocałunkami, które z chwili na chwilę, robiły się coraz bardziej agresywne i nachalne. Całkowicie zatracił się w tym pocałunku. Nie przeszkadzało mi to, chciałam więcej i więcej... Językiem rozchylił moje usta i wtargnął, rozpoczynając prawdziwą walkę o dominacje. Przygwoździł moje nadgarstki nad głową i usiadł na mnie okrakiem, nie zaprzestając pocałunkom. Tym razem zjechał z nimi na moją szyję, delikatnie przygryzając skórę. Czułam rosnące pożądanie i odchyliłam głowę, żeby zrobić mu do niej lepszy dostęp. Przez moje ciało przebiegały całkowicie niekontrolowane dreszcze. Chciałam więcej, a on jakby czytając mi w myślach stał się bardziej namiętny. Robił to z taką wielką pasją i pożądaniem, które wisiało w powietrzu. Po jakimś czasie oderwał się ode mnie dysząc i łapiąc oddech. Popatrzył mi się głęboko w oczy i uśmiechnął zawadiacko, po czym nachylił się do mojego ucha i szepnął TYM głosem – Gdyby nie to, że to dom twoich dziadków i byłoby to niestosowne, to nie zakończyłbym tylko na tym, maleńka – zerwał się z łóżka i zalotnie się uśmiechając poszedł do łazienki. Moje serce łomotało z podwójną siłą a w głowie ciągle dudniły mi jego słowa. Leżałam i nie mogłam uspokoić mojego urywanego oddechu. „Boże... zabijcie mnie, co się ze mną dzieje?” Miałam ochotę spowrotem się na niego rzucić. Co tam dziadkowie?! Miałam ochotę zrobić coś, co zdecydowanie nie byłoby w tym wypadku przyzwoite!
Porównując Harrego do Louisa, to było jak ogień i woda. Louis nie wyzwalał we mnie takich skrajnych emocji i pragnień. Owszem, bardzo mnie pociągał, ale to nie było to co Harry. Na dźwięk jego głosu lub dotyku, nie reagowałam na pewno tak jak na Harrego. On budził we mnie najbardziej drapieżne instynkty, które niejednokrotnie i mnie dziwiły. „Szczerze, to w ogóle nie znałam się od tej strony...”
Usiadłam powoli na łóżku, próbując uspokoić mój oddech. Czułam na swoich ustach smak jego. Całował tak idealnie... Dotknęłam ich próbując przypomnieć sobie każdy szczegół. Siedziałam tak jakiś czas, póki mój oddech się nie unormował. Położyłam się spowrotem na łóżku i stwierdziłam, że na niego poczekam. Po chwili wyszedł w samych granatowych bokserkach, opinających jego pośladki, wycierając białym, puszystym ręcznikiem mokre włosy. Kilka kropel spadło na jego opalony tors, robiąc sobie po nim wyścigi.
„Zdecydowanie mogłabym teraz umrzeć...”
Chłopak zauważył, że mu się bacznie przyglądam i zaśmiał się cicho, a ja spaliłam buraka i schowałam głowę w poduszkę. „No ale w sumie czemu? Jest Twój, możesz bezkarnie podziwiać!”  Poczułam jak materac delikatnie się ugina pod jego ciężarem i poczułam jak swoimi długimi palcami odgarnie moje włosy z twarzy, które teraz posłużyły za poduszkę „Już nie...” Otwarłam oczy i popatrzyłam na jego uśmiechniętą twarz.
- Jakie plany na dziś, kochanie? – spytał a mnie na dźwięk jego głosu znów przeszły ciarki „Cholerne ciało, zawsze musi tak reagować?!” Dobra, to jest zdecydowanie nienormalne, ale kiedyś nagram jego głos na dyktafon i będę sobie puszczać, kiedy go nie będzie koło mnie...
- Nie wiem, możemy robić cokolwiek... – powiedziałam, po czym kontynuowałam – Możemy siedzieć tu i się lenić – pokazałam na pierwszym palcu – możemy pojechać gdzieś – odgięłam kolejny, a potem następne – możemy pójść na spacer, przejść się nad rzeczkę, zrobić piknik, coś ugotować, pojeździć konno, oglądać telewizor, spać, opalać się, popływać, zrobić ognisko.. kontynuować? Jak widzisz możemy zrobić wszystkooo... Jak kto woli! – powiedziałam i opadłam spowrotem na poduszki. Chłopak na chwilę się zamyślił, i wbił wzrok w jakiś bliżej nieznany mi punkt. Zastanawiał się nad czymś, po czym na jego twarzy zajaśniał uśmiech i zwrócił swoje zielone oczy w moją stronę.
- Wiesz... z Tobą mógłbym robić dosłownie wszystko – „Czy tylko ja zrozumiałam to dwuznacznie?” – Ale chyba wszystkiego na raz nie zrobimy, więc proponowałbym wyjazd nad jezioro połączyć z opalaniem, pływaniem i grillem – uśmiechnął się szeroko, czekając na moją reakcję.
- Spoko, jak dla mnie może być – uśmiechnęłam się i wstałam z łóżka kierując się w stronę łazienki. Porwałam po drodze ze sobą bikini i jakieś ubrania i zamknęłam za sobą drewniane drzwi łazienki.

Jakiś czas później


Harry miał wynajęty samochód, więc zapakowaliśmy się do niego i pojechaliśmy nad jezioro. Pogoda była fantastyczna... wprost wymarzona na opalanie. Niebo było czystym błękitem, bez ani jednej chmurki, a słońce prażyło jak oszalałe. Dojechaliśmy na miejsce i rozłożyliśmy duży koc na plaży. Mieliśmy ze sobą podręcznego, małego grilla, którego chłopak zaraz rozpalił. Ułożyliśmy na nim marynowane piersi z kurczaka i doprawiane ziemniaczki z warzywami i zostawiliśmy. Podczas gdy chłopak pilnował grilla, ja ściągnęłam z siebie krótkie spodenki i bluzkę i rozpuszczając moje długie, brązowe loki poszłam popływać. Hazza siedział i z uwagą przypatrywał się moim poczynaniom. Woda to był zdecydowanie mój żywioł. Mogłam w niej siedzieć godzinami i nie nudziło mi się to. Uwielbiałam pływanie i każdą inną aktywność w wodzie. Zobaczyłam jak brunet mnie woła i wyszłam z wody, która dziś była wyjątkowo przyjemna. Osuszyłam się ręcznikiem i usiadłam na kocu, naprzeciwko Harrego. Chłopak pościągał upieczonego kurczaka i warzywa z grilla i ułożył na plastikowym talerzyku. Zabraliśmy się za jedzenie pyszności, przy okazji rozmawiając. Rozmawialiśmy dosłownie o wszystkim, poza jednym tematem. Nie rozmawialiśmy o chłopakach, ani o niczym związanym z Louisem i ostatnimi ‘akcjami’. Chyba nikt nie chciał poruszać tego tematu... nie był on tylko dla mnie Ciężki, ale myślę, że dla Harrego też. Lepiej nie psuć takich fajnych chwil, spędzonych wspólnie na głupie wspominanie...
Niestety, patrząc na to z drugiej strony, to byliśmy coraz bliżej powrotu. Nie mogliśmy przecież zostać tu na zawsze, choć czasem myślę sobie, jak byłoby wtedy fanie...
Z dala od tego zgiełku, blasku fleszy i sławy. Tu Harry był sobą, a nie członkiem najsławniejszego boys band’u na świecie, mającego miliony fanek. Bycie tutaj było taką beztroską odskocznią, od tych wszystkich problemów, które czyhają na nas po powrocie.
Bałam się tego powrotu. Bałam się jak cholera... Ale wiedziałam jedno. Teraz nie jestem sama. Mam kogoś, w kim jestem bezgranicznie zakochana i jest dla mnie podporą, w tych złych chwilach. Ukojeniem w tych smutnych i kompanem w tych wesołych.
- Ejj... ziemia do Charlie! – zobaczyłam jak Harry macha mi ręką przed oczami.
- Ymmm... przepraszam. Zamyśliłam się – powiedziałam posyłając mu mały uśmiech.
- O czym tak intensywnie myślałaś? – spytał chłopak, przyjmując pozę słuchacza. To w nim też uwielbiałam. Był cudownym przyjacielem. Potrafił zawszę wysłuchać, pomóc i doradzić. Pocieszyć i przytulić, kiedy było źle. Zawsze słuchał uważnie i starał się znaleźć jakieś rozwiązanie, kiedy było źle.
- O powrocie... – powiedziałam cicho i posmutniałam.
- Hej mała... wszystko będzie dobrze – uśmiechnął się i mnie przytulił – damy radę! Nie jesteś sama i masz mnie, skarbie – pocałował mnie w skroń i mocno przytulił.
- Nawet nie wiem, jak mam Ci dziękować, za wszystko co dla mnie zrobiłeś. Kiedy wszystko się chrzaniło i było źle, Ty nieustannie przy mnie byłeś – szepnęłam – Dziękuję Harry.
- Kocham Cię, mała. Nigdy nie będziesz sama, pamiętaj – uśmiechnął się do mnie – Wiesz co możesz dla mnie zrobić? – pokiwałam przecząco głową i czekałam na jego dalszą wypowiedź – Po prostu bądź – uśmiechnął się i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- Nie zostawię Cię, Harry – powiedziałam stanowczo – Nigdy...
To było tak niesamowite, móc go mieć przy sobie, bez nikogo dookoła, że aż wydawało się nierealne. Czym zasłużyłam sobie na takie szczęście?
Po zjedzeniu, wzięłam mały koc i rozłożyłam go na słońcu. Nasz koc był w połowie w cieniu, w połowie w słońcu, a ja chciałam się opalić.
Położyłam się wygodnie na brzuchu. Czułam jak gorące promienie słoneczne rozgrzewają moją skórę. Związałam włosy w koka, położyłam się i przymknęłam oczy.
Nie wiem ile czasu minęło, ale po chwili poczułam coś chłodnego na plecach, a potem ciepłe dłonie chłopaka masujące moje plecy.
- Jeszcze mi się spalisz, kochanie – powiedział wracając do wcześniej wykonywanej czynności. Jego duże dłonie sunęły po łopatkach, potem zjeżdżały w dół do lędźwi. Jego dotyk jak zawsze przyprawiał mnie o dreszcze, ale niesamowicie odprężał. Nieświadomie zamruczałam odpowiadając mu na ten dotyk i usłyszałam jak chłopak cicho się śmieje. Poczułam jak na moich nogach ląduje zimny balsam do opalania, i znów zostaje wsmarowany przez te duże ciepłe dłonie.
- Ty to mnie nawet od słońca chronisz – zaśmiałam się lekko podnosząc i patrząc na uśmiechniętego chłopaka.
- O taki skarb, trzeba dbać... – powiedział a w mojej głowie roiło się od jednego wielkiego „Awwwww...” Jaki on jest kochany! Co by nie powiedzieć, to umie mnie dowartościować...
- Kochany jesteś – cmoknęłam go w policzek.
- Staram się – zaśmiał się – Idę popływać, idziesz ze mną?
- Nie, jeszcze chwilę się poopalam, później przyjdę – uśmiechnęłam się do niego delikatnie i wróciłam do mojej wcześniejszej pozycji, kładąc się na kocu i przymykając oczy.
Sama nie wiem ile tak leżałam... chyba długo, bo się czułam jak strasznie gorąco jest mi w plecy. Poszłam do wody, w której pływał chłopak. Była wyjątkowo czysta, jak na te niektóre Polskie jeziora... Zanurzyłam się w niej cała i poczułam przyjemny chłód na rozgrzanych plecach. Podpłynęłam do Harrego i popływałam z nim. Zrobiliśmy sobie wyścigi do pomostu kilka razy, ale tylko raz wygrałam. Harry był jednak facetem i pływał znacznie szybciej ode mnie. Ja za to pływałam dłużej i lepiej tchnicznie.
- Dobra, ostatni wyścig. O co się zakładamy – wyszczerzył się chłopak.
- Nie wiem, jakieś pomysły?
- Wygrany, może w wybranym czasie poprosić o coś przegranego.
- Ok.- zgodziłam się podając mu rękę na znak zakładu. Ustawiliśmy się obok siebie i wspólnie odliczaliśmy na trzy.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Popłynęliśmy oboje kraulem, na początku byłam szybsza, ale Harry szybko mnie dogonił. Płynęliśmy łeb w łeb. Dawałam z siebie wszytsko, w końcu nie przepuszczę takiej okazji. Potem Hazza trochę mnie wyprzedził, ale równie szybko go dogoniłam. Kto wygrał? Nikt. Oboje równo przypłynęliśmy na wyznaczoną linię mety.
- I co teraz? – spytałam ciężko oddychając i patrząc z uśmiechem na bruneta.
- Hmm... możemy zrobić dogrywkę, tylko kto pierwszy dopłynie, dobiegnie  i usiądzie na kocu – wyszczerzył się cwaniacko.
- Okej, daj mi chwilę odetchnąć. Należy mi się, w końcu prawie pokonałam mistrza Stylesa – zaśmiałam się.
- Prawie, kochanie... – szepnął mi do ucha i cmoknął mnie w policzek.
- Spadaj Harry! Byłam blisko! Jesteś facetem, i szybciej ode mnie pływasz – wystawiłam mu język.
- Dobra, dobra... miej tą satysfakcje – przewrócił teatralnie oczami – To jak? Gotowa?
- Jak nigdy – uśmiechnęłam się zalotnie i stanęłam obok niego w wodzie.
No to Raz.
Dwa.
Trzy.
Kolejny wyścig, gdzie w wodzie dorównywałam Harremu, jednak gdy wybiegliśmy na brzeg on był szybszy „W sumie to jest nie fair, bo ma dłuższe nogi, no ale...” Usiadłam obok niego na kocu.
- To nie fair, każdy zakład przegrywam... – jęknęłam niezadowolona.
- Chciałem Ci przypomnieć, że tam był remis – wyszczerzył się pokazując na pomost.
- No ale w dogrywce wygrałeś.... kiedyś wymyślę taki zakład, że wygram – wystawiłam mu język i położyłam się na kocu – Właśnie.. – odwróciłam głowę w jego stronę zasłaniając oczy, przed natarczywymi promieniami słonecznymi – Wykorzystujesz swoją wygraną teraz, czy potem? – spytałam. Chłopak zamyślił się, kiedy jego oczy niebezpiecznie błysnęły „Boże... zaczynam się bać co tym razem wymyślił...” W końcu wiemy jak ostatnio się to skończyło... „Patrząc na to z drugiej strony, nie miałaś czego żałować”.
- Odbiorę moją nagrodę w innym momencie – wyszczerzył się i położył na plecach zaraz obok mnie. Przymknęłam oczy i myślałam nad różnymi wariantami, odebrania przez Harrego wygranej, ale jakoś nie mogłam wymyślić czegoś najbardziej prawdopodobnego. Wolałam myśleć o czymś znacznie przyjemniejszym „Na przykład o tym, że jest teraz ze mną...”  Tak, to było zdecydowanie lepsze wykorzystanie tego czasu.
Gdy zaczęło się powoli ściemniać, zapakowaliśmy z Harrym wszystkie rzeczy do samochodu i pojechaliśmy. Obserwowałam uważnie, jak chłopak śpiewa cicho pod nosem piosenki lecące w radiu.
- Uwielbiam jak śpiewasz – podsumowałam i widziałam jak po jego twarzy przelatuje uśmiech. Kochałam słuchać jego ochrypłego głosu, kiedy śpiewał. Wkładał w to tyle pasji i zaangażowania, że widać było gołym okiem, że to jest to co kocha i co go naprawdę uszczęśliwia. Kochałam w nim to, że pomimo bycia w najlepszym, najbardziej rozpoznawalnym i zdecydowanie najsławniejszym boys band’zie na świecie, nadal był tym starym, dobrym Harrym. Takim jakiego poznałam i takim z którym zaprzyjaźniłam się kilkanaście lat temu.  Nie kręciła go jakoś bardzo sława i nie uderzyła mu przysłowiowa ‘sodówka’ do głowy. Robił to co kochał i to cenił najbardziej.
- A Ty? Chyba nigdy nie słyszałem, jak śpiewasz... – spytał zaintrygowany.
- Ja nie potrafię śpiewać... – westchnęłam.
- Każdy potrafi, tylko niektórzy lepiej, a niektórzy gorzej – uśmiechnął się do mnie.
- Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy, Harry – posłałam mu nieśmiały uśmiech i obróciłam głowę w stronę okna. Nie chciałam już o tym rozmawiać. Nie potrafiłam śpiewać i nigdy przy nikim nie śpiewałam. Robiłam to jedynie, kiedy miałam pewność, że jestem sama w pomieszczeniu i nikogo dookoła mnie ma... wtedy owszem, lubiłam śpiewać. Pod prysznicem na przykład, robiłam to zdecydowanie często, ale nigdy przed kimś. Wstydziłam się... nigdy nie lubiłam przed nikim występować.
- Zaśpiewaj coś... – poprosił i zrobił minę zbitego szczeniaka. Co prawda wyglądał słodko, ale nie mogłam się złamać.
- Sorry, to na mnie nie działa – wystawiłam język. Chłopak przez chwilę się na mnie patrzył, próbując wymyślić jakiś argument nie do przebicia, ale po chwili na jego ustach zagościł cwany uśmieszek i powiedział krótkie „Okej...” kierując swoją uwagę na drodze. To było zdecydowanie dziwne, ale postanowiłam nie zaprzątać tym swojej głowy.
Dojechaliśmy do domu i wyczerpani poszliśmy spać. Czekał nas ostatni już dzień w Polsce i wylot w nocy.
Będę za tym tęsknić...

______________________
Uff... kolejny rozdział! Czasem na prawdę, zaczynam sama siebie podziwiać jak szybko idzie mi pisanie rozdziałów! xD W końcu praktyka czyni mistrza, co nie? ;p Jakoś po prostu źle się czuję, nic nie pisząć. Chyba się od tego uzależniłam i weszło mi w nawyk. Szkoda, że nie szczególnie dobrze mi to wychodzi, ale dla mnie najważniejsze jest to, że wam się podoba :) Jesteście moją motywacją! ;)
Całuski! xx.

wtorek, 9 lipca 2013

Rozdział 3 (II część)

Trzeci dzień pobytu w Polsce... stęskniłam się za tym krajem, za dziadkami i za tym wszystkim, ale jeszcze bardziej tęskniłam za nim. Za Harrym.
Tak. Wczoraj wszystko dokładnie przemyślałam i doszłam do wniosku, że to jego kocham bardziej. Po części, udało mi się do tego dojść za sprawą babci i jej podpowiedzi...
Miała całkowitą rację, mówiąc, że gdybym naprawdę kochała Louisa, to nie zakochałabym się w Harrym. Poza tym... przez ostatnie wydarzenia, strasznie oddaliliśmy się od siebie z Louisem. Nadal jest dla mnie ważny, i nie mówię, że nie... tylko patrząc na to z perspektywy czasu, jakby miało to wyglądać?
Eleanor jest w ciąży... Louis nie może się ze mną spotykać... gdyby El urodziła, byłoby zapewne gorzej... ten związek jest bez przyszłości, i wybierając Louisa, potem żałowałabym, że nie wybrałam Harrego. Poza tym... po długich przemyśleniach, stwierdziłam, że to on jest dla mnie ważniejszy. W końcu za kim teraz tęsknie? Za Harrym.
W kogo ramionach chciałabym się teraz znaleźć? Harrego.
Komu na mnie bardziej zależy? Louisowi, który ma mnie głęboko w poważaniu, czy Harremu, który zawsze był przyjacielem, i nigdy, nawet w najgorszych momentach życia mnie wspierał i był przy mnie? Oczywiście że Harremu.
Kto martwi się o to, że wyjechałam? Dziś rano, włączając po raz pierwszy od 3 dni komórkę, dowiedziałam się, że Harry. Trudno byłoby powiedzieć, że się nie martwi, gdy mam 67 nieodebranych połączeń, od : „Hazza x.” I jakieś 32 wiadomości o treści mniej więcej takiej:
„Gdzie jesteś? Martwię się... proszę odpisz. Tęsknie x.”
Robiło mi się źle, gdy czytałam kolejne... on naprawdę się o mnie martwił. Jemu zależało. To od niego, nie od Louisa dostałam 32 wiadomości i miałam 67 nieodebranych połączeń...
Myślę, że wybrałam dobrze. Teraz wiem, że naprawdę go kocham. Tą każdą małą rzecz, którą zrobił, każdy mały gest, całego jego. Kocham go i tęsknię za nim jak cholera...
Postanowiłam, że zostanę tu jeszcze kilka dni. To, że wybrałam, nie znaczy, że otrząsnęłam się z tego wszystkiego... Boję się trochę tego powrotu.
Postanowiłam, że wieczorem do niego zadzwonię. A tymczasem wyłączę komórkę i pójdę odpocząć.
Nieuczesana i nie przebrana zeszłam na dół do kuchni. W niej, jak zawsze urzędowała babcia.
- Cześć – cmoknęłam ją w policzek.
- Cześć, kochanie. Widzę, że do rannych ptaszków, to Ty nie należysz – zaśmiała się a ja popatrzyłam na zegar „12.09” tak... tego można było się spodziewać... – Jak tam? Wyspałaś się?
- Tak – posłałam jej promienny uśmiech – nawet nie wiesz jak ten sen był mi potrzebny – westchnęłam.
- W końcu widzę Cię uśmiechniętą...
- To dzięki Tobie babciu! Dziękuję – przytuliłam się do niej mocno.
- Cieszę się, że mogłam pomóc. Masz nauczkę na następny raz, że zamiast tłumić to w sobie, lepiej jest się komuś wygadać. Jakbyś miała jakiś problem, to wiesz gdzie mnie szukać – mrugnęła oczkiem – A teraz zabieraj się za śniadanie, bo już późno.
Zabrałam się za jedzenie przyrządzonych przez babcię kanapek, kiedy ona przygotowywała składniki na ciasto do pierogów z borówkami. Przełączałam programy w telewizorze w salonie i popijałam moje śniadanie gorącą herbatą. Co jak co, ale wypicie rano herbaty, było dla mnie jak dla niektórych wypicie porannej kawy. Bez tego po prostu nie mogło się obyć. Herbata była dla mnie jak taki poranny kopniak. Coś jak: Wypijesz herbatę - twój dzień będzie udany.
Usłyszałam jak zadzwonił telefon. Po chwili przyszła do mnie babcia.
- Dzwoniła mama. Pytała się za ile wracasz, i czy wracasz do Londynu, czy wracasz do chłopaków...
- Nie wiem... chciałam tu zostać jeszcze kilka dni, oczywiście jeżeli wam to nie przeszkadza..
- Jasne, że nie przeszkadza skarbie – babcia posłała mi swój promienny uśmiech – Zostań tu jak długo będziesz chciała.
- Dziękuję. Ale nie wiem jeszcze, czy wrócę do Londynu, czy do chłopaków... chyba do nich... Zadzwonię do niej jak będę wiedzieć – zdecydowałam.
- Dobrze. Mama kazała Ci też przekazać, że tata wrócił do domu – dodała i wróciła do kuchni. Skończyłam jeść i pić i po chwili poszłam do niej, zanosząc przy okazji brudne naczynia.
- Mam prośbę... skoczyłabyś mi do piwnicy i przyniosła dwa słoiki borówek z szafki z owocami i konfiturami? – spytała.
- Tak, już idę – powiedziałam i poszłam do drewnianych drzwi. Otworzyłam je i od razu uderzyła mnie fala zimnego, wilgotnego powietrza. Zeszłam na dół po kamiennych schodkach i włączyłam światło. Gdy widziałam gdzie co jest, podeszłam do średniej wielkości półki stojącej na przeciwko schodów, przy ścianie. Znalazłam borówki i wzięłam dwa słoiki. Poprzeglądałam ‘zbiory babci’ i znalazłam moją ulubioną malinową konfiturę. Chwyciłam jeszcze jeden słoiczek wyrobów babci i skierowałam się do wyjścia. Pogasiłam światło i zamykając za sobą drzwi wróciłam do kuchni.
- Tutaj są dwa słoiki borówek dla Ciebie – postawiłam przed nią owoce – i wzięłam sobie jeden słoiczek Twoich malinowych konfitur – uśmiechnęłam się do niej i schowałam konfiturę do lodówki.
- Jak chcesz, to jak będziesz wracać to weź sobie kilka słoiczków do domu. Mam tego mnóstwo i my z dziadkiem chyba przez rok tego nie zjemy – zaśmiała się.
Usiadłam na krześle przy stoliczku kuchennym i zaczęłam przeglądać gazetę, którą dziadek kupuje codziennie rano i czyta. Śmiesznie czytało się i ogólnie od dwóch dni rozmawiało w języku polskim... Przez ostatnie dziesięć lat nie mówiłam w innym języku, niż w angielskim „No może pomijając rozmowy z mamą w domu, gdzie rozmawiałam czasem po polsku, czasem po angielsku...”
- A któż to przyjechał? Listonosz o tej porze? – westchnęła babcia patrząc za okno. Wstałam z mojego krzesła, podeszłam do okna. Podążyłam wzrokiem za nią i zauważyłam czarny samochód parkujący na podjeździe – Karola, poszłabyś odebrać list? Ja teraz nie dam rady... - podniosła do góry ręce całe w mące i cieście do pierogów. 
- Jasne, już idę – założyłam na nogi trampki i wyszłam z domu w czarnych spodniach dresowych i bokserce w której spałam. Zamknęłam drzwi i poszłam długą kamienną dróżką prowadzącą przez ogródek. Zobaczyłam z daleka, że drzwi samochodu się otwierają i ktoś z nich wychodzi... jednak ten ktoś nie był listonoszem.
Gdy zobaczyłam tą burze loków do moich oczu mimowolnie naleciały łzy... chyba szczęścia. Rzuciłam się biegiem w jego kierunku i gdy do niego dobiegłam rzuciłam się mu w objęcia. Te ciepłe, mocne ramiona, w których zawsze czułam się bezpiecznie.
- Bałem się, że straciłem Cię na zawsze – wyszeptał mi do ucha a ja czułam że uginają się pode mną nogi na dźwięk jego głosu. Popatrzyłam się w jego mocno zielone tęczówki i wpiłam się w jego usta z taką namiętnością, na jaką było mnie tylko stać.
- Kocham Cię – powiedziałam łapiąc oddech – Przepraszam. Już nigdy Cię nie zostawię – wtuliłam się w jego ciepłe ciało. Ta chwila mogła trwać dla mnie wiecznie... czułam się tak bezpiecznie i dobrze będąc w jego silnych ramionach... Moje szczęście się odnalazło.
Po chwili, gdy odsunęłam się od chłopaka poparzyłam na jego pełne troski oczy. Otarł mi kciukiem łzy i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Ten nie był aż taki namiętny. On był kwintesencją delikatności i doskonałości – Ja Ciebie też kocham – uśmiechnął się promiennie.
W tym momencie zdawałam się być najszczęśliwszą osobą na świecie.
- Chodź poznać moich dziadków – powiedziałam i poczułam jak chłopak złącza nasze dłonie razem, wplątując swoje palce w moje. Delikatne dreszcze przechodziły przez moje ciało, kiedy jego ciepła skóra stykała się z moją. Podobało mi się to.
Weszliśmy do domu i poszliśmy do kuchni. Babcia była nieco zdezorientowana, widząc wysokiego bruneta ze mną, jednak po chwili rozwiałam jej wątpliwości przedstawiając jej Harrego i robiąc przy okazji za tłumacza. Dziadka na razie w domu nie było... pojechał gdzieś. Zaprowadziłam Harrego na górę do pokoju. Położył się wygodnie na moim łóżku a ja wlepiłam się w niego i tak leżeliśmy. Nadal nie mogłam trochę w to uwierzyć... on tu był. Ze mną. Przyjechał do mnie! Chciałam nacieszyć się jego obecnością ile tylko było mi dane.
- Czemu mi nie powiedziałaś, że wyjeżdżasz? – spytał trochę zawiedzionym głosem bawiąc się moimi długimi, pokręconymi włosami.
- Zrozum Harry... dla mnie też nie było to łatwe... Nie mogłam sobie z tym wszystkim poradzić, to mnie zupełnie przytłoczyło. Potrzebowałam przerwy żeby zrozumieć, że Cię kocham – uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
- Rozumiem... ale proszę Cię, nigdy więcej tego nie rób. Żadnych tajemnic i skrywania problemów, ok.? – spytał patrząc mi w oczy.
- Tak – posłałam mu uśmiech i wtuliłam się jeszcze bardziej w jego ciepły tors.
- To opowiedz mi, co robiłaś, kiedy Cię nie było?
- Hmm... to i owo. Leniłam się, oglądałam telewizję, pomagałam babci w kuchni, dziadkowi w stajni, jeździłam konno...
- Zaraz, zaraz – zaśmiał się – To ty jeździsz konno? Nigdy mi o tym nie mówiłaś...
- Widzisz... niby tak długo się znamy, a i tak nie wiesz o mnie wszystkiego – wystawiłam mu język – Tak jeżdżę, jeździłam jak byłam mała i to uwielbiam, a co? Coś w tym złego, że się śmiejesz? – spytałam trochę zawiedziona.
- Nie wręcz przeciwnie. Uważam, że to mega seksowne – szepnął mi do ucha tym swoim ochrypłym głosem, a ja mogę przysiąc, że przez moje ciało przeleciało teraz stado nieokiełznanych dreszczy. Czułam jak się rumienię, na co Harry cicho zachichotał i cmoknął mnie w policzek - Chciałbym kiedyś zobaczyć jak jeździsz – puścił mi oczko.
- Hahaha... zobaczymy czy sobie zasłużysz – wstawiłam mu język.
- Przecież ja zawsze jestem grzeczny – powiedział z cwanym uśmieszkiem na ustach – Czy kiedykolwiek nie byłem? – spytał śmiesznie unosząc brew.
- Mhm... jasne, ty jesteś słodkie, rozkoszne i zawsze grzeczne Hazziątko – prychnęłam i się zaśmiałam.
- Cieszę się, że tak uważasz, skarbie.
- A co tam u chłopaków? Jak wasz ostatni koncert w Paryżu? – spytałam zaciekawiona i patrzyłam na reakcję Harrego. Na wspomnienie o koncercie i o chłopakach, jego mina trochę zrzedła...
- Nic szczególnego... było beznadziejnie bez Ciebie – wtulił się w zagłębienie przy mojej szyi – Ślicznie pachniesz – dodał łaskocząc mnie nosem w szyję.
- Tak... – zaśmiałam się – szczególnie że jakąś godzinę temu wstałam i jeszcze nie zdążyłam się wykąpać!
- Chcesz to mogę umyć Ci plecy – chłopak wyszczerzył się cwaniacko.
- Wiesz... jak na razie, to chyba podziękuję. Poradzę sobie sama... może kiedy indziej, kochanie – skradłam mu mały pocałunek i wyswobadzając się z jego opiekuńczych objęć wstałam. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej świeże ubrania. Zdjęłam z siebie dresowe spodnie i podkoszulek i w samej bieliźnie udałam się do łazienki. Słyszałam ten jęk zawodu, kiedy ściągnęłam TYLKO spodnie i koszulkę. Idąc do łazienki prawie czułam jego przenikliwy wzrok na mojej osobie. Zamknęłam za sobą drzwi i poszłam zrelaksować się w wannie pełnej ciepłej wody z dodatkiem olejku kokosowego.
Gdy wyszłam z łazienki, rozczesując swoje mokre włosy, zauważyłam, że Harry stoi przy mojej toaletce i przygląda się czemuś z zainteresowaniem. Podeszłam do niego i zerknęłam mu przez ramię. Oglądał moje stare zdjęcia z dzieciństwa, jeszcze z Polski. Cały album wypełniony był mniej lub bardziej kompromitującymi zdjęciami... w końcu, jakie dziecko robi normalne rzeczy w tym wieku?  Przeglądał dalej album i co chwilę śmiał się z jakiejś mojej głupiej miny, lub pozy.
- Ejj – szturchnęłam go – Ty na pewno nie byłeś lepszy! – powiedziałam pokazując siebie w stroju biedronki z balu przebierańców w przedszkolu.
- Hmm... Wiesz, ja na pewno nie byłem biedronką – wyszczerzył swoje białe zęby w uśmiechu – Z tego co pamiętam, byłem Zorro...
- To nie fair! Nie śmiej się z mojego słodkiego stroju – zrobiłam naburmuszoną minę i usiadłam na łóżku. Chłopak zaraz znalazł się obok mnie i objął mnie ramieniem wskazując kolejny raz na to zdjęcie.
- No dobra... ale ja nie nazwałbym na tym zdjęciu stroju jako tego ‘słodkiego’... raczej tą słodką brunetkę w nim – powiedział z promiennym uśmiechem i cmoknął mnie w policzek.
- Awww... słodko – stwierdziłam – ale teraz lepiej mi już oddaj ten album, bo powoli zbliżamy się do zdjęć, których nie chcesz widzieć! – powiedziałam i w momencie zabrałam mu album z rąk, zamykając w szufladzie na kluczyk.
- Ejj... – chłopak jęknął zawiedziony, po czym podszedł do mnie i łapiąc mnie od tyłu w talii, nachylił się  – Ale i tak kiedyś je oglądnę – szepnął swoim uwodzicielskim tonem, a pode mną nogi się ugięły, i gdyby nie to, że mnie trzymał, to pewnie leżałabym już jak długa na ziemi. „Co ty ze mną robisz Harry?” obłędu można dostać!
Poszliśmy razem z chłopakiem na dół na obiad. Harry zachwycał się kuchnią babci i bardzo posmakowały mu jej pierogi. Babcia wypytywała chłopaka o różne rzeczy, a ja oczywiście robiłam za tłumacza. Potem do domu przyszedł dziadek i poznałam z nim Hazzę. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się do późnej nocy. To był zdecydowanie jeden z najlepszych dni w moim życiu!

_________________
Mam nadzieję, że was nie zawiodłam ;)
Jak wam się podoba zaistniała sytuacja? Co wam się podobało w tym rozdziale? W ogóle jak wam się podobał? Liczę na wasze szczere opinie :)
Dziękuję wam wszytskim, za miłe słowa, za każdy komentarz, każdą minutę spędzoną na czytanie lub komentowanie. Kocham was mocno miśki! <3
(i przepraszam za jednodniowy poślizg, mam nadzieję, że choć trochę wam go wynagrodziłam rozdziałem ;p)
Całusy xx.