piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 1 (II część)

Po tym, co zdarzyło się w moje urodziny, poprosiłam Harrego o trochę czasu. Musiałam wszystko dokładnie przemyśleć, bo w sumie, to pogubiłam się w tym już dawno temu. Z jednej strony był Louis, którego wciąż kochałam. Pomimo tego, co zrobił ze mną, nadal żywię do niego uczucie, i jestem w stanie poczekać, aż wszystko znajdzie swoje rozwiązanie. Zaś z drugiej był Harry, który był przy mnie w każdym momencie mojego życia... i w tych złych i dobrych. Wspierał mnie bez względu na to co się działo i bez względu na to co się dzieje.
Czy można kochać dwie osoby jednocześnie? W moim przypadku chyba tak... tylko co zrobić, jak jedna postanowiła zrobić sobie ‘przerwę’ a druga czeka na twoją odpowiedź? Jak bardzo chora jest ta sytuacja?
Całą noc nie mogłam spać. Przewracałam się z boku na bok i myślałam o tej popieprzonej sytuacji, w której się znajduje. Potrzebowałam z kimś pogadać, ale aktualnie nie miałam z kim. Cóż... Co zrobić, kiedy twój najlepszy przyjaciel jest w tobie zakochany? Nie masz wtedy nawet z kim pogadać... Przez to co się stało, Harry postanowił spać na kanapie. W sumie... też czułabym się dziwnie, śpiąc z nim w jednym łóżku.
- Cześć – z zamyśleń wyrwał mnie ten ochrypły głos, przy którym momentalnie dostawałam ciarek.
- Hej – mruknęłam pod nosem i przyssałam się do kubka z kawą. Kątem oka obserwowałam, jak Harry zawzięcie walczy z ekspresem do kawy. Uśmiechnęłam się pod nosem i mu pomogłam – Dzięki – chłopak posłał mi wdzięczny uśmiech i wrócił do przygotowywania sobie śniadania. Dopiłam resztę kawy i wstawiając kubek do zlewu poszłam do pokoju. Zatopiłam się w jakiejś lekturze i miałam ogromną nadzieję na to, że przy niej choć na chwilę się wyłączę. Że choć przez tą chwilę, kiedy będę ją czytać nie będą mnie dręczyć na powrót te wszystkie myśli... Louis, Harry, pocałunek, ciąża Eleanor... wszystko!
Na marne.
Nawet pierwsza lepsza powieść nie dała mi o tym zapomnieć. Wręcz od natłoku myśli, nie potrafiłam się na niej skupić. Usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju. Harry.
Odwróciłam się i zauważyłam jak wyciąga coś z szafy, po czym kieruje się do łazienki. Próbowałam spowrotem skupić się na lekturze, lecz z marnym skutkiem. Moją głowę zaprzątały teraz myśli o nim. O Harrym.
Jego delikatne usta na moich. Ten elektryzujący prąd przeszywający mnie od podeszwy, aż po sam czubek głowy. To niewytłumaczone przyciąganie... „Jak ja mogłam zakochać się w własnym przyjacielu?”.
Ale z drugiej strony Louis... ta jego troska i opiekowanie się mną. Tak naprawdę, to tylko on znał całą prawdę o Danym. Ta jego czułość i pragnienie, żeby zawsze był blisko. Żeby mógł mnie przytulić i pocałować na dobranoc. Żebym mogła zasnąć w jego bezpiecznych ramionach, i obudzić się obok jego uśmiechniętej, zaspanej twarzy.
Nie. Dość!
Potrzebuje przerwy. Potrzebuję wytchnienia i świeżego powietrza. Duszę się tu i nikt nie jest mi w stanie pomóc. Jedynym wyjściem jest mój wybór. Nikt mi go nie narzuci... wszystko zależy ode mnie i mojej decyzji.
Od decyzji, której nie chcę podejmować.
Nie chcę wybierać. Kocham ich obu. Każdego inaczej, ale na równi. Czemu życie jest tak niesprawiedliwe? Czemu muszę wybierać? Czasami mam ochotę umrzeć. To by dało rozwiązanie wszystkich problemów.
Czuję się w tym momencie, jak matka, której kazano wybierać pomiędzy dwójką swoich dzieci. Tyle że jedno dziecko przeżyje, a drugie idzie na śmierć.
Jak wy byście wybrali w takim wypadku? Ja szczerze, wolałabym oddać swoje życie, za dwójkę moich dzieci, które jednakowo kocham.
Czemu życie nie jest proste? Czemu stawia przed nami takie wybory? Wiem, że jak wybiorę jednego, będę cierpieć. Wiem, bo obaj są dla mnie ważni...
Harry wyszedł, tak... kolejne próby przed koncertem. Ale z drugiej strony to dobrze. Nie będę musiała patrzeć na niego i wymuszać uśmiechu „Wszystko gra” Nie. Tak naprawdę NIC nie gra...
Potrzebuję odetchnąć.
Chwyciłam mój dotykowy telefon i wklepałam w niego doskonale znany mi numer. Trzęsącymi się dłońmi nacisnęłam zieloną słuchawkę i czekałam. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Już miałam się rozłączyć, kiedy po drugiej stronie telefonu usłyszałam ten miły, ciepły głos.
- Halo?
- Emm... cześć. Tu Karolina – powiedziałam niepewnym głosem i już po sekundzie słyszałam niezmiennie miły głos, po drugiej stronie.
- Karolinka? Cześć słoneczko. Co się stało? Dziwnie brzmisz...
- Wszystko dobrze, babciu. Mam pytanie... a raczej prośbę...
- Słucham Cię uważnie – prawie czułam, jak babcia troskliwie się uśmiecha.
- Czy mogłabym do was przylecieć na jakiś czas?
- Jeszcze się pytasz... przecież sami Cię zapraszaliśmy na wakacje. Naturalnie, że możesz. Mama wie?
- Nie. Napiszę dzisiaj do niej...
- Dobrze, w takim razie czekamy, skarbie.
- Dziękuję. Jeszcze zadzwonię. Papa... – pożegnałam się, i po odpowiedzi babci rozłączyłam.
Odetchnęłam z ulgą... teraz tylko napisać mamie i wyjechać.
Poszłam do dużej szafy i wyciągnęłam z niej walizkę. Poupychałam w niej wszystkie swoje rzeczy i zapięłam zamek błyskawiczny. Nie zdążyłam się nawet umyć. Postanowiłam jak najszybciej stąd wyjść, bo z sekundy na sekundę dręczyły mnie wyrzuty sumienia. Już wychodziłam, gdy popatrzyłam za siebie i ogarnęłam apartament wzrokiem. Coś mnie tknęło i zostawiając walizkę w wyjściu wróciłam się. Wzięłam szybko do ręki długopis, czystą kartkę i napisałam na niej krótki list do Harrego, po czym zostawiłam go na stole i zamykając za sobą drzwi wyszłam z pokoju.
Na moje szczęście pod hotelem stał rząd taksówek. Wsiadłam do jednej z nich razem z moim bagażem.
- Na lotnisko poproszę – powiedziałam ocierając łzy z policzków. Czułam się trochę podle, zostawiając ich prawie bez słowa wyjaśnienia... sama nigdy nie chciałabym, żeby ktokolwiek mi tak zrobił, ale czułam się trochę do tego zmuszona. Po prostu nie potrafiłam inaczej.
- Żaden mężczyzna nie jest wart, żeby przez niego płakać – starszy pan uśmiechnął się do mnie pocieszająco.
Z jednej strony, nie powinno go to obchodzić, ale z drugiej było mi miło, kiedy mnie pocieszał. Jednak ktoś mnie dostrzegał, chociaż byłam mu tak naprawdę nie znana...
Taksówkarz zawiózł mnie na lotnisko. Podziękowałam mu i zapłaciłam, po czym wyszłam z taksówki. Weszłam do budynku i poszłam kupić bilet na samolot.
- Jeden do Polski poproszę – wręczyłam kobiecie w okienku pieniądze i dostałam bilet. Udałam się z nim do bramki odlotów i poszłam z moim bagażem na pokład samolotu.
Usiadłam w wygodnym fotelu i patrząc za małe okienko obserwowałam oddalający się Paryż. Łzy mimowolnie poleciały z moich oczu i zaczęły małymi strużkami spływać po policzkach. Szybko je starłam i starając się nie rozpamiętywać wszystkiego włożyłam słuchawki na uszy i włączając ulubioną muzykę próbowałam zasnąć.
Sen jest lekiem na wszystko. Szkoda tylko, że czasem nie można przespać wszystkich złych momentów w życiu...

***


Doleciałam do Polski. Lądowaliśmy na lotnisku w Balicach.
Wsiadłam do busa i po dwóch godzinach przesiadłam się w Zakopanym do tego jadącego do wsi, w której mieszkali moi dziadkowie.
Wysiadłam dziękując kierowcy. Pomimo tego, że było lato, na zewnątrz robiło się powoli ciemno. Szłam asfaltową drogą, po której o tej porze prawie nic nie jeździło. Tak... pomyślicie sobie zadupie, i dobrze. Ale ja kochałam to zadupie. Tu naprawdę można było się wyciszyć i odpocząć od tego wszystkiego. Domek dziadków znajdował się na jednej z górek. Dookoła nie było żadnych zabudowań. Za ich domem znajdowała się duża łąka i las, przez który przepływał strumyczek. Tego potrzebowałam. Ciszy. Spokoju. Nikogo dookoła.
Idąc drogą podziwiałam widoki zachodzącego słońca i oddychałam głęboko świeżym powietrzem. Tamto Paryskie powietrze, nie umywało się niczym do tego górskiego.
Skręciłam na krętą, wyjeżdżoną dróżkę prowadzącą do domu. Dookoła unosił się przyjemny zapach świeżo skoszonej trawy.
Przeszłam przez piękny ogródek mojej babci. Wszędzie dookoła rosły kwiaty, posadzone były krzewy i drzewka. Moja babcia miała bzika na punkcie tego ogródka, co było widać na pierwszy rzut oka. Był zadbany i wypielęgnowany. Choćbyś nie wiem ile szukał, nie znajdziesz tak żadnego chwasta... Doszłam do drzwi, w które donośnie zapukałam. Po chwili pojawiła się w nich babcia. Nie była bardzo stara, ponieważ urodziła moją mamę mając zaledwie 18 lat. Jej jeszcze ciemno brązowe, krótkie włosy zapięte były z tyłu jakąś spinką. Miała na sobie fartuszek „Musiała coś gotować..”. Widząc mnie od razu mocno mnie przytuliła.
- Cześć skarbie – ucałowała mnie w policzek i odsunęła od siebie – Ale wyrosłaś! – kręciła z niedowierzaniem głową -  Pamiętam Cię jeszcze taką, jak mieszkałyście z mamą w Polsce – pokazała ręką na jakiś metr nad ziemią – Wchodź – zaprosiła mnie do środka i zamknęła drzwi. Zaprowadziła mnie do mojego ulubionego pokoju, w którym zawsze spałam jak u niej byłam. Nic się tu nie zmieniło... lawendowe ściany, firanki w tym samym kolorze i duże drewniane łóżko stojące pośrodku. Biała pościel w drobne, kolorowe kwiatuszki, ciemne panele i jedna, duża szafa z lustrem, pod ścianą.
- Rozpakuj się, a potem umyj ręce i zejdź na dół na kolację – babcia uśmiechnęła się do mnie promiennie i wyszła z pokoju. Tak jak mnie poprosiła tak zrobiłam. Ze względu na to, że nie wiedziałam ile tu będę, wyjęłam z walizki tylko kilka rzeczy i poukładałam w ciemno-brązowej szafie. Zeszłam na dół i usiadłam na drewnianym krześle w kuchni. Babcia robiła coś przy blacie kuchennym i po chwili postawiła przede mną pysznego omleta.
- Smacznego.
- Dziękuję – powiedziałam i zabrałam się za wcinanie tych pyszności przyrządzonych przez babcię. Gdy zjadłam, odłożyłam brudne naczynia do zlewu i jeszcze raz podziękowałam.
- Gdzie dziadek? Odkąd tu przyjechałam nie widziałam go nigdzie... – spytałam upijając trochę gorącej herbaty.
- Dziadek powinien być albo gdzieś w ogródku, albo w stajni – babcia promiennie się do mnie uśmiechnęła – Jak chcesz, to idź do niego.
Ubrałam na nogi trampki i wyszłam tylnym wyjściem, przez taras do ogródka. Przeszłam kamienną ścieżką rozglądając się na boki, ale tam go nie było. Poszłam dalej, wzdłuż padoków, kiedy doszłam do stajni. Weszłam do środka i zobaczyłam doskonale znaną mi postać. Dziadek gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Podbiegłam do niego i wpadłam w ramiona.
- Cześć malutka! Ale urosłaś...
- Wszyscy musicie mi to wypominać? Ciebie też dobrze widzieć dziadku – zaśmiałam się.
- Wiesz... nie widzieliśmy Cię z babcią kilka dobrych lat... chyba nam wolno – puścił do mnie oczko i wrócił do wcześniej wykonywanej czynności – Jak wam się żyje z mamą w tym Londynie?
- Dobrze, nie narzekamy. W sumie, to od ponad dwóch tygodni, nie jestem w Londynie...
- Czemu? Byłaś gdzie indziej na wakacjach? – spytał podnosząc jakieś wiaderko z paszą i zanosząc do boksu obok. Tak... babcia miała swój ogródek, a dziadek był zapalonym koniarzem. Pamiętam jak jako mały, jeszcze nie umiejący sklecić normalnego zdania bąk, przyjeżdżałam do tu i jeździłam z dziadkiem. Jeszcze dobrze nie chodziłam, kiedy siedziałam w siodle.
- Można tak powiedzieć... byłam w trasie koncertowej.
- Aha... z Harrym, tak? – dziadek uśmiechnął się.
- Nie tylko, ale między innymi też – podeszłam do dziadka i zerknęłam przez uchylone drzwi boksu, na zwierze znajdujące się w środku. Był nim karej maści Coriano. Koń na którym zawsze jeździłam będąc tutaj. Podeszłam do niego i pogłaskałam go po szyi.
- Jeśli masz ochotę, to możesz wziąć go na przejażdżkę – usłyszałam propozycję dziadka.
- Gdyby jutro była ładna pogoda, to czemu nie... strasznie dawno nie jeździłam...
- Jestem przekonany, że niczego nie zapomniałaś. Takich rzeczy się nie zapomina, zupełnie jak z jazdą na rowerze.
- Przekonamy się jutro – posłałam dziadkowi uśmiech i poszłam dalej.
Porozmawiałam z dziadkiem i wróciliśmy do domu. Na polu było już całkowicie ciemno. Dziadkowie pytali o to czemu tak nagle przyjechałam, ale zbywałam ich, mówiąc, że po prostu się stęskniłam. Może nie było to do końca kłamstwo, bo owszem, stęskniłam się, ale to na pewno nie był główny powód mojego przyjazdu do Polski.
Była już późna godzina. Wykończona wszystkimi zdarzeniami z ostatnich dni, poszłam wziąć długą, relaksującą kąpiel i położyłam się do łóżka. Zastanawiałam się jeszcze, czy nie wejść na Internet, ale stwierdziłam, że jak mam być odcięta od świata, choć na te kilka dni, to odpuszczę sobie.
Zasypiałam chyba przez godzinę. Znów przewracałam się z boku na bok i nie mogłam odpędzić od siebie tych wszystkich myśli. No ale kto mówił, że będzie lekko? To, że odcięłam się od świata, nie znaczy, że odcięłam się od problemów.

*** Perspektywa Harrego ***

Wróciliśmy z chłopakami do hotelu. Tak... te próby przed jutrzejszym koncertem, można śmiało i bez ogródek nazwać ciężkimi. Przez nasze rozkojarzenie, musieliśmy kilka razy powtarzać niektóre piosenki i układy... szlag by to trafił. Czułem się jak po całym dniu ciężkiego pracowania.
Podszedłem do drzwi i otwarłem je. Wszedłem do środka i rzucając marynarkę na bok krzyknąłem na cały głos że jestem. Cisza. Nikt mi nie odpowiedział.
Wszedłem w głąb apartamentu i zerknąłem do pokoju.
Szafa była otwarta, jakby ktoś w pośpiechu zapomniał jej zamknąć. Podszedłem do niej, i już miałem ją zamykać, kiedy zobaczyłem, że w środku czegoś brakuje. A tak dokładniej nie czegoś, tylko walizki i ubrań Charlie. Zacząłem nerwowo przeszukiwać apartament, w poszukiwaniu czegokolwiek, co mogłoby należeć do niej. Na marne.
Przechodziłem przez salon i w oczy rzuciła mi się wytargana z jakiegoś zeszytu kartka. Wziąłem ją szybko do ręki i zacząłem uważnie czytać, zwykle staranne, ale tym razem trochę rozmazane pismo dziewczyny.

Harry!
Nie ma mnie... tak, nie mylisz się, wyjechałam.
Potrzebowałam tego... Wszystko co się dzieje... to, że kocham was obu i muszę wybierać... nie potrafię. Dla wszystkich będzie lepiej jak wyjadę.
Nie wiem czy wrócę, czy nie... nie mam najmniejszego pojęcia.
A co jest w tym najgorsze?
Świadomość, że zostawiłam Cię samego... Wiem, nie powinnam była tego robić, ale stało się. Nie umiem poradzić sobie z tym wszystkim i potrzebuję czasu. Przepraszam.
Kocham Cię,
                       

Charlie x.


Gdy przeczytałem ostatnie słowa, z moich oczu zaczęły kapać słone łzy.
Wyjechała.
Nie ma jej.


_________________________________

Tak jak chcieliście, a ja obiecałam, startujemy z drugą częścią opowiadania :)
Jak wam się podobał pierwszy rozdział?
Według mnie, jest trochę dziwny, ale w miarę OK.
Dziękuję wam za komentarze pod poprzednim. Fajnie wiedzieć, że ktoś to czyta i docenia waszą pracę i poświęcony czas :)
Całusy xx.

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 17 (EPILOG)

Proszę KAŻDEGO o przeczytanie notki pod rozdziałem!


*** Perspektywa Harrego ***

W Paryżu wylądowaliśmy koło godziny 23. Wszyscy byli zmęczeni lotem i każdy marzył o dotarciu do hotelu i położeniu się do łóżka. Szliśmy przez lotnisko, witani przez rzeszę fanów zebranych w jak i przed budynkiem. Widząc jak wychodzimy, przywitały nas donośne krzyki, piski i oklaski. Po drodze, porozdawaliśmy kilka autografów i porobiliśmy kilka zdjęć, jednak nie było na to za wiele czasu, ponieważ czekały na nas podstawione samochody.
Szedłem z Charlie przy boku. Dziewczyna była wykończona i co chwilę ziewała. Szczerze powiedziawszy, to chyba nikt z nas nie był w najlepszym stanie...
Gdy doszliśmy do naszych środków transportu, załadowaliśmy swoje bagaże i sami weszliśmy do dwóch samochodów. Na nasze szczęście, ze mną i z Charlie jechała Danielle i Liam, a w drugim samochodzie reszta. Po około pół godziny jazdy, dotarliśmy pod duży hotel w samym centrum Paryża. Obudziłem brunetkę której przysnęło się na moim ramieniu i podając jej rękę, pomogłem wysiąść z samochodu. Wzięliśmy nasze bagaże i udaliśmy się do hotelu, gdzie przy recepcji stał Paul i załatwiał zarezerwowane wcześniej pokoje. Po chwili przyszedł do nas i porozdawał nam klucze.
- Mam klucze do czterech pokoi, dwuosobowych – powiedział podając jeden Liamowi i Danielle – To dla was... Tutaj kolejny dla Nialla i Zayna – tym razem podał klucz mulatowi.
- Możemy już iść? Jestem padnięty – jęknął blondynek.
- Idźcie... – westchnął, a Zayn z Niallem i Dan z Liamem poszli w kierunku windy.
- Zostaliście mi wy... i jak ja mam was rozdzielić? – Paul zaczął się zastanawiać.
- Ja mogę być w pokoju z Charlie, a oni razem – popatrzyłem kpiącym wzrokiem na ‘słodziutką’ Elaonor wlepioną w Louisa. W sumie to ja i Charlie nie wyglądaliśmy pewnie lepiej, bo dziewczyna prawie spała na stojąco, wtulona we mnie. A przynajmniej nie kontaktowała za bardzo, co się dzieje dookoła niej...
- Okej... trzymaj Harry – podał mi klucz, a następnie ostatni wręczył Louisowi i Eleanor...
Poszliśmy do windy i wyjechaliśmy na samą górę. Plusem tego, ze mamy tam pokój, są zapewne widoki. W końcu oglądać Paryż z 20 piętra, to może nie to samo co z wieży Eiffla, ale pewnie równie wspaniale wygląda z okien naszego pokoju.
Nasz apartament znajdował się na samym końcu korytarza. Gdy doszliśmy do niego, otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. Brunetka od razu poszła sobie zająć łóżko, a ja zająłem się walizkami. Po chwili przyszła ze zdziwioną miną.
- Emm... Harry, mamy chyba malutki problem – powiedziała.
- Co się stało?
- Chodź sam zobacz – pociągnęła mnie za rękę i poprowadziła do sypialni. Okazało się, że w pokoju stoi tylko jedno łóżko. Dwuosobowe.
- Chcesz, to mogę spać na kanapie – zaproponowałem od razu. W końcu mogło być to dla niej trochę krępujące, spać ze mną w jednym łóżku przez kilka dni.
- Nie wygłupiaj się... – zmierzyła mnie wzrokiem – Przecież po spaniu na kanapie, nie będziesz mógł chodzić, bo plecy Cię będą bolały, kanapa jest niewygodna!
- To co proponujesz? Masz jakiś inny pomysł? – spytałem.
- Tak... po prostu będziemy spać razem... to przecież nie pierwszy raz – posłała mi delikatny, nieśmiały uśmiech.
- Dobrze. W takim razie idę rozpakować walizkę – powiedziałem kierując się w stronę szafy. Dziewczyna poszła za mną i zaczęła otwierać swoją torbę.
- Ok. Ja pójdę się wykąpać – powiedziała wyciągając z niej kosmetyczkę i pidżamę. Wzięła je i chwilę później znikła za drzwiami łazienki...

2 dni później. Hotel.
Paryż, Francja.

Tak... wczorajszy dzień można zaliczyć do udanych. Jednak patrząc na to z drugiej strony, Louis nadal nie odezwał się do Charlie, a ona prawie cały dzień przesiedziała z Danielle w pokoju. Rozmawiały, plotkowały o jakiś tam babskich sprawach.
Louis nadal obnosił się po świecie ze swoją ukochaną Eleanor, a wszystkich w zespole szlag trafiał. Nie dało się kompletnie dogadać z Tomlinsonem, co dopiero mówiąc o chwili spokoju „bez Eleanor” w pobliżu, żeby móc z nim pogadać.
Chłopcy razem z Danielle mieli dziś pomóc mi w zorganizowaniu niespodzianki dla Charlie, dlatego też postanowiłem rano wyciągnąć dziewczynę na długi spacer po Paryżu.
Poszedłem do kuchni, w której Charls jadła właśnie śniadanie.
- Dzień dobry – uśmiechnąłem się do niej – Jak się spało?
- Cześć – dziewczyna podniosła wzrok i popatrzyła na mnie – A dziękuję... dobrze – posłała mi promienny uśmiech.
- Mam dla Ciebie niespodziankę.
- Z jakiej to okazji? – spytała, a ja zastanawiałem się co jej w tym momencie powiedzieć.
- Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie – zaśmiałem się z jej zdezorientowanej miny i ukradłem jedną kanapkę z jej talerza.
- To może chociaż powiesz mi co mam ubrać?
- Nawet nie powiem, ale wybiorę! – wyszczerzyłem się – poczekaj tu chwilkę.
Poszedłem do naszej sypialni i zacząłem szperać w brązowej szafie. Pogoda była dziś wyjątkowo ładna, więc wybrałem dla Charlie miętową spódniczkę, białą bokserkę i szarą marynarkę, do tego jakieś baletki. Będzie w tym wyglądać na pewno zniewalająco. Położyłem strój za łóżku i wróciłem do dziewczyny informując ją o tym, że ma już wszystko przygotowane. Kiedy przyjaciółka skończyła jeść śniadanie, poszła wziąć szybki prysznic i się przebrać. Wykorzystując wolną chwilę pobiegłem do pokoju obok, żeby spytać się Liama i Danielle, czy wszystko idzie zgodnie z planem.
- Cześć – przywitałem się z wszystkimi. Okazało się, że w ich pokoju przesiaduje też Zayn i Niall – Jak dobrze że wszyscy jesteście... Jak wam idzie?
- Jak na razie wszystko pod kontrolą – uśmiechnęła się Danielle – Zaraz jedziemy z Liamem pozałatwiać to osobiście. Niby już dzwoniliśmy, ale lepiej wszystkiego dopilnować, w końcu ma być idealnie, prawda? – zaśmiała się.
- Nie wiem, jak wam dziękować!
- Na razie nie musisz, będziesz dziękował jak wszystko wypali – wyszczerzył się Zayn – Moja działka załatwiona.
- Ja też już większość ustaliłem i załatwiłem – dodał Niall uśmiechając się szeroko.
- Dobra... w takim razie, jeszcze raz wam dziękuję i lecę się ubrać. Zabieram ją na miasto. Jak coś to jesteśmy w kontakcie – puściłem im oczko i wyszedłem z pokoju.
Wróciłem do naszego apartamentu i zobaczyłem wychodzącą z pokoju przyjaciółkę. Żeby nazwać to, jak wyglądała, trzeba by wymyślić jakieś nowe słowo, bo użycie: pięknie, zjawiskowo, ślicznie, dziewczęco i seksownie to o wiele za mało. Gdyby to była kreskówka, to właśnie w tym momencie moja szczęka leżałaby na ziemi, a moje gały oczne wystrzeliłyby przed siebie. Spódniczka, odsłaniała jej długie, zgrabne, opalone nogi. Dziewczyna miała rozpuszczone włosy i długie, brązowe fale spływały wdzięcznie na jej ramiona. W ogóle całość, podkreślała jej mega zgrabną i pociągającą figurę „Zaczynam się bać, czy jakiś Francuz mi jej nie porwie na tej wycieczce...”

*** Perspektywa Charlie ***

Pozwiedzaliśmy z Harrym pół Paryża! Począwszy od Luwru, przez Katedrę Notre Dame a teraz ten głupek ciągnął mnie na wieżę Eiffla. Staliśmy w długiej kolejce i oglądaliśmy zdjęcia, które loczek nacykał podczas wycieczki. Na zewnątrz zaczęło się powoli ściemniać a słońce chyliło się ku zachodowi. Lepszej pory na zwiedzanie wieży, nie mogliśmy chyba znaleźć. Gdy dotarliśmy do kas, Harry zakupił dwa bilety i ruszyliśmy do windy. Wyjechaliśmy na samą górę wieży Eiffla podziwiając po drodze widoki. Jednak to, było niczym w porównaniu do tego co zobaczyliśmy z samej góry. Piękna panorama Paryża rozpościerała się przed nami, a na horyzoncie zachodziło słońce dodając całej scenerii uroku i pewnego rodzaju romantyzmu. Widok jak z bajki. „Jeszcze tylko księcia brakuje...”.
- Boże... tu jest cudownie. Dziękuję! – rzuciłam się na szyję Harrego ze łzami w oczach.
- Jejku.... Charls... nie płacz – Harry zaczął mnie pocieszać.
- Ale ja nie płaczę, to łzy szczęścia. Tu jest tak pięknie. I Ty to dla mnie zrobiłeś... i w ogóle... jesteś mega kochany! dziękuję – cmoknęłam go w policzek.
- Mam dla Ciebie coś jeszcze. Odwróć się i zamknij oczy – poprosił, a ja wykonałam jego polecenia. Po chwili poczułam, jak odgarnia mi włosy i na mojej rozgrzanej skórze, ląduje coś delikatnego i chłodnego – Możesz otworzyć.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam śliczny łańcuszek z zawieszką- papierowym samolocikiem. Widziałam już ją kiedyś... Wzięłam do ręki wszystkie łańcuszki Harrego i zaczęłam je przeglądać... Tak! On miał identyczny. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie i czułam jak w moich oczach znów zbierają się łzy szczęścia.
- Z jakiej to okazji?
- Dziś masz urodziny głuptasie – uśmiechnął się promiennie i poczochrał mnie po głowie – Wszystkiego najlepszego Charlie!
- Widzisz... do tego doszło, że nie pamiętam kiedy się urodziłam – zaśmiałam się przez łzy i mocno go przytuliłam – Dziękuję... za to że pamiętałeś, za tą niespodziankę i za to że jesteś. Jesteś cudownym przyjacielem Harry!
- Nie płacz już mała, dziś trzeba się radować! Dziś kończysz 18 lat, jesteś w końcu pełnoletnia – powiedział patrząc mi głęboko w oczy i uśmiechając się. W jego oczach tańczyły iskierki szczęścia. Wziął moją twarz w dłonie i otarł strużki łez z moich policzków, po raz kolejny szepcząc „Nie płacz...”  Nagle pomiędzy nami zrodziło się niewyjaśnione napięcie. Zauważyłam jak jego wzrok diametralnie zmienił się na poważny i ukradkiem spogląda na moje usta. Jego malinowe wargi były lekko rozchylone. Widziałam jak z sekundy na sekundę, coraz bardziej się zbliża, jednak nie mogłam się ruszyć. Tajemnicza siła, przyciągała mnie do niego i kazała stać w miejscu, oddać się chwili. Jego usta były tak blisko, że czułam jego ciepły oddech na mojej twarzy. Przez każdy nerw w moim ciele przeszedł dreszcz i dziwny prąd. Po chwili jego usta znalazły się na moich i delikatnie je muskały. Czułam, że całuje mnie z taką niespotykaną delikatnością, a za razem pasją. Wiedziałam, że nie powinnam, ale to było tak cholernie pociągające... Nie mogłam się oderwać od ziemi i odsunąć... po prostu nie potrafiłam. To on się odsunął i popatrzył mi głęboko w oczy. Tym razem nie widziałam w nich tych tańczących iskierek, tylko coś innego. Tą pasję z jaką całował, może pożądanie, ale i delikatność. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego co zrobiliśmy. „Przecież to jest twój przyjaciel...”
- ymm... ja przepraszam – chłopak zaczął się jąkać – przepraszam, nie powinienem... to pod wpływem chwili i... przepraszam...
- Tak... może lepiej o tym zapomnijmy, prawda? – powiedziałam zmieszana, czując jak na moje policzki wstępuje rumieniec.
- Yhym... myślę, że to będzie dobry pomysł... zapomnieć... przecież to nic nie znaczyło, tak? – chłopak nerwowo się zaśmiał – To co idziemy?
- Gdzie? – spytałam niepewnie, patrząc na niego.
- Kolejna niespodzianka, chodź – mrugnął oczkiem i pociągnął mnie za sobą za rękę.
Wsiedliśmy do taksówki i gdzieś pojechaliśmy. Pomimo moich notorycznych pytań, Harry i tak nie pisnął ani słowem, co do tego gdzie jedziemy. Strasznie zaskoczył mnie, tym co stało się na wieży Eiffla, ale postanowiliśmy o tym zapomnieć. Harry był moim przyjacielem, a ja chyba nadal czułam coś do Louisa... pomimo tego co się teraz dzieje, nadal go... kocham? Sama już nie wiem, ale czuję się trochę źle, po tym co zrobiliśmy z Harrym... czuję się, jakbym go zdradziła, i to z jego i moim najlepszym przyjacielem. Przecież to jest chore!
Taksówka stanęła i Harry zapłacił kierowcy należną sumę. Wyszliśmy z samochodu i skierowaliśmy się do jakiegoś miejsca. Nie mam zielonego pojęcia co to może być. Harry otworzył drzwi i przepuścił mnie, po czym sam wszedł. Dookoła było ciemno i nie wiedziałam nawet gdzie iść, więc zdałam się na loczka który prowadził mnie za rękę. Szliśmy długim korytarzem po czym skręciliśmy w lewo i stanęliśmy. Hazza otworzył drzwi i znów mnie przepuścił, wchodząc za mną. Zaświecił światło a moim oczom ukazała się grupka osób krzycząca „Suprise” i śpiewająca sto lat... Widząc wszystkich zgromadzonych znów byłam bliska popłakania się ze szczęścia... Oni też pamiętali, i zrobili to wszystko dla mnie! Cała sala przyozdobiona była balonami, serpentynami i innymi ozdobami. Naprzeciwko znajdował się bar, a po prawej konsola dla DJ’a za którą usiadł Malik. Cała reszta pomieszczenia, to był parkiet, na którym po chwili wszyscy zaczęli tańczyć. Każdy po kolei podchodził do mnie i składał mi życzenia. Wszystkie otrzymane prezenty złożyłam na stoliku obok, ponieważ nie miałam teraz wyrobienia do otwierania ich, kiedy co chwilę ktoś do mnie podchodził... Zauważyłam, że przy barze siedzi nawet Louis z Eleanor, popijając jakiegoś drinka. Stwierdziłam, że to jest mój dzień i nie będę sobie nim zawracać głowy... Nie dzisiaj. Zamierzałam tańczyć, pić i bawić się do upadłego.
Po tym, jak prawie wszyscy wyściskali mnie i dali prezenty poszłam na parkiet żeby potańczyć. Zayn wybierał muzykę i powiem, że świetnie wszystko zorganizował. Moje ciało momentalnie zaczęło żyć własnym życiem, i ruszać się w rytm muzyki. Może nie tańczyłam tak genialnie, jak Danielle, ale co tu dużo mówić... ona jest profesjonalistką. Przetańczyłam kilka kawałków z każdym z chłopaków. Zaważyłam, że Harry siedzi przy barze i pije ciągle jakieś drinki. Podeszłam do niego i pociągnęłam go za rękę.
- Chodź – poprosiłam i pociągnęłam go w stronę parkietu.
- Nie chce mi się. To twoje święto, idź i baw się dobrze – posłał mi uśmiech.
- No właśnie... to moje święto, i jako solenizantka, chcę z tobą zatańczyć. Nalegam! – powiedziałam patrząc na niego wzrokiem nie znoszącym sprzeciwu – Chodź! – pociągnęłam go i tym razem z osiągnięciem zamierzonego efektu, ponieważ wstał i poszedł ze mną.
Przetańczyliśmy razem chyba cztery kawałki. Harry po nich stwierdził, że idzie sobie usiąść, odpocząć i się napić. On poszedł, a ja tańczyłam i świetnie się bawiłam, wywijając tym razem z Niallem. Po dwóch kawałkach przetańczonych z blondynkiem, tym razem ja potrzebowałam odetchnąć i się napić. Podeszłam do baru i poprosiłam o jakiegoś kolorowego drinka. Przysiadłam się do Harrego i wypiłam z nim za moje zdrowie. Gdy skończyłam, dalej chciało mi się tańczyć. Już wstałam i miałam iść na parkiet, kiedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się z uśmiechem myśląc, że to Harry, jednak gdy zobaczyłam kto to, momentalnie mina mi zrzedła.
- Możemy porozmawiać? – Louis spytał niepewnie się uśmiechając. Na jego widok, tak blisko mnie poczułam ciarki. Wszystkie nasze wspólne momenty, zaczęły przelatywać przez moją głowę w postaci wspomnień. Pokiwałam twierdząco głową i założyłam ręce na piersi, czekając na jego ruch.
- Słuchaj Charlie – na dźwięk mojego imienia w jego ustach miałam ochotę się rozryczeć. Tam. Na środku sali. Przy wszystkich. „Charls... trzymaj emocje na wodzy... nie pokazuj mu, że jesteś słaba...” Momentalnie przypomniał mi się mój dzisiejszy pocałunek z Harrym. Tak... mieliśmy oboje o tym zapomnieć, ale jakoś nie mogłam go wyrzucić z głowy. Ciągle powracał i chyba nie był złym wspomnieniem... raczej niechcianym. Szczególnie wiedząc, że przede mną stoi ktoś, kogo kocham... – Widzisz... Ja też nie rozumiem teraz co się dzieje... to wszystko... to mnie przerasta. I proszę zrozum.. Ja.. ja nie mogę się z Tobą spotykać, bo Eleanor mi zagroziła, że jak będę dalej z tobą chodził, to ona odejdzie z mojego życia, razem z dzieckiem... A ja tego nie chce... nie chce, żeby moje dziecko wychowywał ktoś inny. Zrozum...
- Ale czemu... – nie mogłam dokończyć, bo przerwał mi piskliwy jęk Eleanor. W tym momencie, miałam dosłownie ochotę wydrapać tej idiotce oczy. Zrobiła to specjalnie. Miałam tego stu procentową pewność!
- Lou.... źle się czuję. Chodźmy na chwilę na świeże powietrze – powiedziała z bolącą miną, łapiąc się za brzuch. Louis nie dał mi dokończyć, tylko pobiegł do niej i pomógł jej wyjść tylnym wyjściem na zewnątrz. Tak... olał mnie, a z moich oczu powoli zaczęły kapać łzy. Czułam się coraz bardziej bezsilna, widząc co się dzieje. Mając świadomość, że to już koniec... przynajmniej na razie. Usiadłam koło Harrego na stołku barowym i poprosiłam barmana o coś mocnego. Harry widząc, że płacze otarł mi łzy i bez słowa wstał. Obserwowałam to, gdzie idzie.... „O Boże...” Zerwałam się czym prędzej z mojego siedzenia i dopijając drinka pobiegłam za nim. Słyszałam w oddali jak drze się na Louisa i wypomina mu wszystko „Gdzie są te cholerne drzwi na zewnątrz?!” Boże... co będzie jak on mu zrobi krzywdę? Przeze mnie? W końcu znalazłam odpowiednie drzwi, które po popchnięciu prowadziły na dziedziniec za klubem. Zobaczyłam w oddali siedzącą na ławce Eleanor, i Harrego szarpiącego się z Louisem.
- Wiesz jaką sprawiasz jej tym krzywdę? Opamiętaj się człowieku! Nienawidzę Cię... nienawidzę tego, czym się stałeś przez nią – wskazał na Eleanor, a Louis go uderzył „O nie...” – Tak... ja zasłużyłem na to, po zniewadze Eleanor? Ty zasłużyłeś na to, za to co zrobiłeś tej dziewczynie – powiedział i przywalił mu z całej siły prawym-sierpowym w twarz. Zakryłam usta ręką i gdy zobaczyłam, że Harry wcale nie zamierza przestać podbiegłam do nich i próbowałam ich rozdzielić.
- Harry! Przestań! Opamiętaj się, proszę – powiedziałam dławiąc się łzami i stając pomiędzy nimi – Proszę...
Chłopak na moje słowa opuścił rękę i popatrzył na mnie przepraszająco. Pod jego nosem leciała szkarłatna stróżka krwi. Jego oczy błyszczały wściekłością i agresją – Proszę Cię, chodź – powiedziałam ciągnąc go delikatnie za rękę. Widać było, że był w jakimś amoku, i gdyby nie to, że stojąc pomiędzy nimi, nie miał jak, to okładałby Louisa dalej...
Chłopak niechętnie, ale poszedł za mną. Udaliśmy się na zaplecze. Posadziłam go na krześle, a sama sięgnęłam po apteczkę. Wyciągnęłam z niej gazę i wodę utlenioną i polawszy gazik podeszłam do bruneta.
- Uwaga, może trochę szczypać – ostrzegłam go i zaczęłam zmywać krew z obdartej skóry i spod nosa. Chłopak na początku zasyczał i ścisnął mocno dłonie w pięści. „Trzeba było się nie bić, to teraz by nie bolało...” westchnęłam w myślach i wróciłam do wcześniej wykonywanej czynności. Harry dziś już trochę wypił, ale miałam wrażenie, że ta akcja z Louisem sprawiła, że trochę wytrzeźwiał...
- Czemu Ty to zrobiłeś? Nie lepiej było z nim porozmawiać? – spytałam po chwili.
- Nie... nie mogłem patrzyć, jak on Cię krzywdzi... – powiedział stanowczo – Charlie..?
- Tak?
- Wiesz... dzisiaj.. na wieży... tak naprawdę, to ja nie żałuje... chciałem tego, i to wcale nie było przypadkiem – po tych słowach kompletnie mnie wmurowało – Bo wiesz.... ja... ja chyba czuję do Ciebie coś więcej, niż do przyjaciółki... myślę... chyba się w tobie... zakochałem.
Gdy wypowiedział ostatnie słowo, moje serce stanęło a ja nie mogłam się ruszyć. Stałam jak słup soli i wpatrywałam się z niedowierzaniem w Harrego. Chłopak pochylił się nade mną i po raz drugi tego dnia, złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Każdy mięsień odmówił posłuszeństwa, i każdy nerw przesyłał dziwne dreszcze po całym moim ciele. Nie wiedziałam zupełnie co zrobić... bo czy to możliwe, że... że ja odwzajemniam te uczucia?

_____________________________
Zaskoczeni? :) Na wstępie chcę powiedzieć, że jest możliwość kontynuacji (II części opowiadania). Wszytsko zależy od was. Proszę każdego, kto to czytał o zostawienie komentarza. Chcę wiedzieć, ile osób to czytało i czy chcecie kolejną część (w końcu, po co miałabym pisać, skoro nikt nie chciałby tego czytać...) Jeśli zdecyduje się na pisanie kolejnej części, to myślę, że będziecie musieli poczekać trochę dłużej, ponieważ wymaga to ode mnie najpierw napisania planu, przemyślenia akcji, potem dopiero napisania rozdziału. Dlatego nie złoście się na mnie, jak długo nie będę nic dodawać (obiecuje, postaram się jak najszybciej ;))
I skoro kończymy tą część, to chciałabym wam gorąco podziękować za wszystkie miłe słowa, za każde wspieranie, każdą minutę, poświęconą na czytanie i komentowanie tego opowiadania, zo to że byliście i tak bardzo mnie motywowaliście! Kocham was wszystkich i nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy, jak miło mi było czytać wasze komentarze! <3
Całuję, ściskam i pozdrawiam gorąco! xx.

PS. Mam nadzieję, że nie zawiodłam was z długością tego rozdziału ;)

poniedziałek, 1 lipca 2013

Rozdział 16

Siedziałam w kuchni w apartamencie Harrego i sączyłam powoli kawę z kubka. Harry właśnie poszedł po swoją marynarkę i wychodził.
- Charls... obiecaj mi, że coś zjesz – poprosił, patrząc na mnie ze współczuciem. Nic nie mówiłam, tylko pokiwałam twierdząco głową. Chłopak naprawdę się starał. Nie dość, że pomógł mi, to jeszcze przenocował i zrobił mi śniadanie. Troszczy się o mnie od wczoraj. Nie to co Louis... czułam się okropnie, wiedząc, że byłam przejściową ‘zabawką’ w jego rękach. Teraz ma Eleanor i spodziewa się z nią dziecka, ja poszłam w odstawkę. Na samą myśl do oczu napłynęły mi łzy. Nie przeszkadzało mi to, od wczoraj zdążyłam się przyzwyczaić do zamazanego widoku i do zimnych strużek spływających po moich rozgrzanych policzkach.
Najgorsze w tym wszystkim, było to, że ja go kochałam i nadal kocham. A po tym co zrobił, zastanawiam się nad stałością jego uczuć... Jeszcze wczoraj, zapewniał mnie o tym, że kocha mnie nad życie, a teraz, kiedy przyszła Eleanor nawet nie przyszedł mnie pocieszyć, powiedzieć, że będzie dobrze i że znajdziemy jakiś logiczny sposób na tą chorą i pokręconą sytuację. Tak... zdecydowanie na to liczyłam i jak widać się przeliczyłam. Jedyną osobą, na której mogłam w tym momencie polegać, był Harry.
Popatrzyłam kątek oka na talerz kanapek, leżący przede mną. Obiecałam Harremu, że zjem, ale jak na razie nie miałam na to ochoty. „Zjem później...”. Wstałam od stołu i wiedząc, że w naszym apartamencie nie powinno być nikogo, poszłam się wykąpać, ubrać i przenieść swoje rzeczy do Harrego. Otworzyłam apartament, faktycznie nikogo nie było. Poszłam do dużej szafy i otworzyłam drzwi z ciemnego drewna. Wyciągnęłam z niej dużą, czarną walizkę i pochowałam wszystkie należące do mnie rzeczy. Nie było ich mnóstwo, więc poszło to dość sprawnie. Zostawiłam sobie tylko coś do przebrania, żeby nie chodzić ciągle w dresach Harrego i zapięłam walizkę. Udałam się pod prysznic, szybko umyłam i przebrałam. Sprawdzając jeszcze raz, czy przypadkiem nic tam nie zostawiłam, wzięłam walizkę i wyszłam z apartamentu zamykając za sobą drzwi.

*** Perspektywa Harrego ***

Po skończonym wywiadzie wszyscy udaliśmy się do garderoby, w której stylistka zmywała z nas makijaż i odpinali nam mikrofony. Było to jedyne miejsce, w którym nie było w tym momencie Eleanor. Miałem wrażenie, że chodziła za nami jak cień. Po co Louis w ogóle ją wziął ze sobą?! Postanowiłem, że jeżeli mam porozmawiać z Louisem, to tylko tu i teraz. Odciągnąłem go na bok i zacząłem.
- Możesz mi wytłumaczyć, co się dzieje do cholery? – syknąłem wściekle.
- Ale o co Ci chodzi? – spytał jakby nie wiedział o co chodzi... Ludzie... trzymajcie mnie, bo zaraz zrobię mu krzywdę!
- O to gówno... Weź się zastanów debilu! Od wczoraj, Charlie nocuje u mnie. Nie zauważyłeś, że dziewczyny Ci zabrakło?! – warknąłem na niego, tak, że aż podskoczył – Co ty sobie wyobrażasz? Elka wczoraj przyjechała i oznajmiła Ci że jest w ciąży i już Cię nie interesuje twoja dziewczyna, którą podobno tak bardzo kochasz? Wiesz w jakim stanie wczoraj była? W ogóle czemu ty wierzysz tej suce?! – wkurzyłem się.
- Nie mów tak! To matka mojego dziecka! – powiedział wielce oburzony, a ja błagałem w myślach o jakąkolwiek kontrole.
- Tak... jeżeli w ogóle to dziecko istnieje – prychnąłem.
- Przestań – powiedział z zaciśniętymi zębami.
- Wiesz co Louis... może i jesteś moim przyjacielem, ale Charlie traktuję jak własną siostrę i mam teraz szczerą ochotę Ci przywalić w mordę, za to co ona teraz przeżywa – powiedziałem starając się uspokoić – Ile jeszcze razy, dasz się omotać tej jebanej wykorzystywaczce, żebyś się nauczył, że ona ZAWSZE, rozumiesz? Zawsze kłamie!  - wrzasnąłem, odwróciłem się na pięcie i odszedłem od niego. Jak Boga kocham, zaraz bym mu przywalił w tą śliczną buźkę...
Wziąłem z kurtki Zayna papierosa i poszedłem zapalić... chyba nie obrazi się o jednego, prawda? No ale co zrobić, kiedy jestem tak wkurwiony... nigdy nie palę ani nie paliłem, ale sytuacja mnie dziś do tego zmusiła. Wyszedłem na zewnątrz i zapaliłem. Zaciągnąłem się dymem i poczułem duszące uczucie w płucach. Zakrztusiłem się, ale z każdym ponownym zaciągnięciem się, było lepiej. Pomimo, że było to obrzydliwe, przynosiło niepojętą ulgę...

***

 Wróciliśmy do hotelu,  od razu, nie zważając na Paula i ‘ustalanie’ dzisiejszego wylotu, pobiegłem na górę. Przez cały czas myślałem o przyjaciółce i głowiłem się nad tym czy wszystko u niej jest w tym momencie w porządku. Martwiłem się o nią...
Gdy zorientowałem się, że nie mam teraz jak liczyć na windę, bo dopiero co zamknęła mi się przed nosem i jechała na samą górę budynku „Póki ona tu wróci...” Wybrałem schody i szybko pokonałem je wchodząc co dwa stopnie. Wszedłem do mojego apartamentu, zamykając po sobie drzwi. Przeszukałem kuchnię i pokój, ale tam jej nie było. Udałem się do salonu. Telewizor chodził bardzo cichutko, tak, że prawie niesłyszalnie a dziewczyna leżała skulona na kanapie i spała. Uśmiechnąłem się mimowolnie na jej widok. „W końcu sobie odpocznie...” Poszedłem cicho do pokoju i wróciłem do niej z kocem. Rozłożyłem koc i przykryłem nim dokładnie brunetkę, po czym poszedłem się pakować do swojego pokoju. Po około godzinie, w pokoju leżały dwie zapakowane i zamknięte walizki. Wchodząc do pokoju i widząc, że Charlie wciąż śpi, postanowiłem pójść do chłopaków.
Otworzyłem drzwi i usłyszałem głośne rozmowy i śmiechy. Nie tylko Liama i Nialla, ale też Zayna i... jakiejś kobiety? Ciekaw kto to, wszedłem w głąb pomieszczenia i zobaczyłem siedzących w salonie chłopaków. Na kolanach Liama siedziała znana mi brunetka z burzą kręconych włosów na głowie.
- Cześć Danielle – przywitałem się z brunetką. Dziewczyna na mój widok wstała i podeszła mocno mnie przytulając.
- Cześć Harry – uśmiechnęła się – O, skarbie, widzę że ostatnio przypakowałeś – uśmiechnęła się cwaniacko i dźgnęła mnie w klatkę piersiową. „Stara, dobra Danielle...”
- Tak Dan, też za Tobą tęskniłem – wyszczerzyłem się do dziewczyny.
- Czy ja mam być zazdrosny? – spytał z udawanym oburzeniem w głosie Liam na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Nie kochanie – powiedziała słodziutkim głosem spowrotem siadając mu na kolanach i cmokając go w policzek – Wiesz, że mały Hazza jest dla mnie jak brat – wyszczerzyła swoje śnieżnobiałe zęby w szerokim uśmiechu.
- Ja nie jestem mały... – prychnąłem – jestem wyższy od Ciebie, kotku!
- Ale jesteś młodszy, więc nie dyskutuj smarkaczu – powiedziała na co znów wszyscy zaczęliśmy się śmiać.  Usiadłem obok Liama i Danielle  i po chwili, wciągnąłem się w rozmowę w sumie, o niczym, przerywaną co chwilę salwami śmiechu i wygłupami.
Danielle, była zdecydowanie jedną z dziewczyn chłopaków, które najbardziej lubiłem. Była miła, wesoła, zabawna, a przede wszystkim tworzyła z Liamem świetną parę i wiedziałem, że zawsze mogę do nich przyjść i im się wygadać, jeśli miałbym jakiś problem. Patrząc na wszystkie dziewczyny chłopaków, Eleanor nigdy nie trawiłem, bo widziałem co robi z Louisem, a Pers lubiłem, ale była mi bardziej obojętna... Za to Danielle, była świetną przyjaciółką i faktycznie traktowała mnie nie raz, jak młodszego brata.
Temat zszedł na trasę, a potem ktoś coś wspomniał o Charlie i tak Danielle dowiedziała się o mojej przyjaciółce.
- Musisz ją w końcu poznać – powiedział uradowany Niall.
- Po waszych opowieściach, wydaje się naprawdę cudowną osobą – brunetka uśmiechnęła się do nas – Ale zupełnie nie rozumiem, co się stało z Louisem... co on najlepszego odwala? – powiedziała marszcząc brwi w zastanowieniu – Z tego co mi opowiadacie, to wydawali się być związkiem wprost idealnym...
- Szczerze, to też tego nie rozumiemy – westchnąłem – jestem w stanie zrozumieć to, że Louis też teraz nie ma łatwo, ale jak patrzę na to, jak załamana jest ta dziewczyna, to mam ochotę mu wpierdolić – stwierdziłem stanowczo.
- Ciągle jest u Ciebie? – spytał Liam.
- Tak, śpi...
- To dobrze, musi być nieźle wyczerpana po takich przeżyciach – westchnął Liam, a w jego głosie dało się wyczuć troskę. Cały Dadd’y. Zawsze przejmował się wszystkimi bardziej niż sobą.
- Dan, Ty jedziesz dalej z nami, prawda? – spytałem zwracając się do brunetki.
- Tak – uśmiechnęła się do mnie. Miałem w głowie pewien plan, który miałem zamiar za niedługo wcielić w życie... tak dokładniej to za dwa dni.
- Mógłbym was prosić o pomoc? – tym razem zwróciłem się do wszystkich zgromadzonych.
- Jasne – odpowiedział Liam, a wszyscy przytaknęli głowami. Usiadłem wygodniej i zacząłem tłumaczyć im wszystko dokładnie...

***

Po obgadaniu z chłopakami i Danielle całej sprawy, poszedłem do swojego apartamentu, żeby obudzić Charlie. Była już godzina 17 i za pół godziny umówiliśmy się z Paulem na dole, w pełni gotowości do wyjazdu.
Wszedłem do środka i udałem się w stronę salonu. Tak jak myślałem, brunetka nadal spała. Usiadłem obok niej i lekko potrząsnąłem jej ramieniem, żeby się obudziła.
- Hej, mała. Pobudka, za pół godziny wyjeżdżamy – posłałem jej szczery uśmiech. Dziewczyna zaczęła powoli otwierać oczy i kilka razy zamrugała, żeby przyzwyczaić je do panującego dookoła światła – Cześć Hazza – powiedziała przeciągając się i ziewając – Długo spałam?
- No... troszkę – zaśmiałem się – Ale jesteś w pełni usprawiedliwiona – uśmiechnąłem się i mrugnąłem do niej, wstając z kanapy – Chcesz coś do picia? Robię sobie herbatę.
- To ja też poproszę.
Udałem się do kuchni w celu zaparzenia herbaty. Już nastawiłem wodę i miałem sięgać po szklanki, kiedy zobaczyłem kątem oka talerz z kanapkami, który rano zostawiłem dziewczynie.
- Charlie...?
- Mhm? – spytała wchodząc do kuchni. Gdy zobaczyła moje założone ręce na klatce piersiowej i talerz, na który się patrzyłem, jej mina od razu zrzedła.
- Czemu tego nie zjadłaś? Przecież mi obiecałaś...
- Przepraszam, ale nie byłam głodna. Nie będę się zmuszać do jedzenia – odpowiedziała w końcu siadając na krześle obok, spuszczając głowę i nerwowo bawiąc się palcami u rąk.. Podszedłem do niej, kucnąłem naprzeciwko i złapałem jej ręce w swoje. Podniosłem jej podbródek, żeby popatrzyła mi w oczy.
- Mała... wiem, że jest Ci ciężko – westchnąłem – Ja też nie pojmuje tej chorej sytuacji, ale musisz jeść. Nie wierzę, żeby osoba nie jedząca nic przez dwa dni, będąca tylko o kawie z rana, nie była głodna – uśmiechnąłem się do niej pocieszająco. Nie chciałem na nią krzyczeć. Byłem zły, za to, że nie dotrzymała słowa, ale gdybym zaczął krzyczeć, to tylko pogorszyło by sprawę – Proszę Cię... zjedz chociaż jedną...- poprosiłem podając jej talerz – Dla mnie – uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w policzek. Wróciłem do jedzenia herbaty i kątem oka patrzyłem, jak przyjaciółka powoli je kanapkę.

*** Perspektywa Charlie ***

Harry wziął nasze walizki, i poszliśmy z nimi do windy. Zjechaliśmy na dół, na szczęście bez spotkania kogokolwiek po drodze, jednak wiedziałam, że w końcu będę musiała stanąć twarzą w twarz z Louisem, i szczerze, to chciałam ten moment jak najbardziej przeciągnąć w czasie. Nie byłam na to gotowa.
Poszliśmy do Busa i zapakowaliśmy nasze bagaże do środka. Przy pojeździe stał Paul, nerwowo próbujący się gdzieś dodzwonić. Jak było widać po jego minie – z marnym skutkiem. Harry pociągnął mnie za rękę i podeszliśmy do menażera. 
- W końcu jesteście – powiedział wkładając komórkę do kieszeni – Wszyscy już są, czekaliśmy na was – na te słowa przełknęłam głośno ślinę i poczułam wielką gulę w gardle. Mając świadomość, że ON, siedzi tam i zaraz go zobaczę, zrobiło mi się trochę niedobrze. Desperacko ścisnęłam rękę Harrego, tak, że popatrzył na mnie ze zdziwieniem, jednak po chwili potarł kciukiem o moją dłoń szepcząc, że wszystko będzie dobrze. Byłam mu niesamowicie wdzięczna za to, że wspierał mnie i mogłam na nim polegać. Miałam wrażenie, że on jako jedyny, bez względu na to co się stanie i tak będzie po mojej stronie i jest moim najprawdziwszym przyjacielem. Pociągnął mnie delikatnie za rękę i poszliśmy w stronę drzwi. Na całe szczęście, wszystkie miejsca były pozajmowane, tylko z przodu została jedna ‘dwójka’. Bez zastanowienia usiedliśmy na nim. Ja od strony okna, a Harry od strony przejścia. Z tego co zdążyłam zauważyć, Louis siedział na samym tyle. Z NIĄ. Siedział kurwa z nią...
Zauważyłam, że od wejścia do busa, aż do zajechania na lotnisko nie puściłam ręki Harrego. Czemu? Dodawała mi otuchy. Tak.. zdecydowanie dlatego...
Dojechaliśmy przed lotnisko. Wzięliśmy swoje bagaże i przeciskając się przez tłum fanek zgromadzonych w tym miejscu, poszliśmy do odprawy. Hazzie nie przeszkadzało to, że trzymałam go za rękę i ktoś mógł to zobaczyć. Chyba wiedział, że tylko dzięki niemu jeszcze tu stoję i jakoś się trzymam na nogach. Gdy zobaczyłam Louisa, razem z Eleanor, myślałam że wybuchnę tam, na samym środku, przy wszystkich płaczem. Tak w ogóle, to czemu ona jedzie z nami? Czemu...?

***

Usiedliśmy wygodnie na siedzeniach w samolocie. Siedziałam obok Harrego i modliłam się w myślach o to, żeby przed nami nie usiadł Louis ze swoją panienką... tego bym nie wytrzymała. Siedzenia były poustawiane po dwa, frontem do siebie, więc gdyby usiedli tam, to przez cały lot musiałabym powstrzymywać się od płaczu i patrzeć na ‘słodziutką’ Eleanor i mojego... byłego chłopaka?
To było na tyle chore, że nawet nie wiedziałam kim w tym momencie dla siebie jesteśmy... Związkiem z ‘przerwą’ na ciążę jego byłej? Może w ogóle nie jesteśmy związkiem? Sama nie wiem, i już dawno się w tym pogubiłam.
Odetchnęłam głęboko z ulgą, gdy zobaczyłam, że miejsca przed nami zajmuje Liam i jego dziewczyna. Z tego co zauważyłam, była wysoką, szczupła, zawsze uśmiechniętą dziewczyną i nie mogłam się doczekać, kiedy ją poznam. „W sumie, to nawet Perrie mówiła, że jest wspaniała...”.
- Cześć, jestem Danielle – posłała mi promienny uśmiech i przytuliła mocno – Ty pewnie jesteś ta wspaniała Charlie, o której tyle mi opowiadali – puściła oczko.
- Czy ja wiem czy taka wspaniała... raczej zwyczajna – powiedziałam nieśmiało, i poczułam jak na moją twarz wstępują nieproszone rumieńce.
Wraz z czasem, gdy nasza rozmowa się rozkręciła, okazało się, że Danielle jest faktycznie prze miłą i sympatyczną osobą. Poczułam do niej jakąś niezrozumiałą więź, taką jak do Harrego. Czułam po prostu, że mogę zawsze jej o wszystkim powiedzieć i pomimo tego, że znałyśmy się zaledwie kilka godzin, czułam, że jest moją przyjaciółką.
Ogólnie patrząc na nią i Liama, widać było, że tworzą idealną parę. Oboje są tacy... tacy godni zaufania! Tak, to zdecydowanie dobre określenie. I Dan i Liam troszczyli się o wszystkich dookoła, i zaskarbiali sobie ich przyjaźń.
Dzięki nim, cały lot minął w miarę spokojnie i choć na chwilę zapomniałam o Louisie i tym całym bagnie, które w ostatnim czasie się nazbierało.



Uff... wyrobiłam się na poniedziałek :)
Jak wam się podoba? Mnie szczerze, to po części tak, a po części nie, ale to wasza szczera opinia jest dla mnie najważniejsza! Piszcie co wam się podoba, co nie itd. A wtedy będę ewentualnie wiedziała co poprawić, żeby było lepiej ;)
Rozdział, dzięki @KateG277 wyszedł taki długi, bo ona kazała mi napisać jeszcze więcej! ;p Więc to jej możecie dziękować za to, ze macie dziś więcej do przeczytania.
Dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim. Jak czytam te miłe słowa, to nawet sobie z tego nie zdajecie sprawy, jaki mam wtedy szeroki uśmiech na twarzy. Za niedługo chyba mięśnie szczęki mi pękną od tego szczerzenia się! ;p
Całuję i życzę miłego tygodnia xx. 

PS. Nie zabardzo mi się chciało sprawdzać, więc gdyby były jakieś błędy, to bardzo przepraszam. Po prostu przeleciałam tekst tak mniej więcej, i dodałam.

sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 15

*** Perspektywa Harrego ***

Załatwialiśmy z chłopakami kilka ważnych spraw z Paulem, stojąc przy samochodzie. Rozmawialiśmy głównie o jutrzejszym wywiadzie i wyjeździe za dwa dni. Louis nie czekając na nic pobiegł na górę i zostawił nam wszystko do załatwienia „Ahh... Ci zakochani...”.
- Jutro o godzinie 9.00 chcę was widzieć gotowych! – Paul pogroził nam palcem – Nie będę znów was tłumaczył, jak się spóźnicie.
- Jasna sprawa szefie – Zayn powiedział poważnym tonem i  zasalutował a my wszyscy wybuchliśmy śmiechem
- Dobra, koniec żartów Malik. – Paul się zaśmiał – Z tego co pamiętam to na Ciebie ostatnio najdłużej musieliśmy czekać – pokiwał głową z politowaniem a Zayn nieco się zmieszał.
- Nie moja wina, że Niall przez tak długi czas zajmował łazienkę! – powiedział oburzony, po czym dodał – Musiałem jakoś wyglądać, w końcu nie pójdę do fanów z potrzepanymi włosami, jak po ostrym seksie! – jęknął.
- No Malik... Jak była tu Pers, to rano nie było mowy o innej fryzurze – postanowiłem mu podokuczać, na co ten zmroził mnie wzrokiem. Nagle, nasze żarty i śmiechy ucichły gdy zobaczyłem wybiegającą z hotelu przyjaciółkę. To było dość dziwne... po co miałaby wybiegać, skoro przed chwilą przyszedł tam Lou? Coś było zdecydowanie nie tak...
- Charr, co się stało? – krzyknąłem za dziewczyną, jednak to ją nie zatrzymało. Dalej biegła przed siebie, w stronę pobliskiego parku. Czym prędzej przeprosiłem chłopaków i Paul’a i pobiegłem za nią. Nie dobiegła daleko, już po chwili usiadła pod drzewem i schowała twarz w dłonie. Płakała... tylko dlaczego? Podszedłem do niej i mocno ją przytuliłem. Po chwili dziewczyna wtuliła się w mój tors i moczyła moją koszulkę swoimi łzami. Głaskałem ją delikatnie po głowie i próbowałem uspokoić.
- Shhh, mała. Nie płacz – szeptałem do niej nadal głaszcząc jej brązowe włosy.
Dziewczyna po jakimś czasie zaczęła powoli się uspokajać. Nie ruszyłem się z miejsca, tak jak i ona, i nadal leżała wtulona w moją klatkę piersiową.
- Co tam się stało? Louis Cię skrzywdził? – spytałem. Cisza. Nic nie odpowiedziała. Spróbowałem jeszcze raz – Char, wracamy do hotelu?
- Nie – dziewczyna szepnęła cichutkim, załamanym głosem. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Czemu płakała? Co się stało? Przecież przed chwilą, szczęśliwy Louis pobiegł do niej na górę. No właśnie.. Gdzie do cholery jest Louis?! Chyba gdyby coś się stało, to wybiegłby za nią, prawda? Chyba, że on jej coś zrobił...  Zacząłem coraz bardziej się niecierpliwić i martwić – Charlie, proszę cię, powiedz coś! – błagałem dziewczynę, żeby powiedziała co tam się stało – Czemu nie chcesz tam wracać? – brunetka mocniej wtuliła się we mnie i z jej oczu znów zaczęły lecieć łzy.
- On.... ona... – dziewczyna się jąkała.
- Jaka ona, do cholery? – wybuchłem, co ten debil znów zrobił? O jaką „Ją” chodzi?!
- E...Ele...onor. – wyszeptała dziewczyna. „Co? Ta wredna suka znów coś wymyśliła?„ – Ona... Louis będzie tatusiem – powiedziała i znów wybuchła płaczem. Przytuliłem ją mocno i zacząłem kołysać delikatnie. Jak to możliwe, że Eleonor była w ciąży? „No Styles, jakbyś nie wiedział, skąd się biorą dzieci...” zakpił mój wewnętrzny głos. Nie mieściło mi się to zupełnie w głowie. Szeptałem Charlie ciche, uspokajające słowa do ucha jak mantrę.
- Będzie dobrze mała... na pewno będzie – szeptałem, choć szczerze, to sam w to nie wierzyłem. W końcu co ma być dobrze, skoro Louis spodziewa się dziecka ze swoją byłą?
Czułem jak Charlie zaczyna drzeć w moich rękach. Faktycznie, powoli zaczęło się ściemniać co za tym szło, również było chłodniej na zewnątrz. Podniosłem ją i założyłem na ramiona szarą marynarkę, którą jeszcze miałem z koncertu. Objąłem ramieniem i pomimo, że dziewczyna nie chciała i próbowała się wywinąć, poszliśmy powolnym krokiem w stronę hotelu.
Gdy doszliśmy, wyjechaliśmy na nasze piętro i skierowaliśmy się w stronę jej pokoju. Prawie przed samymi drzwiami, dziewczyna stanowczo się zatrzymała. Popatrzyłem na nią zdziwiony.
– Harry, ja nie chce tam wracać – powiedziała i z jej oczu zaczęły powoli spływać łzy.
- Shhh... mała, proszę Cię nie płacz. Chodź, pójdziemy do mnie, ok.? – popatrzyłem na nią. Nic nie odpowiedziała, tylko pokiwała delikatnie głową. Otworzyłem kluczem zamek od moich drzwi. Miałem osobny pokój, od kiedy przyjechała do nas Perrie. Postanowiłem zostawić jej i Zaynowi nasz pokój, a sam wynająłem sobie nowy. Widząc jak się trzęsie z zimna, od razu wysłałem dziewczynę do wanny. Była cała przemarznięta i wyglądała co najmniej kiepsko. Charls posłusznie poszła do łazienki, a ja w tym czasie pościeliłem jej moje łóżko i przygotowałem sobie koc i poduszkę. Przygotowałem kanapę do spania, po czym udałem się do kuchni w celu zaparzenia dla dziewczyny herbaty z cytryną i sokiem malinowym. Lepiej, żeby nam się nie rozchorowała...
Usiadłem w salonie i obserwowałem białe drzwi od łazienki. Nie minęło kilka minut, kiedy usłyszałem, że woda przestała się lać. Jeszcze kilka minut później, drzwi się uchyliły i wyszła z nich trochę zawstydzona brunetka w samym ręczniku.
- Emm... Harry.. Mógłbyś mi coś pożyczyć? – spytała, a ja dopiero teraz się zorientowałem, że nie dałem jej nic do ubrania.
- Jasne, poczekaj tu chwilkę – poprosiłem i szybko udałem się w stronę mojego pokoju. Wyciągnąłem z szafy jakąś luźną koszulkę i moje spodnie dresowe. Wróciłem do dziewczyny i podałem jej ubrania. Poszła do łazienki się przebrać i chwilę później wyszła z niej, ubrana w moje o wiele za duże na nią dresy. Wyglądała dość śmiesznie, taka drobna i krucha w za dużych ubraniach. Usiadła obok mnie na kanapie i zaczęła tępo wpatrywać się w bliżej nieznany mi punkt na ścianie. Od razu zobaczyłem ten smutek na jej twarzy.
- Mała... nie myśl o tym – powiedziałem ze współczuciem.
- Kiedy ja nie mogę – szepnęła i zaraz jej oczy się zaszkliły. Wziąłem ją w objęcia i tak siedziałem lekko ją kołysząc w ramionach. Było mi jej strasznie żal. Jeden dzień i sytuacja diametralnie się zmieniła. Ciekaw byłem, co w tym momencie robi Louis... w końcu to jego dziewczyna. Nie obchodzi go co się z nią dzieje? To dość egoistyczne. Najbardziej, bałem się, że to kolejna głupia ‘sprawka’ Eleanor i znów owinie sobie Louisa wokół palca... w końcu nie raz już jej się to udało. A najgorzej, było mi patrzeć na Charlie, która nieświadomie się w to wplątała i teraz cierpi.
Delikatnie opuściłem wzrok i popatrzyłem na przyjaciółkę. Spała... To chyba nawet lepiej, bo po takich emocjach i ‘akcjach’ na pewno była zmęczona. Szczególnie, jeżeli pół dnia nie robiła nic innego, tylko płakała.
Wziąłem ją najdelikatniej jak potrafiłem na ręce i zaniosłem do mojego łóżka. Przykryłem kołdrą i sam poszedłem na kanapę spać. Ułożyłem się i niedługo po tym zasnąłem.

***

Obudził mnie płacz. A dokładniej płacz Charlie. Przetarłem szybko oczy i spojrzałem na zegarek – wskazywał godzinę 3.57 w nocy. Zwlekłem się z kanapy i poszedłem czym prędzej do przyjaciółki. Spała a za razem płakała przez sen. Usiadłem obok niej i próbowałem ją obudzić. Dziewczyna gwałtownie otworzyła oczy i ze strachem na mnie popatrzyła. Zdając sobie sprawę z tego, że to ja, bez słowa wtuliła się we mnie i zaczęła szlochać. Nie pytałem co jej się śniło. Domyślałem się, z czym było związane i to mi w zupełności wystarczyło. Patrząc na nią i to jak wygląda, serce mi się krajało. Ona ma jeszcze w ogóle siłę, żeby płakać? Gdyby przeliczyć jej łzy, wylane w ostatnim czasie, wyszłoby chyba kilka litrów...
Udało mi się ją w miarę uspokoić i powoli znów zasypiała.
Zaraz do pokoju wbiegł zaspany Payne, który miał pokój obok i najprawdopodobniej płacz Charlie go obudził.
- Co się stało? – spytał patrząc na mnie i dziewczynę – Co Charls tu robi? – spytał zbity z tropu. Położyłem zasypiającą dziewczynę spowrotem do łóżka i pokazałem Liamowi, żeby udał się za mną do kuchni. Chłopak poszedł za mną.
- Co robi tu Charlie? – spytał marszcząc brwi w zastanowieniu.
- Śpi... – westchnąłem.
- Ale czemu? Coś się stało?
- Stało się... Eleanor się stała – powiedziałem wkurzony i dodałem – Przyjechała oznajmić Louisowi, że zostanie tatusiem – powiedziałem gotując się w środku ze złości. Payne otworzył usta i oczy ze zdziwienia i z niedowierzaniem się we mnie wpatrywał.
- Żartujesz sobie?
- Chciałbym... – powiedziałem szczerze.
- I co? Louisa nie obchodzi, co się dzieje z Charlie? – spytał z wymalowanym pytaniem na twarzy.
- A widzisz go tu? – spytałem sarkastycznie – Dziewczyna pół dnia nie robi nic innego, tylko płacze, a Louisa jak nie było tak nie ma... zaczynam się zastanawiać, co takiego zrobiła, lub powiedziała Eleanor, że Louis nie widzi co się dzieje dookoła niego...
- To co teraz będzie?
- Pytaj mnie a ja Ciebie Liam... jak na razie pilnuję młodej, bo źle z nią, sam widzisz – westchnąłem – co najgorsze, nie widziałem, żeby Eleanor wychodziła... Jutro wieczorem wyjeżdżamy i co teraz?
- Trzeba porozmawiać z Louisem – stwierdził Payne po chwili zastanowienia.
- Zrobisz to?
- Jasne, tylko może dopiero jutro... Dobranoc.
- Dzięki Liam. Dobranoc. – posłałem mu słaby, ale szczery uśmiech i brunet wyszedł zamykając za sobą drzwi. Zaglądnąłem jeszcze do Charlie, jednak nie spała. Wpatrywała się tępo w okno, nie zauważając, że wszedłem. Usiadłem obok niej na łóżku, na co lekko podskoczyła wystraszona, nie wiedząc co się dzieje. Obróciła się w moją stronę i uśmiechnęła się słabo. Wręcz widać było to zmęczenie na jej twarzy.
- Hej, mała, czemu nie śpisz? – odgarnąłem z jej twarzy zabłąkany kosmyk włosów.
- Nie mogę zasnąć, nie potrafię... – westchnęła.
- Spróbuj, musisz odpocząć. Jesteś osłabiona, a do tego prawie nic dziś nie zjadłaś – pogłaskałem ją czule po włosach. Taka drobna i delikatna, a taka biedna... Już wstawałem i miałem gasić światło, kiedy usłyszałem jej cichy szept.
- Harry...?
- Tak?
- Zostaniesz ze mną? Nie chce spać sama ...
- Jasne – uśmiechnąłem się do niej delikatnie. Zgasiłem światło po czym położyłem się obok niej. Dziewczyna wtuliła się we mnie i chwilę później zasnęła, a ja zaraz po niej.

***

Rano obudził mnie Liam. Otwarłem powoli oczy, mrugając kilka razy powiekami, żeby przyzwyczaić je do światła słonecznego. Mój nieprzytomny wzrok powędrował na bruneta, który uśmiechał się delikatnie pod nosem. Nie wiedziałem o co mu chodzi. Po chwili dopiero, przypomniałem sobie, że nie śpię sam. Obok mnie leżała pogrążona w głębokim śnie Charlie. Uśmiechnąłem się na myśl, że w końcu przespała choć trochę, nie budząc się co chwile i nie płacząc przez sen. Wstałem powoli i cicho, żeby przypadkiem jej nie obudzić i udałem się do kuchni. Zapowiadał się upalny dzień. Napiłem się trochę wody po czym udałem się do łazienki, żeby wziąć szybki prysznic i ubrać się. Dziś ostatni dzień w Nowym Jorku. Za godzinę wychodzimy i jedziemy do telewizji śniadaniowej na wywiad, a potem pakowanie i wieczorem wylot. Letni strumień wody uderzał w moją rozgrzaną skórę, powodując przyjemne ochłodzenie. Gdy umyłem się i włosy, wyszedłem spod prysznica i przepasałem się ręcznikiem w biodrach. Udałem się po cichu do pokoju, w którym spała Charlie, żeby wyciągnąć sobie coś do ubrania. Gdy znalazłem tam granatowe rurki i białą koszulkę, których szukałem, wróciłem do łazienki i w spokoju się przebrałem. Poszedłem do kuchni, żeby zrobić sobie i Charlie kanapki. Nastawiłem czajnik z wodą i zabrałem się za smarowanie pieczywa i krojenie innych składników. Zrobiłem cały talerzyk kanapek i postawiłem go na stoliku. Zalałem dwa kubki z kawą rozpuszczalną w środku wrzątkiem z czajnika i posłodziłem. Stwierdziłem, że i mi i Charr przyda się porządna dawka kofeiny z samego rana.
Jak na zawołanie, choć rozważałem też jakąś telepatie do kuchni weszła ślamazarnym krokiem brunetka. Przywitała się ze mną i usiadła na krześle. Podałem jej kubek z kawą, którą powoli zaczęła sączyć i podsunąłem talerz z kanapkami, lecz dziewczyna zaprzeczyła ruchem głowy.
- Charls... musisz coś zjeść! – zacząłem jej tłumaczyć – Wczoraj prawie nic nie jadłaś! Nie da się żyć o kubku kawy z rana...
- Nie jestem głodna – powiedziała spokojnym głosem. W całym pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi. Krzyknąłem krótkie „Proszę” Po czym zza drewnianej powłoki wynurzył się Liam.
- Cześć Charlie – przywitał się z uśmiechem na ustach – Harry – zwrócił się do mnie – za 3 minuty mamy być na dole.
- Ok, już idę – powiedziałem i chłopak wyszedł. Tym razem zwróciłem się do brunetki – Obiecaj, że zjesz te kanapki. Muszę już iść – poprosiłem. Dziewczyna pokiwała głową. Poszedłem po szarą marynarkę, po czym pożegnałem się z brunetką i wyszedłem z pomieszczenia.


Jak widzicie, udało mi się wcześniej napisać i dodać rozdział. W sumie, to na waszą korzyść, bo miał być jutro. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy to czytają i komentują. Nie wiecie, jak miło mi jest czytać takie słowa :) Mam nadzieję, że ten rozdział również wam się spodobał i czekam na wasze szczere opinie. Jeszcze raz dziękuję i miłego weekendu! xx.

piątek, 28 czerwca 2013

Rozdział 14

Dzisiejszy dzień zapowiadał się cudownie. W końcu co mogło być nie tak, po tak wspaniale spędzonym wieczorze? Chłopcy mieli dziś po południu próby do jutrzejszego, ostatniego koncertu w Nowym Jorku a ja z Perrie umówiłam się na popołudniowe zakupy.
Po zjedzeniu śniadania, wzięłam szybki poranny prysznic i ubrałam się w czarne leginsy i kremową bokserkę a do tego moje ulubione sandałki. Włosy rozpuściłam i rozczesałam moje loki, żeby uformowały się w delikatne fale. Gotowa do wyjścia zamknęłam nasz apartament i poszłam po Perrie.

To popołudnie mogę śmiało zaliczyć do jak najbardziej udanych. Obeszłyśmy z Pers chyba wszystkie możliwe sklepy, i nogi mi już odpadały, ale było warto. Kupiłam kilka fajnych ciuchów w tym prezent dla Louisa. Jeszcze nie wiem kiedy go użyję, ale jestem przekonana, że mu się spodoba. Postanowiłyśmy, że trzeba chwilę odpocząć i napić się czegoś, więc poszłyśmy do Starbucksa na kawę.
- Boże, tych ciuchów to chyba na rok mi wystarczy – jęknęłam ze zmęczenia popijając łyk swojej mrożonej kawy. Przyjemny smak roszedł się po moich ustach.
- Pomyśl też o plusach, czyli o minach chłopaków, jak zobaczą nas w tych cudeńkach – zachichotała wskazując na jedną z toreb, w której mieściła się zakupiona przez nas dzisiaj, seksowna, koronkowa bielizna – Co prawda, znając ich to długo się nas w niej nie naoglądają, ale satysfakcja będzie – wyszczerzyła się szeroko na co ja się zaśmiałam.
- Jak tylko wrócimy do hotelu, to muszę ją wypróbować. Nie mogę się doczekać reakcji Zayna – powiedziała podekscytowana – chociaż i bez tego dobrze nam idzie – mrugnęła oczkiem a ja czułam jak na moje policzki wstępuje rumieniec. Nie spodziewałam się po niej aż takiej wylewności... chociaż – A wy z Louisem? – spytała a ja na te słowa prawie wyplułam kawę przed siebie i zamiast tego zaczęłam się głośno krztusić. Jak doszłam do siebie popatrzyłam na jej twarz i znów spuszczając wzrok i chowając moje rumieńce za kaskadą włosów, spływających na moje ramiona odpowiedziałam prawie niesłyszalnym szeptem – Yyy.. My.. my jeszcze.. jeszcze tego nie robiliśmy – wydusiłam z siebie i w tym momencie dziękowałam Bogu za to, że postanowiłam dziś na rozpuszczone włosy.
Mimowolnie podniosłam wzrok i popatrzyłam na jej zdziwioną minę. Jednak po chwili zmieniła się ze zdziwionej w bardziej zatroskaną.
- Nie przejmuj się... Przecież to nic złego – uśmiechnęła się pokrzepiająco.
Na moje szczęście tematy po chwili zeszły na inne tory i ten wypad na zakupy okazał się być naprawdę udanym.
Do hotelu wróciłyśmy późnym wieczorem. Chłopcy dużo wcześniej przed nami skończyli próbę i od dłuższego czasu siedzieli w hotelu. Weszłam do naszego apartamentu i jak najciszej podeszłam do zapatrzonego w komputer bruneta. Wskoczyłam zwinnie na łóżko i mogłam z satysfakcją oglądać widok twarzy przestraszonego Louisa.
- Cześć kochanie – wpiłam się w jego wargi. Nie musiałam długo czekać na ruch z jego strony i już po chwili czułam jak chłopak równie namiętnie oddaje pocałunek. Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie Lou przemówił zadyszany – Cześć. Widzę, że zakupy się udały – popatrzył na mnie nieco rozbawiony.
- A i owszem – uśmiechnęłam się do niego i zeszłam z łóżka, żeby rozpakować stertę siatek leżących przy szafie.

Dzień później.
Hotel, godzina 12.00

Tak to już dziś. Dziś odbędzie się ostatni koncert chłopców w Nowym Jorku. Zostajemy tu jeszcze dwa dni, bo jutro będzie wywiad dla jakiegoś programu śniadaniowego i relacje z koncertu, a na drugi dzień wieczorem wylatujemy. Czuję się niesamowicie podekscytowana, na myśl ile miejsc zwiedzimy podczas tej trasy koncertowej. Jedyną przykrą wiadomością, jest to, że Perrie dziś wyjeżdża. Musi wracać, bo z dziewczynami z zespołu również mają trasę i właśnie jej przerwa się skończyła.
- Będę za Tobą tęsknić. Musimy jeszcze kiedyś umówić się na zakupy i ploteczki – mrugnęła do mnie dziewczyna mocno się przytulając.
- Ja też – westchnęłam – Strasznie miło było Cię poznać. Koniecznie musimy się umówić jeszcze kiedyś – uśmiechnęłam się do niej szczerze.
- Jak poznasz dziewczynę Liama, to umówimy się na zakupy w trójkę. Danielle też jest wspaniała.
- Kochanie, musimy już jechać – jęknął Zayn przerywając nam pożegnanie.
- Dobrze, skarbie. Już idę – powiedziała i znów zwróciła się do mnie – Trzymaj się Charls. Do zobaczenia! – uśmiechnęła się i pomachała odchodząc.
- Do zobaczenia Perrie! – krzyknęłam na odchodne i dziewczyna zniknęła za drzwiami apartamentu razem z mulatem.

Jakiś czas później, hotel.

Dziś nienajlepiej się czułam. Od rana bolał mnie brzuch i głowa. Próbowałam to zatuszować przed chłopakami, ale Lou oczywiście to zauważył i powiedział, że nie jadę na żaden koncert, tylko zostaję i odpoczywam. Co miałam zrobić? Nic... chłopcy pojechali niedługo po tym, a ja zostałam sama w hotelu.
Zrobiłam sobie gorącą herbatę i poszłam do salonu. Rozłożyłam się wygodnie na kanapie i okryłam kocem, po czym włączyłam telewizor. Popijając co chwilę gorący napój, oglądałam jakiś program z ciekawostkami naukowymi. Lubiłam oglądać takie rzeczy, bo często były ciekawe. Gdy program się skończył, zegar wskazywał godzinę 18.00 „Czyli od ponad godziny trwa koncert” pomyślałam. Jeszcze tylko godzina samotnych męczarni i chłopcy wrócą.
Włączyłam na telewizorze jakiś denny serial, ale że nie było tam nic ciekawszego to oglądałam perypetie hiszpańskich kochanków: Carlosa, który kocha Mariannę, ale ona go zdradza z Josephem, a on zaś ma żonę Clarę, która ma dziecko z Carlosem, ale on o tym nie wie i.... a zresztą... nieważne. Od tych beznadziejnych ‘perypetii’ uratował mnie jedynie donośne pukanie do drzwi. Ubrałam buty i poszłam do drzwi. „Dziwne... chyba za wcześnie na powrót chłopców..”. Pukanie się nasiliło a ja krzyknęłam donośne „Chwilkę!” i wyłączając po drodze telewizor doszłam i otworzyłam drzwi. „Czyżby Lou znów zapomniał kluczy?”.
Otworzyłam drzwi i moim oczom ukazała się wysoka, szczupła brunetka z lekko pofalowanymi włosami opadającymi na jej wątłe ramiona. Kojarzyłam ją skądś, ale nie pamiętałam skąd...
- W czym mogę pomóc? – spytałam nieco zbita z tropu. Wyraz twarzy dziewczyny z uśmiechniętego, również zmienił się w zdziwiony.
- Zastałam Louisa? – spytała z nadzieją.
- Nie. Chłopcy mają koncert, ale za niedługo powinni wrócić. Przekazać coś? – spytałam nadal nie wiedząc kim jest moja rozmówczyni, ani po co przyszła.
- W sumie to muszę z nim poważnie porozmawiać – „Okejj... dziwne”  - Mogę na niego poczekać? – spytała słodziutkim głosem. Chwilę się zastanawiałam, ale stwierdziłam, że ją wpuszczę. W końcu, skoro to coś ważnego i nie może poczekać, to co mam zrobić?
- Poczekaj w salonie – poinformowałam dziewczynę i sama poszłam się przebrać w coś bardziej schludnego, niż moje ulubione, luźne dresy. Poszłam do swojego pokoju i ubrałam się w czarne leginsy, do tego jakaś luźna koszulka i trampki. Włosy związałam w wysokiego kucyka i poszłam do kuchni, żeby zrobić dla Lou coś do jedzenia. Jak wróci będzie pewnie głodny.
O dziwo dziewczyna się ‘rozgościła’ i oglądała jakieś filmy na telewizorze. W sumie to długo to nie trwało, bo pół godziny po jej przyjściu w końcu przyszli chłopcy, a raczej Louis, który wparował do pomieszczenia jak dziki.
- Cześć Charls – już do mnie podchodził, gdy zauważył brunetkę siedzącą w salonie. Podszedł do kanapy na której siedziała i widząc kto to jest w końcu się odezwał.
- Eleonor? Co Ty tu robisz? – spytał marszcząc przy tym brwi.
„Eleonor... coś mi świta...”
Dziewczyna na widok mojego chłopaka wstała i z wielkim uśmiechem na ustach rzuciła się na niego mocno się w niego wtulając i prawie krzycząc – Lou, będziesz tatusiem!
„Zaraz CO KURWA?” Teraz mi dopiero zaświtało... Eleonor to była Louisa! „Brawo za szybkość Charls!” Dopiero po chwili zaczęło do mnie dochodzić, to co usłyszałam. Do moich oczu zaczęły napływać łzy, których za cholerę nie mogłam powstrzymać. Widząc przyklejoną do Louisa brunetkę, zrobiło mi się słabo. Nie czekałam długo, tylko wybiegłam z pokoju mocno trzaskając drzwiami. Biegłam przed siebie nie zważając praktycznie gdzie biegnę. Szczerze to łzy skutecznie rozmazywały mój wzrok. Wybiegłam z hotelu i pobiegłam do pobliskiego parku. Przy wyjściu minęłam chłopaków. Usłyszałam tylko wołanie loczka.
- Charr... co się stało? – miałam szczerze gdzieś. Pobiegłam przed siebie nie zważając na jego pytanie. Nogi trochę mnie już bolały. Byłam jakiś kawałek od hotelu, znajdowałam się w parku. Łzy leciały coraz szybciej, a ja z bezsilności usiadłam pod jakimś drzewem i szlochałam.
Czemu moje życie musi być tak popieprzone? Zaczyna się wszystko układać, wychodzę na prostą nie tylko ogólnie, ale i emocjonalnie po przeżyciach, które tak głęboko zakorzeniły się w mojej psychice, a tu nagle przychodzi była mojego chłopaka i oznajmia mu, że jest z nim w ciąży! Poczułam, że ktoś mnie mocno obejmuje i głaszcze po głowie. Miałam cichą nadzieję, że to Louis, ale się przeliczyłam. Był to Harry. Wtuliłam się w niego i znów wszystkie hamulce popuściły i zaczęłam wypłakiwać się w jego koszulę.



Za nami kolejny rozdział :) Jak się podobał? Liczę na wasze opinie i szczere komentarze. Od dziś postaram się pisać dokładną datę dodania kolejnego rozdziału. (data może ulec zmianie, ponieważ też jestem człowiekiem, i czasem się nie wyrobię, ale postaram się jak najbardziej jej przestrzegać)
Dziękuję za każdy komentarz z osobna. I tym zalogowanym i anonimom. Nawet nie wiecie, jakiego dajecie mi pozytywnego kopa i jak motywuje mnie do pisania :) Gdyby nie wy, to najprawdopodobniej nie pisałabym już tego bloga... To tylko dzięki wam piszę dalej to opowiadanie! Kocham was wszytskich i dziękuję każdemu z osobna! xx.

niedziela, 23 czerwca 2013

Rozdział 13

- To jak, gotowa żeby poznać Perrie? - spytał mój ukochany na co ja pokiwałam twierdząco głową. Wyszliśmy razem z Hazzą i udaliśmy się do pokoju obok. Na łóżku siedział Zayn z Perrie. Zawzięcie o czymś dyskutowali.
- Ekhem.. - odchrząknął mój chłopak na co oboje odwrócili się w naszą stronę.
- Cześć Charr! - krzyknął ucieszony Zayn, podszedł do mnie i mnie przytulił po przyjacielsku.- Poznaj moją lepszą połowę, Pers - Charlie - przedstawił nas sobie. Drobna blondynka z wielkim uśmiechem nie schodzącym jej z twarzy odkąd weszliśmy do pokoju, podeszła do mnie i mocno mnie wyściskała. - miło mi Cię poznać, Zayn dużo mi o Tobie opowiadał - powiedziała patrząc to swojego chłopaka to na mnie.
- Również mi miło - odpowiedziałam i stwierdziłam że na pierwszy rzut oka dziewczyna wydaje się być mega sympatyczna. "Może nawet się zaprzyjaźnimy?" pomyślałam. Widać było że Zayn z Perrie tworzą zgraną parę, a patrząc na nich z wyglądu stanowili całkowite swoje przeciwieństwa. Perrie była drobną blondynką o jasnej karnacji, przy przypakowanym Zaynie wyglądała na jeszcze drobniejszą niż jest. Jego ciemne włosy i karnacja całkowicie się przeciwstawiały z Perrie. - Dobra mam plan - wyskoczył nagle Zayn z propozycją. - jak wiecie mamy dziś wywiad. Może zostaniecie razem, będziecie zacieśniać więzy a potem pooglądacie swoich dwóch najprzystojniejszych chłopaków w telewizji? - spytał obejmując Louisa ramieniem.
- Jasne, super pomysł - powiedziałam szybko. Perspektywa spędzenia z Perrie czasu, podobała mi się. W końcu będę miała z kim poplotkować i pogadać o babskich sprawach.
- Miałam właśnie to samo zaproponować kochanie - odpowiedziała Zaynowi.
- Świetnie, to my się zbieramy. - zarządził Louis.
- Bawcie się dobrze - krzyknęła na odchodne Perrie.
- Pa chłopcy, miłej zabawy! - dodałam po czym zgraja wyszła a my zostałyśmy same.
- W końcu nie jestem sama jedna na tych pięciu - odetchnęłam z ulgą. Blondynka zachichotała.
- Znam Twój 'ból' też to kiedyś przerabiałam. - uśmiechnęła się szeroko. - To co, może zamówimy sobie jakiś obiad bo szczerze to padam z głodu.
- Czytasz mi w myślach, od rana nic nie jadłam - powiedziałam z ulgą. Zamówiłyśmy z Perrie dania, które niecałe pół godziny później znajdowały się już w apartamencie. Rozmawiałyśmy o wszystkim po kolei. Najpierw o chłopakach, potem o ciuchach, notabene stwierdziłyśmy że musimy się wybrać na zakupy, dalej gadałyśmy o jej trasie koncertowej i o wielu innych rzeczach.
- Już 14.30 idę włączyć telewizor. - stwierdziłam po czym wstałam w poszukiwaniu pilota do dużej plazmy wiszącej na ścianie w pokoju. W końcu udało mi się znaleźć pilot i włączyłam wywiad. Perrie dosiadła się do mnie i obie zaczęłyśmy się uważnie wsłuchiwać w telewizor.
- Witam wszystkich w programie "Star Show". Dziś gościmy nie tylko jednego gościa, ale pięciu. Powitajcie chłopaków z One Direction! - krzyknął prowadzący po czym kamera przeniosła się na machających chłopców a z tyłu dało się słyszeć piski, okrzyki i brawa.
- Cześć chłopaki, miło mi was gościć w moim programie - zwrócił się do nich prowadzący. - powiedzcie mi, jak idzie wasza trasa?
- Bardzo dobrze - zaczął Liam - mieliśmy już dwa koncerty tu, w Nowym Jorku, planujemy jeszcze jeden i jedziemy dalej do Europy.
- Świetnie. To może teraz powiedzcie mi jak przygotowania do kolejnej płyty?
- Nadal nagrywamy, ale z powodu trasy koncertowej skończymy dopiero pod koniec wakacji. Na początku września powinna się ukazać - tym razem głos zabrał loczek. - Zapraszamy wszystkich do jej kupna - dodał i uśmiechnął się w swój 'Stylesowy sposób'. Mężczyzna pytał jeszcze chwilę o bardziej zespołowe sprawy po czym doszedł do prywatnych.
- Mamy tu kilka wybranych pytań od fanek. Gotowi? - spytał na co chłopcy odpowiedzieli chórem "Jasne". Mężczyzna kliknął coś na tablecie trzymanym w ręce od początku programu i czytał. - Mamy pytanie do Louisa - zwrócił się do mojego chłopaka. Nie trudno było się domyślić co to było za pytanie. Siedziałam nieruchomo i czekałam na dalszy bieg wydarzeń. - Jedne z fanek pyta się o tajemniczą dziewczynę ze zdjęcia - powiedział po czym na ekranie z boku pokazało się dokładnie to zdjęcie, które kilka dni temu widniało na pierwszych stronach gazet. Lou popatrzył się na zdjęcie, widać było że się uśmiechnął i zwrócił się do prowadzącego. - To jest moja dziewczyna.
- Możemy znać imię tej szczęściary? - spytał mężczyzna.
- Charlie - chłopak uśmiechnął się do kamery. Na jego głos, moje serce zaczęło bić sto razy szybciej a na mojej twarzy zagościł uśmiech.
- Ależ on Cię kocha - powiedziała z uśmiechem na twarzy Pers a ja czułam jak moje policzki się rumienią.
- Czemu tak sądzisz?
- Widzę jak na Ciebie patrzy. Nie jestem dziewczyną Zayna od wczoraj, i już zdążyłam na tyle poznać chłopaków. Jeszcze nigdy nie widziałam Louisa takiego szczęśliwego, nawet przy Eleanor - na te słowa zrobiło mi się strasznie miło. Popatrzyłam na telewizor. Prowadzący pozadawał chłopakom jeszcze kilka pytań i wywiad się skończył. Rozmawiałyśmy z Perrie jeszcze o wielu innych rzeczach dopóki chłopcy nie przyjechali z wywiadu.
- Cześć dziewczyny - przywitał się z nami mój chłopak, który jako pierwszy wparował do apartamentu i od razu poszedł do mnie i wpił się w moje usta - Tęskniłem - szepnął mi do ucha gdy oderwał się od moich ust. Chwilę później przyszedł Zayn i reszta.
- Jak tam wam minął dzień? - spytał mulat przysiadając się do swojej dziewczyny.
- Super - powiedziałam bez zastanowienia.
- Świetnie - przytaknęła Perrie - Już się umówiłyśmy, że jutro po południu, jak będziecie mieć próby, jedziemy na zakupy z Charr - blondynka uśmiechnęła się szeroko. Lou podniósł mnie, po czym sam usiadł i usadowił mnie wygodnie na swoich kolanach. Wtuliłam się w jego ciepłe ciało i siedzieliśmy tak słuchając naszych przyjaciół. Niall stwierdził, że jest głodny, więc wszyscy oprócz mnie i Louisa poszli do restauracji na obiad. Nawet Pers z nimi poszła, żeby dotrzymać im towarzystwa. Lou stwierdził, że nie jest głodny i że zostanie ze mną.
Leżeliśmy wtuleni w siebie w naszym apartamencie. To było cudowne. Świadomość, że jest przy tobie ktoś, kogo tak bardzo kochasz. Bliskość i zrozumienie bez wypowiadania zbędnych słów. Lou kreślił jakieś bliżej mi nieznane wzory na moim ramieniu. Czułam jego gorący, miarowy oddech na mojej szyi, który przyprawiał mnie o lekkie dreszcze.
- Boże, jak ja Cię kocham - wymruczał mi do ucha składając pojedyncze pocałunki na mojej szyi. Odchyliłam trochę głowę, żeby zrobić mu lepszy dostęp do szyi i rozkoszowałam się jego gorącymi ustami, muskającymi moją zimną skórę. Mogłabym przysiąc, że każde miejsce, naznaczone jego ustami przyjemnie parzyło.
- Lou – jęknęłam przeciągle gdy przygryzł delikatnie płatek mojego ucha i składał delikatne pocałunki za nim. Z każdą chwilą robiło mi się coraz goręcej.
- Mam dziś da Ciebie niespodziankę – szepnął z delikatną chrypką wprost do mojego ucha – Porywam Cię gdzieś wieczorem... – dodał i pocałował mnie namiętnie w usta po czym wziął w ramiona i spowrotem się położył. Chyba zobaczył, że robi się niezręcznie gorąco i że gdyby nie przestał, to rzuciłabym się na niego jak jakieś wygłodniałe zwierze.
***

Gdy na zewnątrz zaczęło się powoli ściemniać, Louis poprosił mnie, żebym się przebrała i oznajmił, że zaraz wychodzimy. Nie wiedziałam gdzie, po co i przede wszystkim w co się ubrać, więc zdecydowałam się na czarne spodenki ¾ i granatową, luźną koszulę. Włosy upięłam w niedbałego koka a na nogi założyłam zgrabne sandałki. Gdy oboje byliśmy gotowi, wyszliśmy z hotelu i skierowaliśmy się na plażę. Okazało się, że na plaży była organizowana impreza. Porozstawiane były różne stoiska, po plaży chodzili cyrkowcy, kilka osób kręciło palącymi się żywym ogniem pojkami. Wszystko wyglądało znakomicie. Posiadało to swoją własną magię. Na prowizorycznej scenie nieopodal śpiewał jakiś mało znany zespół, ale muzyka była wpadająca w ucho i tworzyła fajny klimat dookoła. Lou podszedł do jednego ze stoisk i po chwili wrócił z dużą watą cukrową. Poszliśmy kawałek dalej i znaleźliśmy nieco bardziej odludnione miejsce. Lou dał mi watę, złapał mnie za biodra i posadził na wysokim murku, po czym sam usiadł obok mnie.
- Jak Ci się podoba? – spytał odrywając kawałek różowej waty z drewnianego patyczka.
- Jest super, dziękuję kochanie. – uśmiechnęłam się w odpowiedzi i cmoknęłam go w policzek.
Noc była dla mnie zawsze najlepszą porą na spędzenie wspólnie czasu. Posiadała swój urok i magię , która sprawiała, że człowiek czuł się znakomicie. Można było spędzać romantycznie czas, jedynie przy świetle księżyca, który łaskawym okiem spoglądał, dając delikatną poświatę. Nie czułam żadnego zmęczenia, jedynie dobrą zabawę i bliskość osoby, którą kocham. Miasto nocą... druga cudowna rzecz. Podświetlone budynki i zabytki, była to kolejna przyciągająca rzecz w objęciach nocy. Spędzaliśmy tak czas w towarzystwie dobrej muzyki, jedzenia, picia i zabawy. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się i nawet nie wiem kiedy wybiła godzina dwunasta w nocy. Wszyscy zaczęli odliczać i ze skrawka ziemi, zaczęto puszczać fajerwerki, które swoim blaskiem oświetliły okolicę. Wszędzie był dym, ale i piękne, różnokolorowe, rozpryskujące się na niebie światła. Efekt był oszałamiający i przez kilka minut w okolicy nie było słychać nic, poza hukiem fajerwerków. Wyglądało to niesamowicie i wtulona w ciało swojego chłopaka, oglądałam spektakularny pokaz. Nic tylko żyć, nie umierać!




Kolejny rozdział za nami. Od razu pragnę przeprosić, za tak długą nieobecność... Niestety, brak weny, obowiązki, przyjazd rodziny, koniec roku szkolnego... wszystko chyba się na siebie nałożyło :(
Na szczęście udało mi się znaleźć czas, na napisanie tej (podobno pechowej) 13!
Przepraszam, za to, że taka krótka... mam nadzieję, że wybaczycie.
Nic nie obiecuję, ale na to wygląda, że wrócę do pisania tego bloga... w końcu jak zaczęłam, to przydałoby się skończyć, nieprawdaż? ;)
Miłej niedzieli i nowego tygodnia! xx.

Zapraszam na mojego drugiego bloga -> www.give-me-chance-1d.blogspot.com
Oraz na TWITTERA:  @charls_grey
Oczywiście, jeżeli macie jakieś pytania, to śmiało pytajcie :)

PS. Jeśli ktoś pisze komentarze z anonima, to jeśli możecie, to podpisujcie się jakoś pod każdym swoim komentarzem tak samo, żebym kojarzyła które komantarze są od kogo. Z góry dziękuję :)

greenapple xx.